Wola Boża

tłum. Nika Pawluczuk, 19 lutego 2021

PROSTY SEKRET

„Jak mam rozpoznać wolę Bożą?” – takie bądź podobne pytanie wierni regularnie zadają duchownym. Aby znaleźć na nie odpowiedź, często udają się do starców, licząc na ich „prozorliwość”. Głowią się nad rozwiązaniem, jakby to była niezwykle skomplikowana zagadka, nie podejrzewając nawet, jak prosta jest odpowiedź.

Szkodliwa Ewangelia

— Bardzo często targają mną wątpliwości, ponieważ nie wiem, jak postąpić, czym się kierować! — wyznaje mi wykształcona, inteligentna i wierząca kobieta.

— Na czym tak naprawdę ci zależy? — pytam. — Czy chcesz, aby wszystko układało się po twojej myśli, boisz się popełnić błąd? Czy może martwisz się, że zgrzeszysz, postąpisz wbrew woli Bożej?

Moja rozmówczyni milczy, zastanawiając się nad odpowiedzią. Możliwe, że początkowo bardziej interesowało ją to pierwsze, ale chrześcijance nie wypada przyznać, tym bardziej podczas rozmowy z duchownym, że ziemska pomyślność jest dla niej ważniejsza niż sam Chrystus. Nawet zdrowy rozsądek (zdrowy z religijnego punktu widzenia) podpowiada, że wypełnianie woli Bożej jest gwarancją powodzenia, w szerokim znaczeniu tego słowa, w życiu doczesnym. Przecież to właśnie Bóg jest podstawą całej naszej egzystencji we wszystkich jej aspektach.

— Oczywiście boję się, że nie uda mi się wypełnić woli Bożej, boję się, że jej nie rozpoznam — odpowiada po namyśle. — Jak mam więc postępować? Przecież tak łatwo jest się pomylić.

Mówiąc, że odpowiedź jest bardzo prosta, a rozwiązania należy szukać w Ewangelii, wyraźnie ją rozczarowałem.

— Niestety, ale w naszych czasach Ewangelia straciła na aktualności — stwierdza ze smutkiem. — Jest całe mnóstwo kwestii, które nie zostały tam poruszone. A do tego nie zawsze można postępować zgodnie z nauką Ewangelii, czasami to bywa wręcz szkodliwe!

… Od razu przypomina mi się historia z życia świętego Izaaka Syryjczyka. Gdy pełnił funkcję biskupa Niniwy, mieszkańcy zwrócili się do niego z prośbą o pomoc w rozstrzygnięciu sporu. W odpowiedzi święty arcypasterz zacytował im fragment Pisma Świętego.
— Nie mieszaj do tego swojej Ewangelii! — wykrzyknął ze złością jeden spośród zwaśnionych mężczyzn…

Tak więc znowu powracamy do początkowego dylematu: czy zależy nam, aby postępować właściwie, czy pragniemy zrozumieć jak postępować po chrześcijańsku? Jeśli wszystko sprowadza się do prawości w ziemskim rozumieniu tego słowa, to nie jestem pewien, czy zadając takie pytanie duchownemu kierujemy je pod właściwy adres. Przecież kapłani nie są specjalistami w każdej dziedzinie, wystarczy, że muszą mierzyć się z wieloma dylematami sfery duchowej.

Księga objawienia woli Bożej

Jeśli człowiek szuka odpowiedzi na pytanie: jak wypełnić wolę swojego Twórcy – Pana nieba i ziemi, który ma nieograniczoną władzę nad każdym stworzeniem, widzialnym i niewidzialnym, to nie znajdzie lepszego źródła poznania Jego woli niż Ewangelia.

