Język, którego nie rozumie Bóg - cz. 2

tłum. Justyna Pikutin, 22 lutego 2021

To, co posiada Bóg, ta Jego ogromna swoboda, czyni Go wyjątkowo atrakcyjnym. Bóg jest atrakcyjny. Nie jest tym bezmyślnym stworzeniem, które stworzyliśmy w swojej głowie i które traktujemy tak, jak uważamy za stosowne. Dlatego też słyszymy dzisiaj, jak młodzi ludzie mówią:
- Co mam robić z takim Bogiem?

Ponieważ takiego właśnie Boga im przedstawiamy, ale Bóg nie jest taki. Bóg bierze na Siebie odpowiedzialność do tego stopnia, że uniża się przed Swoim stworzeniem i dosłownie nie dostrzega tego, co skrzywiliśmy. Skrzywiliśmy dlatego, że sami jesteśmy skrzywieni. Zazwyczaj sami stajemy się skrzywieni. Dlatego Bóg bierze na Siebie odpowiedzialność za to, co zrobiliśmy, przychodzi na ten świat i po to, by wyjaśnić nam to, co chce nam powiedzieć, daje się ukrzyżować. A czyni to nie dlatego, że to Mu się podoba i tego właśnie szuka, ale dlatego, że dla nas jest to jedyny sposób, byśmy zrozumieli Jego słowa. Czy rozumiecie, o czym mówię?

Nie mieliśmy innego sposobu, by zrozumieć to, o czym On nam mówi. Konieczne było, by Go ukrzyżowano, byśmy zrozumieli, co dokładnie ma na myśli. ”Był posłuszny aż do śmierci” (Flp 2,8) i Jego miłość jest - do śmierci. Ta nadprzyrodzona miłość - to tajemnica Cerkwi, godność Cerkwi i dlatego Cerkiew nigdy nie upadnie.

Bóg nie rozumie języka faryzeusza i nie odpowiada mu. Rozumie język odpowiedni dla Niego - język pokory - i wszystkie języki z nim zsynchronizowane. A kiedy przemawia faryzeusz, Bóg nawet nie wie, co on powiedział. Jeśli spytasz Go: “Co on powiedział?” - On odpowie: “Nie zrozumiałem. A o czym on tak długo mówił?”

To, co mówi faryzeusz, nie ma sensu, ponieważ jest to przeciwieństwem pokornej miłości, jaką jest Bóg. “Ten jest taki, tamten jest taki” - i inne. I widzisz tę przerażającą historię cudzołożnicy, która wydaje się skandaliczna w oczach moralistów, nawet jeśli tego nie mówią. Przecież sami duchowni unikali opowiadania o tym miejscu Ewangelii, szczególnie w dawnych czasach. Zostaje schwytana na miejscu przestępstwa, otoczona i przyprowadzona do Niego. Oni nie wiedzieli, co mają zrobić - znacie tę historię - i pytali siebie wzajemnie:
- Co mamy teraz zrobić? Co mówi Prawo?

W kanonicznym tekście czytamy, że kiedy mówili Mu o kobiecie, Chrystus siedział i pisał na piasku. A co pisał? W jednej z apokryficznych ewangelii mówi się, że pisał On imię faryzeusza, stojącego nieopodal i imię jego kochanki. Rozumiecie? “Jan - Vasula...”. A potem kolejne imię, a obok imię sąsiadki. Ludzie byli przerażeni. Tylko tak On przekonał ich, ponieważ miłość do drugiego człowieka była im zupełnie obca. Potem Chrystus wypowiada znamienne słowa:
- Ten, kto z was bezgrzeszny, niech pierwszy rzuci kamieniem.
I nikt nie odważył się rzucić kamieniem, ponieważ jego imię było napisane na piasku.

