Cztery etapy prawosławnego życia

tłum. Gabriel Szymczak, 02 marca 2021

W eseju C.S. Lewisa „Jeśli chodzi o rowery…” znajduje się użyteczna ilustracja czterech okresów (lub etapów), które napotykamy w życiu: Obojętności, Oczarowania, Rozczarowania i Ponownego Oczarowania. Prawie we wszystkim, co nas interesuje, przechodzimy przynajmniej przez niektóre z tych etapów.

W „Jeśli chodzi o rowery…” Lewis wspomina, że był czas, kiedy był Obojętny i w ogóle się nimi nie interesował. Gdy jako chłopiec nauczył się jeździć -  poczuł, że potrafi latać, radośnie szybować przez lasy i parki, od jednego cienia drzewa do drugiego. Był Oczarowany. Potem przyszedł etap, na którym rower był jego środkiem transportu do szkoły. To Rozczarowanie było męczarnią, wydawało mu się, że zawsze ma pod górę. Później ponownie zaczął jeździć (do pracy) i wspominał te ekscytujące chwile swoich dziecięcych odkryć i przygód na rowerze. Przyniosło to Ponowne Oczarowanie, które sprawiało, że jazda na rowerze czasami rozgrzewała serce - choć wciąż wahał się między Rozczarowaniem a Ponownym Oczarowaniem, ale raczej bez goryczy, która często towarzyszy trzeciemu etapowi.

DWA WSTĘPNE ETAPY

Moim celem jest zastosowanie tego przykładu do życia chrześcijańskiego, a zwłaszcza do prawosławia. Ponieważ nie ma życia wewnętrznego, które znam lepiej niż własne, niechętnie ale jednak skupię się na mojej podróży.

Przez dwadzieścia kilka lat żyłem nie słysząc o Cerkwi. Była mi Obojętna. Kiedy w końcu przeczytałem o prawosławiu, było to w protestanckiej książce historycznej, która je odrzucała jako niewiele więcej niż wschodnią połowę Kościoła rzymskokatolickiego.

Z powodów, których nie sposób tu przytoczyć, zainteresowałem się prawosławiem i chciałem dowiedzieć się więcej o nim. Im więcej je poznawałem, tym bardziej się w nim zakochiwałem. Oczywiście, toczyłem wewnętrzne boje teologiczne. Ale to nie były problemy związane z prawosławiem, a problemy z błędnymi poglądami, które wyznawałem z powodu ignorancji. Z czasem stałem się całkiem Oczarowany prawosławiem. Czytałem wielu Ojców Kościoła, chodziłem na każde nabożeństwo, byłem podekscytowany postem, modliłem się wiele w domu, często czytałem Psałterz, wszędzie wieszałem ikony i chętnie opowiadałem innym o mojej nowo odnalezionej wierze.

ETAP 3: ROZCZAROWANIE

Po kilku latach moje podniecenie ustąpiło. Bolały mnie stopy i plecy, kiedy stałem na długich i niezliczonych nabożeństwach, czas modlitwy często wydawał mi się suchy, często wzdychałem, jęczałem z powodu zbliżających się postów i czytałem książki z mniejszym entuzjazmem. Kiedy ludzie słyszeli, że jestem prawosławny i zakładali, że jestem Żydem, prawie mnie to nie obchodziło (w j. angielskim prawosławny to Orthodox, co może kojarzyć się z Orthodox Jews – ortodoksyjnymi Żydami, przyp. tłum.). Byłem Rozczarowany. Niektórzy mogą nazwać to ciemną nocą duszy. Jakkolwiek chcesz to nazwać, jest to często punkt krytyczny dla tych, którzy odchodzą od wiary prawosławnej. Nawracamy się, wszystko jest piękne i ekscytujące, ale ciężka praca nad byciem chrześcijaninem ciąży nam.

Faza Rozczarowania prowadzi do acedii (depresji i apatii), frustracji, użalania się nad sobą i braku gorliwości. Świat oferuje nam wygodę, która jest często zbyt słodka, abyśmy mogli ją odrzucić. Kusi nas, aby znaleźć jakąś „równowagę” między prawosławiem a światowymi dążeniami, co skutkuje stopniową duchową śmiercią.

ETAP 4: PONOWNE OCZAROWANIE

W tym miejscu muszę przekazać moim czytelnikom uczciwe ostrzeżenie. Być może osiągnąłem czwarty stan - Ponowne Oczarowanie, a może jeszcze nie jestem tak dojrzały, jakbym sobie tego życzył. Ale jeśli jestem na czwartym etapie, oto jak może on wyglądać...

Zamiast próbować wyglądać, ubierać się, mówić i zachowywać jak pobożny XVIII-wieczny rosyjski lub grecki prawosławny chłop, zacząłem poznawać, kim jestem. Często upadałem w sferze duchowej, szedłem do spowiedzi, ocierałem krew i wracałem do duchowego kręgu, co nauczyło mnie wiele o samym sobie. Znalazłem swoje granice. Stres w wysiłkach duchowych zwykle wskazywał, że liczę na swoją siłę, a nie na Boga. Czasami była to duma. Innym razem naiwnie porywałem się z motyką na słońce.

