Język wieczności

tłum. Justyna Pikutin, 04 marca 2021

Ludzie się zmieniają, ponieważ nie posiadają ani przesłania, ani głębi. Tylko świeci mają przesłanie i głębię, dlatego też patrzą na wszystko dogłębniej.

Powiadam wam: - Ten poszedł do domu swego usprawiedliwiony bardziej niż tamten” (Łk 14, 18)

To niesamowite - by Bóg cię usprawiedliwiał. Czegóż więcej można sobie życzyć w tym życiu? Duch Święty w tej chwili cię usprawiedliwia, odwiedza cię w niebiański sposób, i daje ci niesamowite pocieszenie i dary. Żałujesz innych. Grzeszników i sprawiedliwych, faryzeuszy i nie-faryzeuszy, wszystkich ludzi. To politowanie jest pełne współczucia ponieważ Duch Święty chce, byśmy wszyscy w ten sposób poznali tę prawdę, że:
“...każdy, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony”.

To niepodważalna zasada, reguła duchowa. Kiedy tylko zobaczysz, że ktoś się wywyższa i mówi: “Spójrzcie na mnie, tylko na mnie patrzcie! Jestem tym, na którego czekacie!” - wiedz, że w tym miejscu szybko wybuchnie bomba. Ponieważ nie jest to język Boga. Wkrótce ten język stanie się Babilonem, szatan wtargnie i zniszczy wszystko.

Przykładowo, słuchamy polityków i myślimy: “Patrz no, każdy chce nas przekonać, że to właśnie na niego wszyscy czekaliśmy. Tylko na niego!” - a po pewnym czasie znienacka wszyscy zaczynają ich krytykować. Jakie to straszne! Nieprawdaż? A wszystko dlatego, że swoje działanie rozpoczynają oni bez Boga. Co innego - dążyć do wywyższenia przez Boga, a co innego - kiedy sam się wywyższasz. Jeśli Bóg cię wywyższy, jest dla ciebie nadzieja: nie upadniesz, zrobisz coś dobrego i nie spotkają cię żadne niebezpieczeństwa. A jeśli sam się wywyższasz, to znaczy, że nie ma w tobie łaski Bożej i Bóg nie znajduje w tobie Swego spokoju.

Dlatego też ojcowie bezustannie mówią o pokorze. Pokora - to język Boga, On mówi w tym języku i tylko ten język rozumie. I jeśli Bóg nie rozumie cię w twoich modlitwach, to znaczy, że trzeba zadbać o to, by ten element się w nich pojawił. Jeśli chcesz, by Bóg rozumiał twoje prośby, to należy dodać do nich właśnie pokorę.

Pokora przejawia się na różne sposoby, jest to zarówno posługa, wdzięczność, jak i skrucha. Skrucha - to pokora par excellence (przede wszystkim), czyż nie? Spójrzcie, jak zaczyna się Kanon Eucharystyczny:
Dzięki składamy Tobie, Panie Boże Mocy, że uczyniłeś nas godnymi, abyśmy i teraz stanęli przed świętym Twoim ołtarzem i przypadli do obfitości Twoich łask z błaganiem za nasze grzechy i ludzką niewiedzę.” (Fragment pierwszej modlitwy wiernych)

Każdy z nas otrzymał dobrodziejstwa, które w dużej mierze może zobaczyć i staje się to dla nas powodem do pokory oraz wdzięczności. Pokora mówi: “Nie zrobiłem nic, a Bóg uchronił mnie wtedy, wtedy i wtedy”. Świętym nie jest ten, kto otrzymuje dary pełne łaski, ale ten, kto był już świętym, zanim je otrzymał. Przepełnione łaską dary przychodzą wtedy, gdy człowiek dostąpi uświęcenia, w przeciwnym wypadku owe dary go zniszczą. Rozumiecie?

Bóg chce wszystkim dać dary pełne łaski. We wczesnych wiekach chrześcijaństwa połowa wiernych prorokowała, a druga połowa - miała dar interpretacji, ale jeśli Bóg da łaskę tobie takiemu, jakim jesteś, to po chwili zamienisz się w jakiegoś guru, który będzie fałszywie prorokował i czynił cuda. W ten sposób sam się zniszczysz i zaszkodzisz innym, ponieważ szatan coś jednak umie, i drogo to sprzedaje, zawsze ze szkodą dla nas, gdyż jest on pozbawiony współczucia.

Zapamiętajcie te słowa: “Każdy, kto sam się wywyższy zostanie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony”. Pokora oznacza posiadanie pokarmu, władzy i zdrowia oraz postrzeganie tego jako dar od Boga i błaganie Go by wskazał, jak postępować z tym darem. To jest pokora. Mówiliśmy o tym już wcześniej: czym innym jest krzyż, a czym innym - męki. Męki - to nie krzyż. “Niosę krzyż!” - mówisz. Tak, doświadczasz męki, każdy jej doświadcza. Ponieważ są dwa krzyże: jeden po prawicy Chrystusa, a drugi - po lewicy. I tylko jeden zbawia, a drugi - to po prostu męka.

Czy to, co przeżywam, kiedy szkodzę innym - to krzyż? Jestem temu winny.

Krzyż - to jest to, co ma miejsce, kiedy chcę wypełniać wolę Bożą, kiedy osobiście chcę zastosować Bożą mądrość, jednak napotykam trudności. To jest krzyż i może się on przejawić jako choroba, uraza, ubóstwo itd. To właśnie jest krzyż.

