Modlitwa dla początkujących IV

tłum. Joachim Jelisiejew, 21 grudnia 2020

Kontynuujemy cykl rozważań metropolity o modlitwie dla początkujących. Poprzednia część ukazała się tutaj.

Jeżeli nie powierzymy naszych trosk Bogu, będą one stać pomiędzy Nim, a nami podczas naszego spotkania. Jednak po powierzeniu trosk Bogu, naszym następnym niezbędnym posunięciem jest porzucenie ich. Powinniśmy uczynić to jako akt zaufania, dowierzając Bogu wystarczająco, by powierzyć Mu kłopoty, które chcielibyśmy zdjąć ze swoich ramion. Ale co potem? Wydaje się, że jakby opustoszeliśmy, niewiele pozostało, co zrobimy? Nie możemy trwać z pustką, gdyż zostaniemy wypełnieni niewłaściwymi rzeczami: uczuciami, myślami, emocjami, wspomnieniami itd. Musimy, jak myślę, pamiętać, że spotkanie nie jest naszym monologiem. Rozmowa oznacza nie tylko mówienie, ale i słuchanie, co druga strona ma do powiedzenia. By to osiągnąć, musimy nauczyć się milczeć. Wydaje się to błahym, lecz jest bardzo istotnym punktem.

Pamiętam, że jedną z pierwszych osób, która przyszła do mnie po radę, gdy zostałem wyświęcony, była staruszka, która powiedziała „Ojcze, modliłam się nieustannie przez czternaście lat i nigdy nie miałam żadnego znaku obecności Bożej. Co zrobić?”. Spytałem: „Czy dała Mu Pani szansę powiedzieć choć słowo?”. „Ach!”, powiedziała, „Nie, mówiłam do Niego przez cały czas, czy nie tym jest modlitwa?”. Powiedziałem „Nie, nie sądzę i proponuję, by wydzieliła Pani piętnaście minut dziennie, gdy będzie Pani siedziała i tylko dziergała na drutach przed obliczem Boga”. Ona posłuchała mnie, a jaki był wynik? Dość szybko wróciła do mnie i powiedziała „To niezwykłe, gdy modlę się do Boga, gdy do Niego mówię, nic nie czuję, ale gdy siedzę cicho, twarzą w twarz z Nim, czuje się otoczona Jego obecnością”. Nigdy nie będziecie mogli modlić się do Boga naprawdę i całym sercem, jeżeli nie nauczycie się milczeć i cieszyć się cudem Jego obecności, czy, jeżeli wolicie, stania z Nim twarzą w twarz, choć Go nie widzicie.

Dość często, powiedziawszy co mieliśmy do powiedzenia i posiedziawszy przez pewien czas, jesteśmy w kropce: „Co mamy robić?”. Należy wtedy, jak myślę, rozpocząć czytanie ustalonych, spisanych w modlitewnikach modlitw. Niektórzy uznają to za zbyt proste i jednocześnie widzą zagrożenie zastąpienia modlitw powtarzaniem tego, co ktoś w przeszłości powiedział. To prawda, jeżeli jest to tylko mechaniczne, nie warto tego robić, ale to od nas zależy, czy modlimy się mechanicznie, czy przykładamy wagę do wypowiadanych słów.
Inni ludzie żalą się, że ustalone modlitwy są im obce, bo nie do końca oddają to, co chcieliby wyrazić. W pewnym sensie te modlitwy są faktycznie obce, ale w takim sensie, w jakim obraz wielkiego mistrza jest niepojęty dla ucznia, czy muzyka wielkiego kompozytora jest obca początkującemu. Właśnie dlatego chodzimy na koncerty i odwiedzamy galerie sztuki: aby dowiedzieć się, czym jest prawdziwa muzyka czy sztuka, aby uformować swój gust artystyczny. Częściowo dlatego też powinniśmy używać ustalonych modlitw, by nauczyć się, jakie uczucia, myśli i sposoby wyrażenia powinniśmy rozwijać, skoro należymy do Cerkwi. Pomaga to także w chwilach, gdy mamy bardzo mało do powiedzenia.

Każdy z nas to nie tylko ta ogołocona i uboga istota, którą odkrywamy pozostając sam na sam ze sobą, ale także obraz Boga, dziecko Boże, które żyje w każdym z nas i jest zdolne do modlenia się najwzlotniejszymi i najświętszymi modlitwami Cerkwi. Musimy pamiętać o tym i używać tych modlitw. Sugeruję dodać do ćwiczeń, które wykonywaliśmy, okres milczenia, kilka minut (trzy czy cztery), który zakończymy modlitwą: Pomóż mi, o Boże, widzieć moje grzechy, nigdy nie osądzać mojego bliźniego i niech będzie Tobie cała chwała!
 
metropolita Antoni (Bloom)
 
na podstawie: mitras.ru

fotografia: Sheep1389 /orthphoto.net/