Przed Bożym Narodzeniem

tłum. Joachim Jelisiejew, 04 stycznia 2021

Pierwszym spotkaniem Boga ze światem było stworzenie. A teraz oczekujemy drugiego spotkania, które historycznie dokonało się już we Wcieleniu Syna i Słowa Bożego, ale które może zdarzyć się u każdego z nas: albo stopniowo, rok po roku, albo momentalnie w określonym dniu, gdy zobaczymy, zrozumiemy, poczujemy nadejście Boga. Syn Boży stał się Synem Człowieczym, Słowo Boże stało się ciałem, ludzkość zmieściła w sobie Boga. Z jakiegoś powodu najmniej wrażliwy na ten cud jest sam człowiek. Jest szczególnie smutno pomyśleć, że my, chrześcijanie, wierzymy w to wszystko, wiemy to z wiarygodnych źródeł, ze świadectw Apostołów i Ewangelistów, z doświadczenia świętych, ale mimo wszystko nie żyjemy tym z dostateczną siłą i głębią. Czy stale mamy świadomość, nie w sensie wiedzy, ale całą naszą istotą, że w świat, w którym się znajdujemy, wszedł Sam Bóg? Że kulminacją historii jest Wcielenie Syna Bożego i że my, chrześcijanie, swoją wiarą, wiedzą i doświadczeniem dotyczącym Go jesteśmy tak zjednoczeni jak nikt inny na świecie?

Wiemy, co stało się po Narodzeniu: jak nowo narodzonego Chrystusa spotkał ludzki chłód, złość i nienawiść. Gdy Chrystus miał się narodzić, Jego Matka wraz z Józefem stukała we wszystkie drzwi, ale nikt im nie otworzył. Możemy to szczególnie poczuć dziś, gdy myślimy o niezliczonej liczbie ludzi wyrzuconych ze swoich domów czy miast albo i ojczyzn, którzy nie mogą nigdzie przyjść, których nikt nie woła. Kiedyś trzeba było wyobraźni, by to pojąć, ale teraz słyszymy o tym stale.

Nauczyliśmy się bardzo dziwnego i przerażającego słowa: „obcy”. Pamiętam, jak kilka lat temu byłem w jednym z klasztorów na obiedzie. Był tam Patriarcha i wielu gości. Zacząłem szukać swojego miejsca, gdy jeden z mnichów powiedział mi: „Władyko, usiądźcie, gdzie chcecie!”. Odpowiedziałem mu: „Nie mogę przecież usiąść na nie swoim miejscu!”. Mnich popatrzył na mnie ze zdumieniem i jakimś bólem w oczach i powiedział „Władyko, tu nie ma nie-swoich, są sami swoi!".

Dziś, teraz, miliony ludzi nie mogą usłyszeć takich słów, bo widzą w oczach, w sercach innych, że są obcy. Nikt im nie mówi: „Jesteś tu u siebie, jesteś swój, po prostu dlatego, że jesteś człowiekiem, a jesteś mi bliski, bo masz potrzebę, a ja mam możliwość ulżyć Tobie”.

Podobnie Chrystus i Matka Boża otrzymywali - chodząc po kolejnych domach - tę samą odpowiedź: „Idźcie dalej, tu nie ma dla was miejsca!”. W tym czasie, gdy nikt w Betlejem nie poczuł ani po ludzku litości, ani duchowego lęku, że u jego drzwi stoi Matka Boża, w tym samym czasie mędrcy z krańców znanego wtedy świata podróżowali w poszukiwaniu Chrystusa. Mędrcy, będący mądrymi, gdyż szukali prawdy, znaleźli Chrystusa w grocie. Odnaleźli Go również pastuszkowie, niewykształceni analfabeci, mający jednak proste serca, które pozwoliły im po prostu uwierzyć aniołowi i przyjść.

Prostota i czyste serca oraz mądrość znalazły Chrystusa. Wszystko pomiędzy tymi skrajnościami ominęło Go. Mądrymi nie będziemy, ale możemy zawsze oczyścić swoje serce, otworzyć je i iść za nim: to jest możliwe dla każdego.

metropolita Antoni (Bloom)
Źródło: antsur.ru

fotografia: Miselloo /orthphoto.net/