Wina i wstyd

tłum. Gabriel Szymczak, 20 listopada 2020

Istnieje bardzo przydatne powiedzenie, które odróżnia poczucie winy od wstydu. Wina dotyczy tego, co zrobiłem - wstyd dotyczy tego, kim jestem. Są one powiązane ze sobą, szczególnie w kulturze, w której to, co robimy, często jest odpowiedzią na pytanie „Kim jesteś?” Tradycyjną kulturę amerykańską często określa się jako „opartą na poczuciu winy”, ponieważ protestanckie myślenie religijne koncentrowało się na dobroci jako odpowiedzialności za nasze czyny. Przykładem jest system prawny. Teorie odkupienia, spopularyzowane w teologii protestanckiej, dotyczą przede wszystkim przebaczenia za to, co zrobiliśmy złego. „Wszyscy bowiem zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej” (Rz 3, 23) to powszechnie cytowany werset. Każdy jest winny i potrzebuje przebaczenia. To często pomija całą kwestię wstydu.

Marcin Luter nazwał chrześcijanina „pokrytym śniegiem gnojowiskiem”. „Śnieg” to sprawiedliwość Chrystusa. My sami jesteśmy tylko łajnem. Przez wiarę akceptujemy sprawiedliwość Chrystusa jako swoją własną i zostajemy „nakryci”. To obraz, który dotyka poczucia winy i pozostawia nietknięty wstyd. W ten sposób to, co zrobiłem, jest „przykryte”, ale ja sam pozostaję tym, czym jestem (łajnem). Nie sądzę, żeby taki był zamiar Lutra. Jest to raczej niefortunny przykład kultury, która uzewnętrzniła jaźń, myląc ją z „tym, co robimy” lub, co bardziej prawdopodobne, całkowicie o tym zapominając.

Z drugiej strony, myśl prawosławna ma tendencję do osadzania działań w aktywności jaźni. Są one „symptomami” wewnętrznego procesu. Słyszymy to w opisie duchowej walki św. Pawła:
Nie rozumiem bowiem tego, co czynię, bo nie czynię tego, co chcę, ale to, czego nienawidzę – to właśnie czynię. Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, to tym samym przyznaję Prawu, że jest dobre. A zatem już nie ja to czynię, ale mieszkający we mnie grzech. Jestem bowiem świadom, że we mnie,(to jest w moim ciele, nie mieszka dobro; bo łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać – nie. Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę. Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, już nie ja to czynię, ale grzech, który we mnie mieszka”. (Rz 7, 15–20)

Św. Paweł chce czynić dobro, ale działa w nim coś, co rodzi to, co nie jest dobre. To jest grzech - jako proces. W innym miejscu zrówna on ten proces z samą śmiercią. Grzech to śmierć, śmierć to grzech.

Ogólnie rzecz biorąc, niemożliwe jest oddzielenie tych rzeczy (winy i wstydu). W kategoriach teologicznych prawosławie jest opisywane jako posiadające pogląd „ontologiczny”, pogląd, który postrzega rzeczy w kategoriach naszego bytu i jako całości naszego istnienia. Nie ma to charakteru prawnego (postrzegania naszych działań jako odrębnych), ponieważ nasze działania nie są właściwie postrzegane jako oddzielne.

Jeśli chodzi o pogląd Lutra, prawosławie (i św. Paweł) opisaliby „śnieg” sprawiedliwości Chrystusa jako przemieniający w śnieg wszystko to, co w nas jest, a co można określić jako „łajno”. Bóg stał się tym, czym my jesteśmy [łajnem], abyśmy mogli stać się tym, czym On jest [śniegiem]. Jak mówi św. Paweł: „On to dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu, abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą” (2 Kor 5, 21).

Wołanie św. Pawła na końcu fragmentu do Rzymian nie dotyczy winy. Poczucie winy mówi: „Co ja zrobiłem?” Święty Paweł woła: „Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z ciała, [co wiedzie ku] tej śmierci?” To krzyk wstydu, uznanie na poziomie egzystencjalnym, że to, kim jestem, to stan nędzy.

Prawosławne podejście do zbawienia skupia się na całej osobie (a tym samym także na doświadczeniu wstydu). Koniecznie jest, aby podejście ontologiczne (zwracanie uwagi na całą osobę na poziomie bytu) napotkało na pytania o wstyd - właśnie z tego powodu, że wstydem jest to, co czujemy w stosunku do tego, „kim jesteśmy”. Tak więc kwestie pokory i ogołocenia są na czele prawosławnego życia duchowego. Gdyby nasze życie mierzone było w kategoriach winy (rzeczy, które zrobiliśmy), byłoby absurdem wyznać, że „ja jestem pierwszym wśród grzeszników”. Dopiero na poziomie naszej istoty można dostrzec wspólność naszego życia.