Krzyż - to jest to, co czynię z własnej woli i traktuję jako świadectwo Bożej prawdy. A nie to, że kiedy strzelam do kogoś, on mnie zabija. To już jest zapłata za zło, którego się dopuściłem.

Pokora objawia się również wtedy, gdy ktoś ma sławę, urodę, bogactwo, ale stara się tego nie pokazywać, by nie męczyć tym innych, a potajemnie im pomaga. Pokora - jest wtedy gdy mam zdrowie i wykorzystuję je by pomóc innym, ale nie każę im cierpieć. Pokora - jest wtedy gdy mam urodę, ale nie rażę nią innych, a pozostawiam ją Bogu, by uczynił ją na Boże podobieństwo. Pokora - jest wtedy gdy posiadam bogactwo, ale nie przechwalam się nim.

Kiedy nie mam nic, co można byłoby ukryć, to cóż to za pokora? Jest to skrajne ubóstwo. Jednak nawet w takim stanie ten, kto okazuje pokorę, może poznać czym jest pokora, czyniąc siebie odpowiedzialnym za swoje ubóstwo i nie narzekając w obliczu Boga. To również jest pokorą, jednak wymaga ogromnej odwagi. Dlatego “każdy, kto się wywyższa będzie poniżony”, co oznacza, że w zasadzie nie ma w tobie nic cennego, a ty sam się wywyższasz. Bądźcie ostrożni, ponieważ ludzie, którzy teraz są sławni, sami siebie wysławiają.

Człowiek przepełniony pychą - to chory człowiek, który pomnaża to, co ma w sobie, puszy się i chce, by wszyscy byli nim oczarowani. Powiedziałem kiedyś pewnemu studentowi, który mówił: “Wiem to, i wiem też to”:
- Posłuchaj, kiedy ja byłem młody, wiedziałem wszystko. A kiedy dużo wiesz, to dużo też nie wiesz. Kiedy zaś mało wiesz, to mało też nie wiesz.
- Nie rozumiem - powiedział.

Kiedy człowiek dużo wie i przykładowo zagłębi się w naukę, to zrozumie, ilu rzeczy tak naprawdę nie wie i jak dużo jeszcze musi się nauczyć. I paradoks polega na tym, że wszyscy będą uważać, że jest on niezwykle uczony, a on będzie mówił: “Ech, ile jeszcze nie wiem!”. A kiedy człowiek wie mało, mówi: “Wiem wszystko!”. On nawet nie zdaje sobie sprawy, ile jeszcze musi się dowiedzieć. W życiu duchowym jest to niezwykle ważne. Dlatego też człowiek, który poznał Boga, jest pokorny.

Jesteśmy wędrowcami na tej ziemi, dlatego też starożytni Grecy nazywali człowieka śmiertelnym. Bardzo ważne jest, by człowiek wiedział, że jest śmiertelny. Bóg z nikim z nas nie zawarł umowy, że przeżyjemy 100 lat i wtedy przyjdzie śmierć. To znaczy, że musimy nauczyć się języka wieczności.
Język wieczności - to język pokornej miłości. Wieczność - jest osiągana jeszcze w tym życiu. Nie możemy jej zaniedbać. Jeśli tak postąpimy, to ona zlekceważy nas, jak w tej anegdocie, opowiadanej przez archimandrytę Maksyma. Śmierć prześladowała pewnego człowieka, a on udawał niemowlę i mówił:
- Chcę mniam - mniam!
A śmierć odpowiedziała mu:
- Nie, pójdziemy w smołę!

Nie możemy lekceważyć tej wiedzy, ale nasza cywilizacja, kapitalizm opiera się na reklamie, na lifestyle, które chcą byśmy na zawsze pozostali niedojrzali. Potrzebują, byś był duchowo niedojrzały, byś nic nie rozumiał, byś zawsze czuł się swobodnie, byś gnał nowym modelem jakiegoś samochodu z prędkością 160 km/h i myślał, że śmierć nie złapie cię za 100 metrów. Ale kapitalizm chce tego, i my, jak grzeczne dzieci, powinniśmy dopasowywać się do tego, na ile to tylko możliwe.

Inna anegdota, którą wam opowiem, pokazuje, że choć wiemy, że umrzemy, to nie chcemy umierać. Ponieważ śmierć nie jest częścią nas i choć Bóg na nią pozwolił, to my nie możemy się z nią pogodzić.
Pewne starsze małżeństwo pokłóciło się o to, kto pierwszy odejdzie na tamten świat. Oboje chcieli być tym pierwszym. Mąż mówi:
- Żono, proszę cię: pozwól mi pierwszemu odejść z tego świata, przecież ja żyć bez ciebie nie mogę!
Żona odpowiada mu:
- O nie, mężu, zazwyczaj mężczyźni zostają, a my kobiety musimy odejść, by przygotować wam miejsce w niebie!

I tak kłócili się każdego dnia. Pewnego razu tak się pokłócili, że mąż rozzłościł się i poszedł do kawiarni. Ale kiedy pił kawę, przypomniał sobie, że zapomniał kluczy od domu. I myśli: “Pójdę, zabiorę klucze, bo zamknie drzwi i jak wrócę to będę musiał siedzieć na podwórku przez całą noc”.
Stuka do drzwi, a żona pyta:
- Kto tam?
- Śmierć!
- Nie ma go! Poszedł do kawiarni! Jest w kawiarni!

O. Nikolaj Ludovikos

za: pravoslavie.ru

fotografia: mmilenovakovic /orthphoto.net/