Na tym czwartym etapie znalazłem regułę modlitwy, która współgra z rytmem mojego życia. Chodzę na większość nabożeństw, ale nie biczuję się za te, które opuściłem z powodu obowiązków życiowych. Staram się pościć w sposób, który sprawia, że rozpieszczony mały bachor we mnie jest wytrącony z równowagi, ale post nie utrzymuje mnie w stanie złości. Równowaga nie oznacza znalezienia sposobu na dopasowanie prawosławia do mojego harmonogramu. Zamiast tego, jest to odkrycie, kim jestem w Kościele, jakie są moje ograniczenia i jak mogę samego siebie trochę rozciągnąć, jednak bez łamania.

Między trzecim a czwartym etapem mija wiele dni. W tym czasie odkryłem, że ważne jest stworzenie pewnej bezwładności. Mniej więcej oznacza to coś następującego: jest czas, aby iść na czuwanie, ale ja wolałbym zostać w domu. Więc zmuszam się do wyjścia. Kiedy to robię, otrzymuję duchową korzyść. Bolą mnie stopy i plecy, mój umysł gdzieś odpływa, ale od czasu do czasu staram się skupiać na tym, co się mówi i śpiewa. Korzystam w sposób, którego nie potrafię wyjaśnić. Następuje niewidzialny proces transformacji, a ja opuszczam cerkiew w pokoju z Bogiem i innymi ludźmi. Ale dyscyplina w przełamywaniu bariery była kluczowa dla przejścia z trzeciego etapu do czwartego.

Uważam, że Ponowne Oczarowanie nie następuje automatycznie. Nie jest też stałym stanem istnienia. Prawdopodobnie tak by było, gdyby nie nasze grzeszne namiętności i demony toczące z nami wojnę. Oznacza to, że osiągamy je, gdy trochę samych siebie naciskamy. Ale potem pokusa i miłość własna ciągną nas z powrotem. Apatia, lenistwo i prokrastynacja (skłonność do odkładania rzeczy na później – przyp. tłum.) to najwięksi wrogowie. Jeśli jesteśmy ugruntowani w wierze, jest mało prawdopodobne, abyśmy zrobili coś bardzo gorszącego. To raczej stopniowe schładzanie, regularne zobojętnianie naszych dusz może spowodować, że po cichu przejdziemy od Rozczarowania do odstępstwa (apostazji).

PO PONOWNYM OCZAROWANIU

Czytając o świętych, chciałbym zaryzykować przypuszczenie, że istnieje piąty etap, który nazwę Hezychia. Ci, którzy ją znajdują, wiedzą, że jest to osiągalne tylko po życiu pełnym zmagań, pielęgnowania miłości do Boga i bliźniego oraz dzięki łasce Bożej. Dzięki pokucie, pokorze, miłości i modlitwie uczymy się wyciszać umysł. W ciszy Bóg szepcze do duszy i otula ją słodyczą łaski. Panuje tu niebiańska cisza. Całe stworzenie ożywa dla takiej duszy, a ona słyszy rajskie pieśni, na które są głuche nasze uszy. Taka dusza nieustannie modli się do Boga, czy to na jawie, czy we śnie. Hezychia nie jest czymś, co człowiek próbuje praktykować. Jest to raczej owoc uzdrowionej duszy, która nie jest już podzielona przez ten świat.

Miłość Boża rani taką duszę. Raj jest błogi, piękny i bolesny. To boli, ponieważ niektórzy przed nim uciekają. Łzy płyną, gdy hezychasta modli się i płacze za tymi na świecie. Raj jest również bolesny, ponieważ osoba praktykująca ciszę chce mieszkać wyłącznie tam, ale musi zakończyć swoje życie w tym upadłym świecie. Mocno jednak trzyma się nadziei na wieczne zjednoczenie z Chrystusem, miłością całej swej istoty.

KOŃCOWE PRZEMYŚLENIA

Ty, który jesteś Rozczarowany - trzymaj się. To jest normalny stan. Jest łaska, którą otrzymamy, jeśli będziemy codziennie podnosić nasz krzyż i walczyć jeszcze trochę.

Ty, który jak ja krążysz między trzecim a czwartym stopniem, zachowuj bezwładność. Nie pozwól, aby duchowe lenistwo wzięło górę. Susze i pory suche zmuszają drzewa do głębszego zapuszczania korzeni. Módl się dalej, idź do spowiedzi, a kiedy upadniesz, wstań i zacznij od nowa. Nie ma magicznego rozwiązania. Zwycięstwo przychodzi dzięki łasce Bożej, spotykającej naszą surową siłę woli, która nie chce się poddać.

diakon Jeremiasz

za: Orthodox Road

fotografia: ursache /orthphoto.net/