Bardzo często pogrążamy się w doczesności, angażujemy w codzienne troski, którymi przepełnione jest życie. Właśnie dlatego, kiedy na naszej drodze pojawia się kolejna trudna sytuacja, zamartwiamy się, głowimy się nad tym, jak sobie z nią poradzić. Jest to szczególnie uciążliwe, kiedy wydaje nam się, że sytuacja jest patowa, cokolwiek nie zrobimy i tak będzie źle. A tak naprawdę wcale nie trzeba się zadręczać, wystarczy oderwać myśli od tego, co ziemskie, zwrócić serce ku Bogu i szczerze się pomodlić: „Panie, najważniejsze, abym wiedział, czego Ty ode mnie oczekujesz, a czy wobec tego cała reszta ma jakieś znaczenie?”. Jeśli dobrze znamy treść Ewangelii, jeśli jej słowa są wciąż żywe w naszej duszy, to przypomnijmy sobie naukę Zbawiciela, odpowiadającej danej sytuacji i w swoim sercu od razu poczujemy ulgę. A jeżeli nie jesteśmy zaznajomieni z wersami Pisma Świętego albo jego słowa szybko umykają nam z pamięci, co stoi na przeszkodzie, aby czytać je każdego dnia po jednym lub dwa rozdziały? Przecież nie ma doskonalszego sposobu na ujrzenie światła w otchłani grzechu, w której pogrążył się świat.

Można stwierdzić, oczywiście z pewną przesadą, że nie wszystkie kwestie zostały poruszone w Ewangelii: problemy pracy zawodowej, aspekty polityczne, konflikty w życiu osobistym… Ale czy z tego, co głosi Słowo Boże, jasno i przejrzyście nie wyłania się sens i duch życia, do którego zostaliśmy powołani? Duch łagodności, pokory i miłości, a równocześnie duch męstwa, cierpliwości i odwagi.

Nawyk posłuszeństwa

Bez wątpienia bywa też tak, że naprawdę trudno jest podjąć właściwą decyzję. Nie tylko dlatego, że nasze namiętności nie pozwalają ujrzeć prawdy, usprawiedliwiają grzech, wyśmiewają sprawiedliwość. Czasami wahamy się, gdyż obie opcje, spośród których musimy wybierać, wydają nam się równie dobre. Lub przeciwnie, równie złe i w żaden sposób nie potrafimy określić, która z nich jest gorsza. Na przykład, powinniśmy ujawnić pewien zły uczynek, aby człowiek, który go popełnił, nie wyrządził nikomu więcej zła. Żal nam go jednak, gdyż będzie musiał ponieść stosowną do popełnionych czynów karę. Czy da sobie radę, czy będzie w stanie udźwignąć konsekwencje? Nie możemy tego przewidzieć. Załóżmy z kolei, że w pracy nasz szef jest tyranem, który gnębi wszystkich bez wyjątku. Doświadczenie podpowiada, co zrobić, aby doprowadzić do jego przeniesienia czy zwolnienia. Jednak czujemy, że byłoby to niewłaściwe… Z drugiej strony, jeśli pozostaniemy bierni, tyle krzywd może jeszcze wyrządzić. Męczymy się nie wiedząc, który wybór jest słuszny.

Jest jeden mały, ale bardzo ważny sekret, który wszystko wyjaśnia. Ważny, a równocześnie niezwykle prosty i logiczny — kiedy człowiek nie lekceważy woli Bożej, gdy jest ona najzupełniej oczywista, a stara się ją wypełnić, wówczas, w trudnej sytuacji, Zbawiciel podpowie mu, jak ma postąpić. Objawi swoją wolę w ten czy inny sposób, przecież ma ich pod dostatkiem.

Serce człowieka, który żyje zgodnie z nauką Ewangelii albo przynajmniej do tego dąży, stopniowo nabiera doświadczenia, uczy się odróżniać to, co jest dla niego zbawienne, od tego, co zgubne — choć diabeł ukazuje nam świat w krzywym zwierciadle, sprawiając, że często nie jest nam łatwo to rozgraniczyć. Tego, który podąża za Zbawicielem, obdarza On łaską, otwierającą duchowe oczy człowieka.

Jeżeli jednak człowiek przypomina sobie o Bogu tylko wtedy, kiedy znajdzie się w potrzebie, to tak jakby błądził w całkowitej ciemności, gdzie nie jest w stanie odnaleźć właściwej drogi ani nawet samego siebie.

