Ojcowski uścisk

tłum. Gabriel Szymczak, 28 lutego 2021

Istnieje niesamowity hymn, zaczerpnięty z jutrzni niedzieli z Ewangelią o synu marnotrawnym, czasami nazywany "Ojcowskim Uściskiem", który popycha nas do zrozumienia naszych własnych słabości w powrocie do Boga:
"Objęcia Ojcowskie otwórz dla mnie, poszczącego, marnotrawnie spędziłem moje życie, na bogactwo niewyczerpane patrząc Twych zlitowań, Zbawco, teraz oto ukorzonego nie odrzuć mego serca, do Ciebie bowiem, Panie, wołam z rozrzewnieniem: Ojcze, zgrzeszyłem na niebo i przed Tobą".
(tłum. o. H. Paprockiego, za: liturgia.cerkiew.pl)

Gdy słyszeliśmy czytanie o celniku i faryzeuszu, mówiliśmy o tym, jak musimy bardzo uważać, aby nie tyle pokazywać zewnętrzną miłość do Boga, co zmienić wnętrze naszych dusz i ukierunkować nasze życie na Niego. Czynimy to przede wszystkim wprowadzając w nasze serca pokorę...,  powtarzając słowa celnika: "Panie, zmiłuj się nade mną".

W drugą niedzielę przygotowawczą do Wielkiego Postu czytamy w Ewangelii historię młodego człowieka, któremu ojciec dał całe jego dziedzictwo, a który - opuściwszy dom i roztrwoniwszy pieniądze - doszedł do wniosku, że musi powrócić do miłości swego ojca, aby nie spędzić reszty swoich dni w głodzie i nieszczęściu.

Jezus opowiada tę przypowieść, ponieważ jest ona obrazem naszej własnej duchowej relacji z Bogiem! Na wiele sposobów odwracamy się od Niego w tym życiu, szukając czegoś innego! Bierzemy za pewnik miłość naszego Ojca w Niebie. Zapominamy o wszystkich rzeczach, które nam dał. Pytanie, które musimy sobie zadać, przygotowując się do Wielkiego Postu, brzmi "dlaczego"?

Dlaczego tak szybko zapominamy o naszym Ojcu, ścigając nasze własne ambicje ... nasze własne pragnienia ... i odwracamy się od Miłości, która jest nam dobrowolnie dana przez Boga?

W ubiegłym tygodniu w moim domu skonfrontowałem się z sytuacją, która ma związek z tym właśnie pytaniem. Jak to często bywa z dziećmi w wieku 3 i 5 lat, spędziliśmy wieczór w naszym domu negocjując niczym uwolnienie zakładników ich pójście do łóżka. Ilu rodziców złapało się na tym, że mówią: "Damy ci wszystko, jeśli obiecasz po prostu iść spać!"

W końcu biegi tam i z powrotem na schodach ustały, ale gdy matuszka i ja wyłączyliśmy wszystkie światła i poszliśmy do sypialni około godziny później, okazało się, że korytarz był zablokowany maskotkami i kocami. Na środku korytarza, pod drzwiami sypialni, spała dwójka dzieci.

Myślę, że każdy, kto kiedykolwiek miał doświadczenie z dziećmi, widział taki obrazek i pamięta go też z własnych doświadczeń w okresie dorastania. Od łona naszej matki, każdy z nas ma wrodzone poczucie chęci bycia blisko naszych rodziców! Kiedy byliśmy mali, płakaliśmy, kiedy musieliśmy iść do szkoły lub przedszkola. Na zabawach i imprezach towarzyskich, gdzie było wielu nieznajomych, dla bezpieczeństwa chwytaliśmy się nóg naszych rodziców. Kiedy obudziliśmy się nagle w środku nocy ze złego snu, ku przerażeniu mamy i taty wczołgiwaliśmy się do ich łóżek, by wtulić się choć w kołdrę. To naturalne, że jako istoty ludzkie chcemy być nie gdzie indziej, ale przy naszej matce lub ojcu!

Po kilku latach, gdy dzieci stają się bardziej niezależne, czasami, podobnie jak my wszyscy, zaczynają uważać miłość rodziców za pewnik. To dzieje się tak szybko! Nawet dzieci, które ukończyły 3 lata, które we wszystkim polegają na rodzicach, jako pierwsze uciekają przez otwarte drzwi samochodu w nieznane, gdy widzą plac zabaw w oddali. Robią to, ponieważ dzieci są jak my wszyscy! W końcu jesteśmy tak odurzeni naszymi własnymi pragnieniami, własnymi chęciami i naszą własną wolą, że ignorujemy niebezpieczeństwo oddalenia się od miłości naszych rodziców!

Jest takie czteroliterowe słowo, na które się wzdrygam, gdy moje dziecko je wypowiada ... ponieważ to właśnie słowo niszczy niewinność ludzkości. Niestety, jest to również jedno z pierwszych słów, których uczymy się jako dzieci: "moje". Kiedy je poznajemy, nasze życie zmienia się na zawsze, ponieważ jest to słowo kształtujące nasz sposób życia w świecie. To mentalność "moje" prowadzi nas do uznania za pewnik Miłości naszego Ojca, który dał nam WSZYSTKO!

Jedną z najwspanialszych cech Wielkiego Postu (oprócz niesamowitych nabożeństw) jest systematyczne niszczenie mentalności "moje". Cerkiew, kierując się Duchem Świętym, wzywa nas do spędzenia 40 i więcej dni na wykorzenieniu wszystkich tych rzeczy w naszym życiu, które sprawiają, że odwracamy się od Ojcowskich Objęć Boga. Podczas Wielkiego Postu odmawiamy sobie światowych przyjemności (MOJA rozrywka). Ograniczamy rodzaje i ilości jedzenia, które jemy (MOJE łaknienie). Zwiększamy liczbę modlitw i nabożeństw, w których uczestniczymy (MÓJ czas). Czynimy to wszystko, abyśmy jako dzieci Boże przypomnieli sobie relację, jaką kiedyś mieliśmy z naszym Ojcem. Im więcej poświęcenia z naszej strony w tym Świętym Okresie, tym bardziej przestajemy uczyć się mówić "moje" ... i zaczynamy pamiętać o tym, że jesteśmy „Jego”.

Jedną z najpiękniejszych części przypowieści o synu marnotrawnym jest zakończenie. Uspokajamy się, bracia i siostry w Chrystusie, dowiadując się, że bez względu na to, jak bardzo upadliśmy, bez względu na brak miłości, który Mu okazujemy i bez względu na to, ile razy odwróciliśmy się od Niego, mamy Ojca, który dosłownie BIEGNIE ku tym, którzy chcą wrócić do domu. Ubiera nas w najlepsze szaty. Organizuje przyjęcie z okazji naszego powrotu. Daje nam pierścień mocy, który mieliśmy w czasach Edenu. Bóg naprawdę świętuje powrót każdego, kto kroczył ścieżką ku śmierci, lecz zmienił kierunek, by iść w kierunku ścieżki życia.

Obyśmy wszyscy w Wielkim Poście dążyli ku Ojcowskiemu Uściskowi! 

o. Gabriel Bilas

za: St. Mary Magdalene Orthodox Church

fotografia: Alicja Ignaciuk /orthphoto.net/