Jakie jest moje prawdziwe ja?

tłum. Jakub Oniszczuk, 05 lutego 2021

Zapraszamy do lektury cyklu skupiającego się na wyznaniu "Wierzę w Boga". Co te słowa dla nas znaczą? Co powinny znaczyć? Czym jest wiara i w kogo wierzymy?

Teksty są zapisem wybranych coniedzielnych audycji radiowych, które o. Aleksander Schmemann prowadził przez ponad 30 lat.

1. Wiara i niewiara. Wyjątkowo osobista religia
2. Jakie jest moje prawdziwe ja?
3. Czym jednak jest wiara?
4. W jednego Boga
5. Wspólne ludzkie dziedzictwo
6. Doświadczenie wiary – czy jest moim własnym?
7. Tylko jedno imię
`
Jakie jest moje prawdziwe ja?

"Wierzę w Boga!"

Wypowiadając te słowa, zdaję sobie oczywiście sprawę z ich niewspółmierności do wszystkiego innego, co mówię. Wiem, że wymawiając je, przenoszę się, by tak rzec, „do innego wymiaru”.

A jednak, wymawiając je, w dziewięćdziesięciu dziewięciu przypadkach na sto nie myślę o znaczeniu tego, co zostało powiedziane, a same słowa brzmią tak, jakby odnosiły się do codziennego życia z jego błahymi zmartwieniami. Przyzwyczaiłem się do tych słów. Przyzwyczaiłem się do tego, że wierzę w Boga, a także do tego, że wokół mnie są ludzie, którzy w Boga nie wierzą. Właśnie ten nawyk nie pozwala mi przebić się do wyjątkowości, osobliwości, niebywałości tego, co głoszę jako pewnik. Dlatego ponowne zgłębienie znaczenia tych słów, nowe ujawnienie ich sensu, przynajmniej dla mnie, nie może nie zacząć się od zdziwienia - od szczególnego ich przyjęcia, jakby słyszało się je po raz pierwszy.

Nawiasem mówiąc, jest to tajemne prawo wszelkiej prawdziwej wiedzy: ona zawsze zaczyna się od oczyszczenia i odnowienia spojrzenia, słuchu i wszystkich innych zmysłów. Tylko ujawniając w sobie zdolność ponownego zaskoczenia, zdziwienia, można zacząć wnikać w większości ukryte znaczenie tego, co składa się na nasze życie. Zdziwienie oznacza pozbycie się uczucia, które pokrywa naszą percepcję jak szary pył, uczucia, że coś już jest nam znane. I wtedy słowa „Wierzę w Boga”, z powodu tego zaskoczenia, zaczynają brzmieć jak niezwykłe. Zwracam ku nim swoje wewnętrzne spojrzenie i słuch, próbując jak najbardziej wiernie, szczerze i głęboko odpowiedzieć sobie na pytanie, co te słowa oznaczają. I pierwszą rzeczą, która staje się dla mnie oczywista, jest to, że każde z tych słów owiane jest jakąś tajemnicą, która nasila się, gdy się w nie zagłębiam.

Po pierwsze, kim jest to „ja”, które potwierdza swoją wiarę w Boga? Oczywiście „ja” to ja, moja samoświadomość, jednak posiadam wiele różnych „ja”. Które z nich, kiedy i jak jest skierowane do Boga? „Kto wierzy we mnie, żyć mną będzie” [por. J 6,57], mówi Chrystus. Ale przez ile godzin, lub lepiej powiedzieć - ile minut dziennie moje „ja” naprawdę żyje Bogiem? Czy nie jest ono cały czas zanurzone w troskach i zainteresowaniach, które nie mają nic wspólnego z moją wiarą? Czy mam w sobie wiarę, pamięć o Bogu, doświadczenie Jego obecności i samą potrzebę tej obecności?

Okazuje się, że przypominam sobie o wierze i Bogu tylko wtedy, gdy ich bardzo potrzebuję, a wypadają z mojego życia, gdy tylko potrzebuję czegokolwiek innego. W istocie nie jest to już wiara, ale przesąd zrodzony ze strachu, ignorancji, instynktownej potrzeby ochrony itd.

Mówię to wszystko z głębokim przekonaniem, że wkrótce w naszym świecie nie będzie miejsca dla takiej, tylko od czasu do czasu zapalającej się wiary. Świat, według słów starożytnego greckiego mędrca, zawsze był pełen bogów, ale to nie znaczy, że był pełen wiary. Tych bogów (i tu antyreligijna propaganda ma rację) ludzie potrzebowali jako ochrony, pomocy w codziennych sprawach czy jako pocieszenia - jednym słowem, jako czegoś, na czym można się oprzeć w tym niepewnym i niezwykle niebezpiecznym świecie.

Ale czy Ewangelia mówi o takiej wierze, o takich bogach? Spójrzmy prawdzie w oczy: Ewangelia ma na celu zniszczenie wiary jako przesądu, jako egoistycznego oczekiwania „dobra”. „Jeśli ktoś chciałby Mi służyć, niech idzie za Mną” (Jan 12:26), mówi Chrystus. I tym, którzy idą za Nim, nie obiecuje niczego w tym życiu, oprócz tego, co stanowiło Jego własne życie, to znaczy krzyża, bolesnej walki ze złem tego świata, trudnego, nieskończenie trudnego posłuszeństwa wobec woli Bożej i wzniosłego Bożego planu dla świata.

Wszystko to sprawia, że w odniesieniu do mojego „ja” słowa „(ja) wierzę w Boga” wymagają głębokiej i bolesnej weryfikacji. I ta weryfikacja powinna mi pokazać, że moje „ja”, które ośmieliło się wyznać swoją wiarę w Boga, było nie tylko najgłębszym, najbardziej fundamentalnym spośród wszystkich moich „ja”, ale także jednoczy ono pozostałe swoją odpowiedzialnością za nie.

Powiedzieć „wierzę w Boga” oznacza dokonanie wolnego i odpowiedzialnego wyboru tego, co odtąd będzie najważniejsze w moim życiu i przez pryzmat czego będę rozstrzygać wszystko inne, tak aby całe moje życie, bez wyjątku, włączając wszystkie moje "ja", przypisane było wierze i oceniane było w jej świetle. Ten, kto stwierdza „wierzę w Boga”, przekracza w ten sposób pewną granicę - najważniejszą, najbardziej odpowiedzialną i definiującą w całym jego życiu. Wiara nie jest bowiem czymś, co od razu coś mi daje, ale czymś, co najpierw zwraca mi moje własne "ja", czyniąc całe moje życie czymś nieskończenie ważnym. Po przekroczeniu tej granicy nie można już żyć tak, jakby te słowa „wierzę w Boga” nie zostały wypowiedziane. Od tej chwili w moim życiu nie może być, nie powinno być nic neutralnego, nieistotnego. W świetle mojej decyzji i mojego wyboru wszystko nabiera szczególnego znaczenia, wszystko staje się lojalnością lub zdradą wobec wiary. A wszystko to dlatego, że wiara, którą przyjmuję tym nieodwracalnym stwierdzeniem, jest rodzajem światła, które oświetla całe moje życie ku jego nowemu i pełnemu zrozumieniu.

Do właśnie tej wiary, o której świadczą słowa „Wierzę w Boga”, przejdziemy kolejnym razem.

O. Aleksander Schmemann

za: Беседы на Радио «Свобода». Том 1

Fotografia: Jarosław Charkiewicz / orthphoto.net /