Duchowe pochodzenie, natura i znaczenie obecnej pandemii - cz. 3

tłum. Gabriel Szymczak, 01 marca 2021

Wywiad z Jean-Claudem Larchetem, cz. 3

Przejdźmy teraz, jeśli nie masz nic przeciwko, do bardziej teologicznych pytań. Po pierwsze, komu lub czemu możemy przypisać obecną epidemię i ogólnie choroby?

Epidemia to choroba zakaźna, która się rozprzestrzenia. Wszystko, co można powiedzieć o chorobie, można też powiedzieć o epidemii, tyle że jej masowy charakter, pojawienie się w jakimś regionie, kraju czy na całym świecie (jak ma to miejsce obecnie), rodzi dodatkowe pytania. Nie jest zaskakujące w dyskursie religijnym odniesienie do kwestii poruszanych w Apokalipsie, do końca świata lub idei Boskiej kary za grzechy ludzi, czy też poczynienie aluzji do potopu (Rdz 6–7), losu Sodomy i Gomory (Rdz 19), plagi, która zdziesiątkowała obóz Dawida po spisie (2 Sm 24, 15) lub siedmiu plag Egiptu (Wj 7–11). Dlatego konieczne są pewne wyjaśnienia.

Zgodnie z prawosławną koncepcją, rozwiniętą przez Ojców na podstawie Biblii, grzech przodków (który w tradycji zachodniej nazywany jest grzechem pierworodnym) miał na poziomie fizycznym trzy skutki: przemijanie (którego główną formą jest cierpienie), zepsucie (którego głównym przejawem jest choroba) i śmierć, która wynika z tego ostatniego. Grzech Adama i Ewy polegał na oddzieleniu się od Boga, co skutkowało utratą łaski, która zapewniała im beznamiętność, nieskazitelność i nieśmiertelność. Adam i Ewa, będąc pierwowzorami ludzkości, w konsekwencji przekazali swoim potomkom ich ludzką naturę, która została zmieniona przez szkodliwe skutki grzechu. Nieporządek, który dotknął naturę ludzką, stał się także udziałem całej przyrody, ponieważ człowiek oddzielony od Boga stracił status króla stworzenia i pozbawił inne stworzenia łaski, którą im przekazał jako pośrednik. Podczas gdy stworzenie było pierwotnie całkowicie dobre, gdyż takim stworzył je Bóg (jak powiedziano nam w 1. rozdziale Księgi Rodzaju), zło weszło w nie tak samo, jak w człowieka: zło, które jest nie tylko moralne, ale także fizyczne, i skutkuje nieporządkiem wpływającym na pierwotny porządek stworzenia, a także na procesy niszczące to, co ustanowił Bóg. Opatrzność Boża, jak zauważa Włodzimierz Łosski, zapobiegła całkowitemu zniszczeniu stworzenia, ale natura stała się polem bitwy, na którym dobro i zło nieustannie się ścierają. Żywe organizmy nieustannie walczą o wyeliminowanie drobnoustrojów, bakterii, wirusów lub zmian genetycznych (spowodowanych starzeniem lub czynnikami środowiskowymi), które dążą do ich zniszczenia, aż do osłabienia przez starość (co zmniejsza ich odporność); ostatecznie zostają pokonane i umierają. Przez tysiąclecia bakterie lub wirusy mogły wpływać tylko na określone gatunki zwierząt lub trwać w nich bez szkodzenia im, po czym następnie nagle mogły przenieść się na ludzi. To właśnie stało się z różnymi typami wirusów, które spowodowały epidemie w ostatnich dziesięcioleciach.

Wskazujesz na winę pierwszych rodziców w tym procesie. Czy grzechy ich potomków, nasze własne, odgrywają w nim jakąś rolę? Modlitwy zawarte w Wielkim Euchologionie (oficjalnym modlitewniku Kościoła) na czasy epidemii, ale także przemówienia niektórych biskupów, księży czy mnichów, obwiniają tutaj grzechy nas wszystkich, widząc w tym, co się dzieje, rodzaj kary i wezwanie do pokuty.