Od dawna myślałem, że poczucie winy to problematyczna kategoria, coś, czego nie rozumiem. Gdybym nigdy nie zrobił nic złego, rzeczywisty stan mojej duszy pozostałby taki sam: byłaby ograniczona śmiercią. Słuchając przez lata spowiedzi zauważyłem również, że to nie wina skłania człowieka do nawrócenia. Wina nie jest tradycyjnym językiem spowiedzi. Posłuchaj tej modlitwy przygotowującej do Eucharystii:

Panie, Boże mój, wiem, że nie jestem godny, ani usposobiony, abyś wszedł pod dach świątyni mojej duszy, gdyż cały jestem pusty i upadły, nie ma we mnie godnego miejsca, gdzie można skłonić głowę, ale jak z wysokości ze względu na nas ukorzyłeś siebie samego, ukorz się i teraz nad moją pokorą. Jak zechciałeś w pustyni i w żłobie zwierzęcym spocząć, tak i teraz spocznij w żłobie mojej pozbawionej rozumu duszy i wejdź w moje zbrukane ciało. Jak zechciałeś wejść i wieczerzać z grzesznikami w domu Szymona Trędowatego, tak zechciej także wejść do domu pokornej mojej duszy, trędowatej i grzesznej….

To nie jest recytacja strasznych rzeczy, które zostały zrobione, przyznanie się do winy. Jest to dobrowolne wyznanie wstydu („odrobiny wstydu”). Często ostrzegam tych, dla których prawosławne modlitwy są nowością, aby byli ostrożni. Te modlitwy zostały przez świętych napisane w bardzo poetyckiej formie, która wyraża głębię naszego serca. Wielu z nas, słysząc taki język, mogłoby wpaść w rozpacz lub poczuć, jakby modlitwa próbowała narzucić nam wstyd. W takich przypadkach radzę ludziom, aby najpierw modlili się własnymi słowami, mówiąc po prostu: „Nie jestem godzien. Pomóż mi." Z czasem święte słowa świętych staną się słowami twojego własnego serca.

Wiele lat temu, jako anglikanin, nauczyłem się „modlitwy o pokorny dostęp”:

Ośmielamy się przyjść do tego Twego stołu, o miłosierny Panie, mając ufność nie w naszej własnej sprawiedliwości, ale w rozmaitych i wielkich łaskach Twoich. Nie jesteśmy nawet godni, by zbierać okruchy spod Twego stołu. Ale Ty jesteś tym samym Panem, który zawsze okazuje miłosierdzie: daj nam przeto, łaskawy Panie, abyśmy jedli Ciało Twego drogiego Syna, Jezusa Chrystusa, i pili Jego Krew, aby nasze grzeszne ciała zostały oczyszczone przez Jego Ciało i nasze dusze obmyły się Jego najdroższą Krwią, abyśmy zawsze w Nim mieszkali, a on w nas. Amen.

Nawet jako prawosławny duchowny nadal używam tej modlitwy przed przyjęciem Eucharystii. Dawno temu połączyła się z moim sercem i stała się częścią mnie. Jest dziś używana przez niektórych prawosławnych w obrządku zachodnim.

Jeśli spędzisz czas na przemyśleniu słów Nowego Testamentu, powoli stanie się jasne, że niewiele w nim jest treści związanej z winą – z tym, co ludzie uczynili, a co jest złe. Zamiast tego koncentruje się on na samym stanie naszych serc, na tym, czym się staliśmy lub „kim jesteśmy”, i dlatego dokładniej określa się go jako zatroskanego wstydem.

Na zakończenie dodam, że o wstydzie można myśleć wyłącznie w kategoriach psychologicznych. To dobre i słuszne, ale nie dociera do najgłębszej istoty sprawy. Nagość Adama i Ewy można zobaczyć na kilku poziomach. Po pierwsze, dosłownym: nie mieli ubrań. Po drugie, jest to kwestia emocjonalna, psychologiczna: czują wstyd i chcą się ukryć. Po trzecie, a to jest wielka tajemnica, utracili pierwotną chwałę, w jaką byli przyodziani, utracili podobieństwo Boże. To jest przemiana pełni naszego istnienia. Echa tego słyszymy u św. Pawła:
Wiemy bowiem, że jeśli nawet zniszczeje nasz przybytek doczesnego zamieszkania, będziemy mieli mieszkanie od Boga, dom nie ręką uczyniony, lecz wiecznie trwały w niebie. Tak przeto teraz wzdychamy, pragnąc przyodziać się w nasz niebieski przybytek, o ile tylko odziani, a nie nadzy będziemy. Dlatego właśnie udręczeni wzdychamy, pozostając w tym przybytku, bo nie chcielibyśmy go utracić, lecz przywdziać na niego nowe odzienie, aby to, co śmiertelne, wchłonięte zostało przez życie. A Bóg, który nas do tego przeznaczył, dał nam Ducha jako zadatek”. (2 Kor 5, 1-5)

I tak nasz wstyd zniknie. Chwała Bogu.

o. Stephen Freeman

za: Glory to God for All Things

fotografia:  palavos /orthphoto.net/