Język, którego nie rozumie Bóg - cz. 1

tłum. Justyna Pikutin, 21 lutego 2021

Dwóch ludzi wstąpiło do świątyni, aby pomodlić się: jeden faryzeusz, a drugi celnik. Faryzeusz, stanąwszy, tak modlił się w sobie: - Boże, dziękuję ci, że nie jestem taki jak pozostali ludzie: zdziercy, niesprawiedliwi, cudzołożni albo jak ten oto celnik. Poszczę dwa razy w tygodniu, oddaję dziesięcinę ze wszystkich dochodów. Celnik zaś, stojąc daleko nie chciał nawet oczu podnieść ku niebu, lecz bił się w swoje piersi, mówiąc: Boże, bądź miłościw mnie, grzesznikowi! Powiadam wam: - Ten poszedł do domu swego usprawiedliwiony bardziej niż tamten, albowiem każdy, kto się wywyższa będzie poniżony, a kto się uniża będzie wywyższony.” (Łk 18, 10 - 14)

Teologiczna nauka, którą znajdujemy w tej przypowieści, dotyczy życia w Chrystusie, dlatego też Ojcowie postanowili czytać ten fragment Ewangelii przed Wielkim Postem. Przypowieść ta jest związana z pewnym poważnym problemem człowieka - problemem jego łączności z Bogiem. W ogóle, by nawiązać z kimkolwiek relacje, trzeba być do niego podobnym.

Jeśli jednak okaże się, że nie jesteśmy do siebie podobni, nie uda się nam nawiązać kontaktu. Dlatego też dawniej mówiono, jeśli są podobieństwa, to jest i miłość, i relacje. Zapewne powiecie: “A co z miłością do wrogów?” Tak. Są dwa rodzaje miłości: jedna - cieszy serce i daje pocieszenie, a druga - to miłość krzyżowa. Mam nadzieję, że tę drugą okazujemy wszystkim ludziom. Pierwszej zaś nie możemy okazywać wszystkim. Zdarza się miłość, która czyni nas szczęśliwymi i zdarza się miłość, która przysparza nam trudności - mówił o tym św. Maksym Wyznawca. Jesteśmy udręczeni, ale kochamy, kochamy, ale jesteśmy udręczeni.

A pierwszej miłości szukamy wszyscy - to miłość, w której odnajdujemy pocieszenie. Kocham, ponieważ tego chcę, daje mi to pocieszenie, w ten sposób odpoczywam duchowo, daje mi to spokój i radość. Ten pierwszy rodzaj miłości zawiera w sobie również przyjaźń - wartość definiowaną od czasów starożytnych jako kontakt i harmonia dusz.

Mówię to wszystko, by pokazać, że do Boga zbliżamy się na różne sposoby, które On rozumie. To bardzo ważne. A co zrobić, jeśli Bóg nie rozumie naszych słów? Jeśli mówimy do Niego w języku, którego On nie rozumie? Ponieważ jest jeden taki język, którego Bóg nie rozumie. Przecież rozumie On wszystkie języki - nawet jeśli powiemy po chińsku - czyż nie tak? I nawet jeżeli będziemy milczeć, jeśli tylko westchniemy - Bóg również wszystko zrozumie. Jednak mimo to jest jeden język wśród wszystkich niezliczonych języków, którego On nie rozumie i na który nie odpowiada.

Weź dziecko i zacznij opowiadać mu o teorii Newtona. Zobaczysz, że w najbliższym czasie nie będziesz w stanie się z nim porozumieć. Ono z całych sił będzie patrzyło na ciebie, być może nawet z uśmiechem, ale zupełnie nie zrozumie, o czym mówisz i nigdy ci nie odpowie na meritum. Małe dziecko nie może powiedzieć nic, ponieważ ten język jest dla niego niezrozumiały.

Tak też jest język, którego nie rozumie Bóg i musimy być bardziej uważni, ponieważ między sobą zazwyczaj rozmawiamy w tym języku. Jest on podobny do pięści, to znaczy do ciosów pięścią, w którą zmieniliśmy słowa. Człowiek może nikogo nie uderzyć, ale mówiąc takie słowa - rani tak, jakby uderzał pięścią. I im bardziej jest on kulturalny, tym bardziej powinno to być niezauważalne.

Jeśli porządny Anglik napisze do ciebie list, w którym chce powiedzieć ci coś nieprzyjemnego, to początkowo nic nie poczujesz. Istnieje taka kulturowa różnica. “Tak, miłe słowa mi pisze” - myślisz, a on krytykuje cię od początku do końca. Oczywiście zrozumiesz to, jednak dopiero czytając ten list po raz trzeci. Ponieważ obyczajowość tych narodów nie pozwala im się ujawnić, on uważa, że to poniżej jego godności - krzyknąć na kogoś i w ten sposób zdradzić siebie.

Grek, który posiada więcej pokory i prostoty, skrytykuje cię i nie będzie nic ukrywał. Anglik nigdy czegoś takiego nie powie. Kiedy prowadzę lekcje z zagraniczną publicznością - z angielską, przykładowo, jak robiłem to kiedyś - i komuś bardzo nie podoba się to, co mówię, to nigdy nie zwróci się on do sąsiada i nie powie:
- O czym do diabła mówi ten dupek?
On nigdy tak nie powie, a odwróci się i powie:
- Prelegent ma wspaniałą żonę.
To znaczy, że prelegent jest nic nie wart. Anglik powie ci: «This is very important!» - i będzie to znaczyło, że to co powiedziałeś nie ma żadnego znaczenia. A jeśli wyjdzie z siebie i krzyknie: “Co ty wygadujesz? Nie zgadzam się z tym, mam zupełnie inne zdanie” - to będzie oznaczało, że twoje słowa są ważne. Mówię teraz o kulturowym zróżnicowaniu, ale tych języków się uczą.