Zgodnie z prawosławną koncepcją (różniącą się w tym punkcie od katolickiej koncepcji grzechu pierworodnego) wina samych Adama i Ewy jest osobista i nie jest przenoszona na ich potomków; przekazywane są tylko jej skutki. Jednak ich potomkowie, od początku do dnia dzisiejszego, grzeszyli, jak mówi św. Paweł w 5. rozdziale Listu do Rzymian, w sposób podobny do Adama; naśladowali go i potwierdzali jego grzech i jego skutki własnymi grzechami. Istnieje zatem zbiorowa odpowiedzialność za zło, którym jest dotknięty upadły świat, co uzasadnia takie właśnie wskazywanie grzechu jako przyczyny i wzywanie do pokuty. Ma to jednak zastosowanie na poziomie ogólnym, do wyjaśniania pochodzenia i utrzymywania się chorób i innego zła, a nie na poziomie osobistym - do wyjaśniania, czy tak dzieje się z konkretną osobą lub grupą ludzi. Podczas gdy niektóre choroby można przypisać osobistym błędom lub namiętnościom (np. choroby związane z nadmiernym jedzeniem lub piciem, lub przenoszone drogą płciową), inne występują niezależnie od jakości duchowej osób, na które wpływają. Chore dzieci nie mają żadnej winy; święci nie unikają chorób i często mają więcej chorób niż inni, którzy są moralnie zaburzeni. Epidemie nawiedzają czasem całe monastery; na przykład epidemia dżumy nawiedziła klasztory Tebaidy po Passze w 346 roku, zabijając jedną trzecią ojców pustyni, którzy tam mieszkali, w tym św. Pachomiusza, ojca cenobickiego monastycyzmu, jego następcę, którego wyznaczył i prawie stu mnichów w każdym z wielkich klasztorów regionu. Podczas wielkich epidemii dżumy w przeszłości, co chrześcijańscy obserwatorzy byli zmuszeni przyznać, choroba dotykała ludzi niezależnie od względów moralnych czy duchowych. Kwestia związku choroby z grzechem człowieka lub grzechem jego rodziców została postawiona Chrystusowi, który odpowiedział swoim uczniom o niewidomym od urodzenia: „Ani ten nie zgrzeszył, ani rodzice jego”. W związku z tym choroba ma pierwotny, zasadniczy i zbiorowy związek z grzechem, ale tylko w nielicznych przypadkach ma ona związek zachodzący aktualnie i osobisty. Dlatego uważam, że kwestia grzechu i pokuty w modlitwach lub kazaniach może być poruszana, ale należy się do niej odnieść w sposób delikatny. Ludzie, którzy chorują, nie potrzebują oskarżeń, że sami są winni, dodawanych do ich cierpienia, ale potrzebują wsparcia, pocieszenia, współczującej opieki, a także pomocy w przejęciu duchowej odpowiedzialności za swoją chorobę i cierpienie, aby mogli je duchowo obrócić na swoją korzyść. Skrucha ma znaczenie jako punkt zwrotny, zmiana stanu umysłu (co jest znaczeniem greckiego słowa metanoia). Choroba rodzi szereg pytań, przed którymi nikt nie może uciec: dlaczego? Dlaczego ja? Dlaczego teraz? Jak długo? Kim mam się stać? Każda choroba powoduje pytanie, które jest tym bardziej żywe i głębokie, że nie jest abstrakcyjne ani nieuzasadnione, ale raczej jest częścią doświadczenia ontologicznego. To pytanie jest bardzo często rodzajem ukrzyżowania. Choroba zawsze kwestionuje podstawy, ramy i formy naszego istnienia, nabytą równowagę, swobodne dysponowanie naszymi właściwościami fizycznymi i psychicznymi, nasze punkty odniesienia i wartości, nasze relacje z innymi - i nasze życie, ponieważ śmierć zawsze pojawia się bliżej niż zwykle (dotyczy to zwłaszcza tej epidemii, która w nieprzewidywalny i szybki sposób powaliła ludzi, zwłaszcza osoby starsze, ale także osoby młodsze, bez poważnych niedomagań). Choroba jest szansą dla każdego człowieka, aby doświadczył swojej ontologicznej kruchości, swojej zależności, i zwrócił się do Boga jako Tego, który może pomóc ją pokonać: jeśli nie fizycznie (choć w odpowiedzi na modlitwę zdarzają się cudowne uzdrowienia), to przynajmniej duchowo, i nadał jej znaczenie, dzięki któremu człowiek wzrasta, a bez którego pozwala się tylko zniszczyć.

Nierzadko jednak w modlitwach samego Wielkiego Euchologionu lub w innych (np. w kanonach i akatystach), a także w kazaniach duchownych, które ostatnio mnożyły się w Internecie, można znaleźć pogląd, że ta epidemia została zesłana przez Boga (lub Jego archaniołów czy aniołów), aby obudzić ludzi, doprowadzić ich do skruchy i nawrócenia w świecie, który stał się tak bardzo materialistyczny i całkowicie zapomniał o Bogu.

Jak właśnie powiedziałem, zgadzam się, że ta próba (jak każda inna próba życiowa) jest okazją do zadawania pytań, budowania świadomości, powrotu do Boga i do bardziej duchowego życia.