Następnie zwraca się On do kobiety i mówi, by bardziej uważała na siebie. Nie mówi: “Co żeś narobiła!” Jest to przykazanie: On daje jej wybaczenie, ponieważ ona okazała skruchę. I ulitował się nad nią i zachęcił ją: "Jest Ten, który cię kocha! Bądź uważna! To, co zrobiłaś, jest niczym w porównaniu z tym, jak ważna jesteś." I w ten sposób czyni tę kobietę świętą.

To sposób Boga, innego sposobu nie znamy. Oczywiście, wielu w późniejszym czasie wymyśliło inne sposoby, ale wiedz, że dzisiaj chrześcijaństwo w znacznym stopniu zostało skażone i czasami zmieniają się one w “babskie baśnie” (1 Tm 4,7), ponieważ zajmują się tym ludzie, którzy nie poznali Boga.

Celnik zaś, stojąc daleko nie chciał nawet oczu podnieść ku niebu, lecz bił się w swoje piersi, mówiąc: Boże, bądź miłościw mnie, grzesznikowi!

On stoi w oddali. Nie chce nawet spojrzeć w niebo i tylko bije się w piersi, ponieważ brak mu słów. Rozumiesz? Gdyby ktokolwiek z nas okazał się na miejscu celnika, mógłby powiedzieć:
- Posłuchaj, faryzeuszu, przyszedłem tu, by zrobić to i to, a ty nie masz prawa mówić mi, jaki jestem!
Czyż nie mógłby tak powiedzieć? Niektórzy z nas powiedzieliby:
- Słuchaj, faryzeuszu, dlaczego mówisz o mnie? Przecież ty jesteś gorszy ode mnie!
A nawet mu przyłożyć. On jednak tak nie robi. Przyjmuje to okrutne poniżenie od innego - nie od Boga, a od drugiego człowieka.

W starych paterikonach pełno jest takich zadziwiających historii. Niedawno czytałem o św. Izydorze, szalonej w imię Chrystusa, która trudziła się w monasterze razem z czterema mniszkami. Przyszła tam w porwanym odzieniu i od pierwszego dnia zaczęła dziwnie się zachowywać, by pokazać, że ma nie wszystko w porządku z głową. I mniszki uważały ją za szaloną i robiły z nią co chciały, a ona całymi dniami siedziała w piecu.

Św. Pitirim, który trudził się na przeciwległej górze i znaczył wtedy tyle, co św. Paisjusz dla naszych czasów, otrzymał objawienie. Przyszła mu myśl: czy jest człowiek, który osiągnął to, co on jeszcze musi osiągnąć? I Duch Św. powiedział mu:
- Popatrz, w tym monasterze jest mniszka, która stoi o wiele wyżej niż ty!

I poszedł on do monasteru, gdzie został pięknie przywitany, gdyż wiedzieli, że jest to wielki starzec, a on powiedział mniszkom:
- Bardzo was proszę: zbierzcie się wszystkie przy mnie!
Podeszły, ale w żadnej z nich nie znalazł tej, której szukał.
- Wśród was powinna być mniszka ze złotą koroną na głowie.
Tak pokazał mu ją Duch Święty - ze złotą koroną.
- A kto to? My wszystkie przyszłyśmy.
- Nie, nie wszystkie! Jest jeszcze jedna mniszka.
- Tak, jest jeszcze jedna, nienormalna.
- Przyprowadźcie ją tu.
Właśnie na niej zobaczył on koronę. Mniszki mówiły:
- Przecież ona jest nienormalna!
- To wielka święta i zasługuje na to, by zostać duchową matką!

Natychmiast została obsypana zaszczytami, ale zniknęła i nikt nawet nie zauważył, kiedy odeszła. I więcej się nie pojawiła. Nikt nie wiedział dokąd się udała i jak zakończyła swoje życie, ponieważ nie szukała ona pochwał. Bo po co ci pochwały, kiedy masz Ducha Świętego?

O. Nikołaj Ludovikos

za: pravoslavie.ru

fotografia: jarek /orthphoto.net/