Jednak mimo wszystko należy szukać światła w mroku. Szukać poprzez opamiętanie się, pokutę, naukę Bożych przykazań oraz poprzez modlitwę. Nawet w przypadku, gdy wszystko wydaje nam się jasne i proste, jak obejść się bez modlitwy? Bez niej życie staje się niepewne i chwiejne. Bezsprzecznie trzeba się modlić. Ale jak? Zgodnie z naszymi indywidualnymi potrzebami, tak jak podpowiada serce. Oczywiście, szczególnie dobrze, kiedy po wypełnieniu codziennej reguły modlitewnej zwracamy się do Boga tymi bądź podobnymi słowami: „Daj mi mądrość, Panie, abym wiedział jak postąpić, aby nie swoją, ziemską wolę spełnić, a Twoją, Bożą”.

Święty Warsonofiusz Wielki radził, aby modlić się w ten sposób przez trzy dni, prosząc Boga o oświecenie umysłu. Jeżeli nie ma takiej możliwości, to chociaż za przykładem Zbawiciela trzykrotnie powtórzyć: „Ojcze Mój, jeśli można, niech ominie Mnie kielich ten. Ale nie jak Ja chcę, lecz Ty” (Mt 26,39). Z kolei święty Ojciec Doroteusz nauczał, że jeśli i na taką modlitwę nie starcza nam czasu, trzeba chociaż zwrócić myśli ku Bogu, bo cóż jest szybsze niż myśl? Najważniejsze w tym wszystkim jest pragnienie bycia wiernym i posłusznym uczniem swego Bożego Nauczyciela. Wtedy nawet popełniony przez nas grzech, jak pociesza Ojciec Doroteusz, nie będzie już tak zgubnym dla naszej duszy, jakim mógłby się bez tego okazać.

Boże, wskaż mi drogę…

Należy jednak wspomnieć o przypadkach, kiedy nie możemy rozwiązać danego problemu podejmując jedną szybką decyzję. Każdy z nas, prędzej czy później, stanie przed koniecznością wyboru swojej drogi życiowej i taki wybór nie zawsze okazuje się być prostym. Zdarza się tak, że człowiek wie, do czego dąży, ale nie jest pewien, czy tego właśnie chciałby Bóg. Czasami nawet sam nie rozumie czego pragnie, waha się, co rusz zmieniając zdanie. A w niektórych przypadkach w ogóle nie ma pojęcia, którą drogę powinien obrać i gdzie jest jego miejsce. W takiej sytuacji pozostaje tylko wsłuchać się w głos swojego serca, zrozumieć, co jest mu bliższe i modlić się do Boga słowami psalmisty: „Wskaż mi drogę, którą mam iść, bo ku Tobie podnoszę duszę moją!” (Ps 143, 8).

Skoro codzienna modlitwa nie powinna być tylko odmawianą formułką, a słowami płynącymi prosto z serca, tak aby Bóg jej wysłuchał, to tym bardziej powinno tak być w tym przypadku. Osiągniemy to dzięki świadomości, że modlimy się całkowicie oddając siebie Stwórcy, pozwalamy zrobić z naszym życiem, co tylko sobie zażyczy, nawet jeśli będzie to całkowicie niezgodne z tym, czego sami pragnęliśmy. Jeśli tak zaufamy i powierzymy Jemu swój los, to bez wątpienia odpowie na nasze prośby, tak jak pisze prorok Dawid w swoim psalmie: „Powierz Panu drogę swoją, zaufaj mu, a On wszystko dobrze uczyni. Wyniesie jak światło sprawiedliwość twoją, a prawo twoje jak słońce w południe” (Ps 37, 5–6).

Dobrze uczyni… I ukaże nam Swoją wolę w sposób, który uzna za najlepszy: czy w sercu podpowie, czy poprzez innych ludzi wskaże drogę, czy może to, co wydarzy się w naszym życiu, pomoże odnaleźć właściwy kierunek. Niemożliwym będzie przeoczenie Jego działania. Wracając do sedna, najważniejszym jest, aby szczerze pragnąć wypełnić wolę Bożą. Nie ma bowiem większej radości i szczęścia, niż czynienie wszystkiego zgodnie z wolą Zbawiciela, nawet jeśli jest ona dla nas trudna i nieoczekiwana.

Ihumen Nektariusz (Morozow)

za: pravoslavie.ru

fotografia: lukasz /orthophoto.net/