Mówiłem o tym w odniesieniu do pojedynczych ludzi. Ale jest oczywiste - i jest wiele artykułów w prasie, które to odnotowują - że ta epidemia również kwestionuje fundamenty, organizację oraz materialistyczny i konsumpcyjny sposób życia naszych nowoczesnych społeczeństw; fałszywe poczucie bezpieczeństwa wynikające z postępu nauki i technologii; pokazuje także iluzje transhumanizmu, ponieważ, jak mówią obecnie specjaliści, nowe wirusy będą się nadal pojawiać, a epidemie nie tylko będą się utrzymywać, ale będą się w przyszłości mnożyć, często pozostawiając człowieka bezsilnym (pomyśl tylko: nie ma jeszcze szczepionki ani lekarstwa działającego na zwykłe przeziębienie, które każdego roku dotyka znaczną część populacji i które jest wywoływane przez wirusa z rodziny koronawirusów).

Ale z całym szacunkiem dla tych modlitw i tych duchownych, o których wspomniałeś, jestem zszokowany tym, jak pojmują Boga i Jego działanie wobec ludzkości. Jest to pogląd, który był powszechny w Starym Testamencie, ale Nowy Testament go zmienił. W Starym Testamencie istniała idea, że sprawiedliwym wiodło się, ponieważ zostali nagrodzeni przez Boga, podczas gdy grzesznicy byli sprawiedliwie karani za wszelkiego rodzaju zło. Nowy Testament położył kres tej „logice”, a zapowiedź tego znajdujemy u Hioba. Kazania czy wystąpienia duchownych, do których się odnosisz, przypominają przemówienia przyjaciół Hioba, które odpowiadają temu sylogizmowi: „Dotykają cię wszelkiego rodzaju nieszczęścia, ponieważ Bóg cię ukarał, a jeśli cię ukarał, to dlatego, że jesteś grzesznikiem.” Hiob odmawia przyjęcia idei, że Bóg mógł go ukarać. Nowy Testament objawia nam Boga miłości, Boga współczującego i miłosiernego, którego celem jest zbawienie ludzkości przez miłość, a nie przez karę. Pomysł, że Bóg rozprzestrzeniłby tego wirusa na świecie lub mógłby go rozprzestrzenić przez swoich aniołów lub archaniołów (jak czytamy w niektórych tekstach), wydaje mi się niemal bluźnierczy, nawet w odniesieniu do Boskiej pedagogiki, która wykorzystywałaby zło dla dobra i w ten sposób, o dziwo, uczyniłaby dobro ze zła. Bóg jest dla nas Ojcem, my jesteśmy Jego dziećmi. Który ojciec spośród nas wpadłby na pomysł zaszczepienia swoich dzieci wirusem w rzekomo pedagogicznych celach? Wręcz przeciwnie - który ojciec nie cierpi, gdy jego dzieci chorują, cierpią i mogą umrzeć?

Niektórzy teolodzy przypisują Bogu bycie przyczyną chorób, cierpienia i śmierci, ponieważ obawiają się, że - tak jak manichejczycy - jeśli nie przypiszemy ich Bogu, możemy uznać, że istnieje obok Boga (zasada dobra) zasada zła, która z Nim konkuruje i dlatego ogranicza wszechmoc, będącą jedną z Jego podstawowych cech. Ale jeśli wszystko pochodzi od Boga, to trzeba też przyznać, że to On jest przyczyną nie tylko epidemii, ale także wojen, ludobójstw, obozów koncentracyjnych i że postawił u władzy Hitlera, Stalina czy Pol-Pota, aby uczynić z nich narzędzia Swej domniemanej sprawiedliwości i wychowania ludzi…

W rzeczywistości, według Ojców, zło ma tylko jedno źródło: grzech, który sam w sobie jest spowodowany nadużyciem przez człowieka jego wolnej woli. Jest także efektem działania diabła i demonów (aniołów upadłych za to, że również źle wykorzystały swą wolną wolę), których moc, po grzechu pierwszego człowieka, mogła się ugruntować na świecie: gdy człowiek przestał być „królem stworzenia”, szatan mógł stać się „księciem tego świata”.

W tym, co dzieje się teraz, należy wskazać na działanie diabła, a nie Boga, a być może także człowieka w Chinach, który po spożyciu lub dotknięciu zwierzęcia będącego nosicielem wirusa (tak działo się również we wszystkich poprzednich epidemiach), przekazał skutki swojej winy całej ludzkości, tak jak Adam przekazał skutki swojego grzechu całej ludzkości.

Wywiad przeprowadził o. Jivko Panev

za: orthodoxie.com

fotografia: kcenia.belova /orthphoto.net/