I tak jest język, który zna Bóg i jest język, którego On nie zna. Język, którego Bóg nie zna - to język faryzeusza. W tym języku Bóg nic nie zrozumie - nawet jeśli przez sto lat będziesz z Nim rozmawiał - nic nie odpowie.

Faryzeusz, stanąwszy, tak modlił się w sobie: - Boże, dziękuję ci, że nie jestem taki jak pozostali ludzie: zdziercy, niesprawiedliwi, cudzołożni albo jak ten oto celnik. Poszczę dwa razy w tygodniu, oddaję dziesięcinę ze wszystkich dochodów.

Faryzeusz chwyta karabin i zaczyna strzelać w złych ludzi. Oto, załatwieni zostali cudzołożnicy, załatwieni zostali złodzieje. Jednak, jakby tego było mu mało, by lepiej pokazać Bogu, co ma na myśli, mówi: “Ja nie jestem taki, jak ten tutaj! Nie jestem taki!” - by Bóg zrozumiał, kto stoi przed Nim! Nawet wyjaśnia dlaczego: “a to dlatego, że jestem najlepszy!” To znaczy ja i Ty - stanowimy jedną całość i między nami nie ma żadnej różnicy.

Na jakiej podstawie on robi to wszystko? Na podstawie tych strasznych uczynków: “poszczę dwa razy w tygodniu, oddaję dziesięcinę z wszystkich swoich dochodów”. Nie mówi, ile zarabia, a: “Oddaję dziesięcinę”. Ukradnę milion - no dobrze, oddam 100 tysięcy.

Przecież kim byli faryzeusze? Złodziejami i obłudnikami, tyle że zasłaniali się prawem. Dlatego jedynymi ludźmi, których Chrystus publicznie krytykował, byli faryzeusze i uczeni w piśmie, ponieważ byli oni - i jeśli chcecie, pozostają do dziś - źródłem duchowej ślepoty Izraela, z całym swoim formalizmem i skrajną arogancją zamiast pokornego poszukiwania prawdy, godnej duchowego przywódcy.

Duchowy przywódca – to ten, kto idzie naprzód i sam poszukuje prawdy. Prawdziwi przywódcy - to wyłącznie ci, którzy nie śpią po nocach, by osobiście doskonalić się w pokucie i poznaniu Boga. Następnie jest to przekazywane innym, ale wyłącznie dlatego, że istnieje. A jeśli tego nie ma, to jak może zostać przekazane? Załóżmy, że powieszę sobie na piersi trzy panagije, założę jeszcze trzy, ale jakie ma to znaczenie? Mimo wszystko będę pusty i pustym umrę. A Bóg widzi, że jestem pusty i nic nie wkłada do mego naczynia.

Dlatego, kiedy niektóre cerkiewne osobistości otwierają usta i zaczynają krakać jak wrony: “Kra-kra!” - raz, drugi, - to naród stoi i nie może się doczekać, kiedy skończą, by móc się rozejść. Bóg nic nie wkłada do tego naczynia, ponieważ jest ono przepełnione własnym ego, samolubstwem i ogromnym narcyzmem.

Faryzeusz mówi te słowa, i mówi (co najgorsze) w języku, którego Bóg nie zna i nie chce znać, ponieważ Sam działa w zupełnie odwrotny sposób. Jeśli chcemy poznać Boga, to można przeczytać słowa faryzeusza, wkładając w nie odwrotny sens. Wydaje się to wam dziwne, ale Bóg uniża się przed swoim stworzeniem, a kiedy mówisz Mu: “Boże, zabiłem, wybacz mi!” - wiecie, dlaczego On to przyjmuje? Ponieważ bierze na Siebie odpowiedzialność za twój błąd, rozumie cię, stawia Siebie na twoim miejscu i usprawiedliwia cię.

Matka robi to samo, ale Bóg robi to w maksymalnym stopniu. W przeciwnym wypadku spowiedź nie miałaby żadnego sensu. Cerkiew powiedziałaby: “Patrzcie, będziecie spowiadać się jeden raz w życiu! No dobrze, niech będzie dwa! Bo inaczej staje się to kpiną. Spowiadasz mi się - a potem robisz to samo?”

To, że idziesz i spowiadasz się znów i znów z tych samych grzechów, znaczy, że Ktoś nie utożsamia cię z twoim grzechem, ale usprawiedliwia cię, oddziela cię całkowicie od twojego grzechu i widzi cię tak, jakbyś był rzeczywiście wspaniałym stworzeniem, jak matka podziwia swoje dziecko jako najsłodsze i najpiękniejsze stworzenie na świecie.

Bóg właśnie tak patrzy na nas z tą świętą naiwnością - nie naiwnością, a pozytywnym nastawieniem - ponieważ wie, że tylko tak człowiek realnie otrzymuje uleczenie, poprawia się, staje się godnym - kiedy dajesz mu prezenty, ponieważ wszystko jest darem. Czy dlatego, że ludzie są godni? Nie, oni są niegodni; ale po to by mogli stać się godnymi.

O. Nikołaj Ludovikos

za: pravoslavie.ru

fotografia: matfiej /orthphoto.net/