Zepsuty świat - jak go (nie) zmienić

tłum. Gabriel Szymczak, 20 stycznia 2021

Prorok Samuel był jednym z najświętszych proroków Starego Testamentu. Ale najbardziej interesujące jest to, że Samuel wyrósł na świętego proroka, żyjąc w bardzo zepsutym religijnie i politycznie świecie. Święta matka Samuela, Anna, była bezpłodna. Ale Bóg wysłuchał jej modlitwy po wielu latach i wielu upokorzeniach. Dał jej syna, a gdy ten miał trzy lata, oddała go Bogu. Przyprowadziła go do kapłana Przybytku Pańskiego w Szilo. To było jeszcze zanim powstała świątynia, a Arka Obecności Bożej była przechowywana w namiocie (Przybytku), który przemieszczał się z miejsca na miejsce w zależności od toczonej plemiennej wojny.

Jednak kapłan Heli i jego synowie byli bardzo zepsuci. I tutaj znajduję kilka interesujących rzeczy do przemyślenia. Po pierwsze, pomimo zepsucia i złego rodzicielstwa kapłana Helego oraz skandalicznie grzesznego - a nawet drapieżnego - zachowania jego synów, Bóg wciąż przemawiał przez Helego. A Anna i jej mąż Elkana nadal modlili się w Przybytku i składali tam swoje dary ofiarne, pomimo oczywistego zdemoralizowania kapłana i jego rodziny.

Muszę wyznać, że jest to dla mnie głęboka tajemnica: nie tylko to, że Bóg pozwala zajmować stanowiska w hierarchii bardzo grzesznym ludziom, którym poddają się ludzie bardzo święci. Jeszcze bardziej tajemnicze jest dla mnie to, że Łaska Boża nadal działa poprzez tych bardzo upadłych ludzi, pełniących rolę duchowego autorytetu - nie ze względu na ich pozycję, ale ze względu na świętość i czystość serc tych, którzy do nich przychodzą. Kiedy Anna z udręką w duszy modliła się w Przybytku o dziecko, patrząc na nią kapłan Heli mógł myśleć tylko o tym, że była pijana. Kiedy zaprotestowała, mówiąc, że nie jest pijana, ale cierpi na duchu i modli się, Heli mówi lekceważąco: „Bóg Izraela niech spełni prośbę, jaką do Niego zaniosłąś”. I Bóg to robi! Bóg wysłuchuje modlitwy sprawiedliwej Anny i odpowiada na nią poprzez grzesznego kapłana.

To jest głęboka tajemnica, taka, która daje mi nadzieję. Daje mi nadzieję, że chociaż jestem grzesznym i złamanym kapłanem, Bóg może mnie nadal używać, aby pomagać tym, którzy szczerze Go szukają. Daje mi również nadzieję, że nawet gdyby mój biskup lub spowiednik był grzeszny lub miał jakieś braki, Bóg nadal patrzyłby na udrękę mojego serca i wysłuchał mojej modlitwy. Ale jest tu jeszcze głębsza tajemnica; tajemnica, która może wskazać nam drogę do wzrastania w Chrystusie w „rodzie niewiernym i przewrotnym”, w którym żyjemy dzisiaj.

Z głęboką wiarą w Boga i sercem pełnym wdzięczności, Anna oddaje swoje jedyne dziecko, dar Boży dla niej, z powrotem Bogu. Jedynym sposobem, aby to zrobić, jest przyprowadzenie małego Samuela do złego Helego - aby był wychowywany w Przybytku, wraz z podobnymi do ojca synami Helego. Jeśli zapytasz kogoś - jeśli mnie o to zapytasz! - to nie jest to dobre rodzicielstwo. A jednak, czy Bóg nie robi czegoś bardzo podobnego z większością swoich dzieci, z tobą i ze mną?

Spójrz na świat, w którym żyjemy. Jesteśmy wychowywani przez media, które wykorzystują i uwodzą nas dla własnego zysku; przez przywódców politycznych, o których wiemy, że kłamią; przez firmy, o których wiemy, że nas oszukują oraz system edukacji pilotowany przez ludzi kwestionujących podstawy ludzkiej natury. Wygląda na to, że jak młody prorok Samuel wychowywaliśmy się w zepsutej i drapieżnej kulturze. Niemniej jednak, podobnie jak prorok Samuel, my również możemy wyrosnąć na bardzo świętych ludzi, na takich, którzy mogą nauczyć się słuchać Boga - nawet jeśli jesteśmy otoczeni niezliczonymi grzechami i złymi wpływami.

Jak Samuel to zrobił? A raczej, jak Bóg ocalił Samuela w tak złym i niegodziwym środowisku? I jak my także możemy zostać uratowani w tak zepsutym świecie? Św. Paweł udziela Filipianom rady w tej sprawie. Mówi: „Czyńcie wszystko bez szemrań i powątpiewań, abyście się stali bez zarzutu i bez winy jako nienaganne dzieci Boże pośród narodu zepsutego i przewrotnego. Między nimi jawicie się jako źródła światła w świecie” (Flp 2,14 - 15).

Pamiętajmy, że starożytny pogański świat Filipian był naprawdę bardzo zepsuty, nawet przy dzisiejszych standardach demoralizacji. Większość ludzi, do których pisze św. Paweł, była niewolnikami. Nie mogli po prostu zmienić swojego świata, nie mogli po prostu uciec na pustynię lub znaleźć mniej niegodziwe miejsce do życia. Utknęli tam, gdzie byli i musieli tam stać się świętymi „pośród pokolenia zepsutego i przewrotnego”.

