Trochę światła i ciemność stanie się niebem

tłum. Gabriel Szymczak, 25 lutego 2021

Nasz zsekularyzowany wiek dąży do wciągnięcia nas w przyjemności konsumpcjonizmu. Nawet religię zmienił w przedmiot konsumpcji. Dlatego właśnie została ograniczona w swoich funkcjach do zwyczajów, symboli i metafizyki. Społeczeństwo nie rozumie i nie chce zrozumieć, że wiara w Boga nadaje sens sercom tych, którzy starają się nią żyć. W dzisiejszych czasach nasz udział w życiu Kościoła jest ograniczony, bo to wymaga czasu. To ograniczenie powodowane jest przez pokusy, przypominające próby Chrystusa po Jego chrzcie w rzece Jordan. Społeczeństwo, w którym żyjemy, pokazuje nam, że jest obojętne na ciemność duszy. W każdym razie nie rozpoznaje duszy jako żywego tchnienia, które Bóg umieścił w nas, ale postrzega ją jako czysto mózgową funkcję, która ustaje po naszym odejściu z tego życia.

Ciemność to nie tylko brak znaczenia. Jest to również grzech - nie tylko jako nasza niezdolność do kochania Boga i przestrzegania Jego woli, ale także jako radość z Jego nieobecności. Wierni jednak nie akceptują grzechu jako naturalnego stanu istnienia. Chcą „trochę światła, aby ciemność stała się niebem” [część tekstu popularnej greckiej piosenki Χρειάζεται ένα θαύμα (Potrzebny cud)]. A światło przychodzi, kiedy patrzymy na świat, naturę i rzeczy stworzone, jako na coś uświęconego przez Boga, miejsce, w którym On sam stał się człowiekiem i został ochrzczony w wodzie, aby pokazać, że wszystko ma potencjał komunikowania się z Nim. Wszystko, nawet ciemność w naszej duszy, ulega przemianie w miłość, uwielbienie, wdzięczność i nowe początki.

Nasza era kusi nas. Przetrwanie dzięki przemianie kamieni w chleb w jakikolwiek możliwy sposób, moc, którą chcemy czuć, czasem nawet wywieranie presji na samego Boga, triumf „posiadania rzeczy”, pozbycie się wszelkich śladów dzielenia się, czasu, uczuć, nadziei, obfitości - wyłącznie po to, aby lepiej się bawić, mniej nudzić, nie odczuwać żadnego ciężaru w naszej duszy - to wszystko sposoby, przez które świat zabiera nam naszą wolność. Chce, abyśmy się temu poddali, abyśmy się z tym pogodzili. Abyśmy czuli, nawet jeśli tkwimy w ciemności, że przynajmniej nie jesteśmy sami. Że nie musimy przenosić się z jaskini na powierzchnię, ponieważ „światło może być nową tyranią” (Constantine Cavafis)*.

Chrystus pokonał pokusy, przeciwstawiając się im słowem Bożym, pokorą i rozpoznaniem prawdy. Sam jest światłem i wskazuje nam drogę i ścieżkę. I wszystko się zmienia, kiedy wchodzimy w relację z Nim. Jeśli tylko wpuścimy promień światła do naszej duszy, On sprawi, że zobaczymy wszystko inaczej.

W radości świąt cerkiewnych musimy spotkać Chrystusa. Powinniśmy przekazać Go naszym dzieciom, naszym znajomym, sobie. Musimy znowu się odnaleźć, nawet jeśli jest nas nie więcej niż kilku, a czasem tylko jeden. Droga wiedzie przez pustynię tego świata. W naszych czasach trudno jest pojąć, czym jest wiara. Nie powinno to nas zniechęcać, ale powinno uświadamiać nam, że wszystko może być uświęcone przez Chrystusa. Wszystko, czego potrzebujemy, to Jego „tak”. I nasze własne „tak”.

* Wiersz - „Okna” - został napisany w 1903 roku, ale pozostaje aktualny w naszych strasznych czasach:
„Pod tymi ciemnymi łukami, gdzie spędzam
męczące dni, krążę w górę i w dół, by
Znaleźć okna. Kiedy okno zostanie otwarte, poczuję komfort.
Ale okien nie można znaleźć, albo ja nie umiem ich znaleźć.
A może najlepiej będzie, gdy tego nie zrobię.
Światło może być nową tyranią.
Kto wie, jakie nowe rzeczy ono ujawni?”

o. Themistoklis Mourtzanos

za: Pemptousia

fotografia: Michal.P /orthphoto.net/