W rzeczywistości wielu z nas znajduje się obecnie w nieco podobnej sytuacji. Musimy zarabiać na życie i mamy niewielki wybór, jeśli chodzi o zasady, które są nam narzucane, o to, z kim pracujemy lub w jaki sposób firmy, dla których pracujemy, mogą nas wykorzystywać lub niszczyć świat. Jasne, moglibyśmy to rzucić - ale rzucić i co zrobić potem? Gdybyśmy mogli sobie pozwolić na zakup farmy, moglibyśmy uciec na wieś, ale rolnictwo to praca bardzo techniczna i ciężka, i jeśli nie wiesz, co robić, możesz doznać bolesnej porażki. Ponadto - i jest to coś, o czym musimy głęboko pomyśleć - bez względu na to, dokąd zmierzamy – jesteśmy tacy sami. Moje wewnętrzne zmagania, być może zaostrzone w mieście, wciąż będą się we mnie toczyły, jeśli będę na wsi. Nadal muszę walczyć.

Jednak rada św. Pawła dla Filipian brzmi: nie uciekajcie (w rzeczywistości mówi on, aby niewolnicy nie uciekali). Radzi im raczej, aby robili wszystko bez narzekania i spierania się. Mówiąc „wszystko” nie ma na myśli, że mamy świadomie lub umyślnie grzeszyć. Mówi, że kiedy wykonujemy naszą pracę, kiedy robimy cokolwiek, mamy to czynić bez narzekania i sprzeciwiania się. A jeśli nie będziemy narzekać i spierać się w pracy, w domu, w cerkwi i w Internecie, to, jak mówi nam św. Paweł, staniemy się bez winy i bez zarzutu. W ten sposób będziemy niewinnymi dziećmi Bożymi pośród zepsutego i przewrotnego otoczenia.

Naprawdę musimy pozwolić, żeby to do nas dotarło. „Pośród narodu zepsutego i przewrotnego”. Nie mówi: „Będziesz świecić jak światło stojące poza światem, który jest zepsuty i przewrotny”. Podobnie jak prorok Samuel mówi, że to właśnie pośród zepsutego i zdemoralizowanego narodu - czy też kultury, otoczenia, firmy, rodziny, a nawet Kościoła, będziemy „jawić się jako źródła światła w świecie”.

To naprawdę trudne do przyjęcia.

Myślę, że 500 lat protestanckich wpływów na zachodnią kulturę sprawiło, że rady św. Pawła i przykład proroka Samuela są dla nas bardzo niebezpieczne. Naprawdę nie wierzymy, że Bóg zbawia pośrodku pieca, tak jak ocalił troje świętych dzieci w Babilonie. Uważamy, że naszym zadaniem, naszym powołaniem od Boga jest ugaszenie ognia, stłumienie zła, uczynienie świata lepszym miejscem. Nie wierzymy, że wolą Bożą jest, aby nasze prawe dusze były dręczone dniem i nocą, widząc i słysząc o niegodziwych uczynkach tych, którzy mieszkają wokół nas - chociaż jest to dokładnie to, co św. Piotr chwali w odniesieniu do sprawiedliwego Lota i daje jako przykład w swoim drugim liście. Nie wierzymy, że „wie Pan, jak pobożnych wyrwać z doświadczenia, niesprawiedliwych zaś jak zachować na ukaranie w dzień sądu” (2 P 2,9). Uważamy raczej, że naszym zadaniem jest naprawienie zła i tego, co jest zepsute, lub ucieczka z grzesznego świata.

Dlatego rady Pisma Świętego i świętych Ojców Kościoła nie mają dla nas sensu. A nawet nas obrażają. W konsekwencji nie robimy żadnego postępu. Walczymy i toczymy krucjatę przeciwko otaczającemu nas złu, ale potajemnie oddajemy się naszym pożądliwościom i złości, nie czyniąc żadnego postępu w uzyskaniu pokoju i ciszy duszy. Uciekamy od jednego grzesznego otoczenia czy kontekstu i odkrywamy, że przenosimy nasze grzeszne namiętności w nowy kontekst, do którego uciekamy. Wypalamy się (lub stajemy się hipokrytami), próbując leczyć innych, lecz nie siebie. To tak, jakbyśmy miażdżyli tryby naszej duszy, próbując walczyć lub uciec od niegodziwości innych, ale nie czynili żadnego postępu w osiąganiu pokoju poprzez przemianę naszych własnych dusz.

Jeśli chcemy być zbawieni, musimy stać się jak dziecko Samuel. Ono widziało niegodziwość, ale nie brało w niej udziału. Wiedziało, że nie może zmienić innych, ale znało też Tego, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. Modliło się, było posłuszne i czekało. Aż pewnego dnia Bóg przemówił do niego. Pewnego dnia Bóg zmienił świat: niegodziwość złych dopadła ich i wydali owoc swego złego życia. Samuel pozostał czysty. Samuel milczał. Samuel świecił jak światło w pokoleniu zepsutym i przewrotnym.

My także możemy świecić jak światło, mówi nam św. Paweł, jeśli będziemy robić wszystko bez narzekania i sporu. Albo możemy robić rzeczy na sposób ‘protestancki’: możemy protestować. Możemy się kłócić, walczyć i próbować zmieniać innych. Zamiast czekać, aż Bóg osądzi, możemy już teraz żądać tego, co jest słuszne. Ale wtedy nie zostaniemy przemienieni przez Łaskę, wtedy nie będziemy świecić jak światła. Myślę, że jasność jednego małego światła uczyni więcej dla zbawienia świata niż tysiąc głosów próbujących go naprawić.

Tak przynajmniej myślę.

o. Michael Gillis

za: Praying in the Rain

fotografia: mmokrauz /orthphoto.net/