Czy powitamy Chrystusa, czy poprosimy, aby odszedł?

tłum. Gabriel Szymczak, 15 listopada 2020

Wydaje się, że odpowiedź na to całkiem proste pytanie powinna być łatwa, ale czy tak jest? Pomyśl, że moglibyśmy spotkać Chrystusa w całej Jego mocy - czy powitalibyśmy Go, czy też odrzucilibyśmy Go? Czy bylibyśmy Mu posłuszni, czy też balibyśmy się Go i prosilibyśmy, aby zostawił nas w spokoju?

Widzimy te dwie bardzo różne odpowiedzi w Ewangelii, gdy Jezus spotyka człowieka wypełnionego legionem demonów. Demony były przerażające i destrukcyjne. Diabolicznie opętały człowieka, aż stał się bezradny pod ich szatańskim wpływem. Pismo Święte opisuje, jak biedny człowiek stracił całą swoją tożsamość na rzecz tych demonów, nie znając już nawet własnego imienia, ale nazywając siebie Legionem; opuścił społeczeństwo, uległszy złym duchom. One pozbawiły go godności i doprowadziły do życia wśród grobów, w nagości. Człowiek ten reprezentował żałosną, złamaną, w zasadzie martwą duszę, z której społeczność ludzka zrezygnowała i o której zapomniała.

Jednak kiedy Jezus spotyka ten zaciekły legion demonów, stają się one bezsilne wobec Boskiego autorytetu Chrystusa. Pod koniec swojego życia Jezus powiedział swoim naśladowcom: „Dana mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi” (Mt 28, 18). I okazał „wszelką władzę”, kiedy stanął twarzą w twarz z legionem demonów i nakazał im wyjść z biednego człowieka. Wyrzucił je z jego duszy i umysłu, i przykazał, aby nigdy więcej do niego nie wróciły. Te demony, bez względu na to, jak potężne i przerażające były niszcząc życie tego człowieka, stały się bezsilne wobec Chrystusa. Ich zaciekła, demoniczna moc nie mogła konkurować z potęgą Jezusa Chrystusa.

Tak więc demony nieśmiało usłuchały Jezusa, pokornie poprosiły o pozwolenie na opuszczenie duszy człowieka i wejście w stado brudnych świń, będące w pobliżu. Widzimy, jak przerażające demony są posłuszne Chrystusowi, tak jak widzimy człowieka uwolnionego od zła, przywróconego do zdrowia, odzyskującego tożsamość dziecka Bożego i osoby stworzonej na obraz Boga.

To, co dzieje się później, jest fascynujące! Widzimy zupełnie inną reakcję na moc i autorytet Chrystusa, kiedy wszyscy mieszkańcy wioski słyszą o tym cudzie i wychodzą na spotkanie Jezusa. Może z ciekawości, może usłyszawszy przekaz pasterzy świń, ale prawdopodobnie głównie dlatego, że właśnie stracili środki do życia i dochody, gdy stado świń wpadło do jeziora i utonęło. Wszyscy mieszkańcy wioski wyszli na spotkanie z tym Egzorcystą.

Zastanawiali się zapewne, co się wydarzyło. Jak do tego wszystkiego doszło? Kim był ten człowiek, Jezus? I jak to możliwe, że człowiek, którego cała osada odrzuciła, tak zniszczony przez legion demonów i mieszkający wśród grobowców, teraz siedział u stóp Jezusa, będąc o zdrowych zmysłach?!

Cóż, Jezus okazał swój autorytet i władzę nad wszelkim złem, ale mieszkańcy wioski tego nie rozumieli. Albo nie chcieli zrozumieć. Czy po tym pokazie mocy przyjęli Chrystusa i zaprosili Go, aby z nimi pozostał? Czy cieszyli się, że człowiek opętany przez demona znalazł wolność, uzdrowienie i nowe życie? Czy zapytali Jezusa, czy nie uwolniłby także ich od demonów dominujących w ich życiu? Nie, nic z tego! Zamiast tego, odpowiedzieli strachem. Byli tak zdezorientowani i zdenerwowani tym, że Jezus zaingerował i przerwał dotychczasowy bieg ich życia, że poprosili Go, aby opuścił ich region. Możesz to sobie wyobrazić? Po tym, jak byli świadkami niewiarygodnego cudu i doświadczyli Jego mocy, oni nie chcą mieć z Nim nic wspólnego. W zasadzie odrzucają Go.

Legion demonów, mimo całej swojej siły i przerażającej mocy, rozpoznał autorytet Jezusa i był Mu posłuszny. Człowiek opętany przez demona, uwolniony ze swojej ciemności i uzdrowiony, przyjął Chrystusa i odkrył nowe życie. Jednak mieszkańcy wioski doświadczyli władzy Jezusa i przestraszyli się. Nie chcieli mieć z Nim nic wspólnego. Zbyt mocno zakłócił ich życie. Dlatego poprosili Go o odejście.

Ta niezwykła historia, zakończona tak niespodziewanie, prowadzi nas dzisiaj do refleksji nad tym, jak odpowiadamy na autorytet i moc Jezusa Chrystusa w naszym życiu? Czy witamy Go, czy też trzymamy Go z daleka, nie chcąc, aby stawiał czoła demonom w naszym życiu i nie pozwalając Mu, by intymnie angażował się w nasze codzienne sprawy? Czy otwarcie Go nie przyjmujemy, odrzucając zmianę i przemianę, które nieuchronnie przynosi?

C. S. Lewis, jeden z najsłynniejszych chrześcijańskich apologetów ubiegłego wieku i profesor Uniwersytetu Oksfordzkiego, który sam był ateistą przez 30 lat życia, opisał swoje odrzucenie Chrystusa w ten sposób: Jezus jest wielkim przeszkadzającym! A ludzie nie chcą, aby ingerował w ich życie!

Lewis przyznał, że jako ateista nie chciał, aby Bóg istniał. Jego duma sprawiła, że trzymał się straszliwego uprzedzenia wobec wszelkich problemów wiary, powstrzymując się od szczerego i uczciwego poszukiwania Prawdy. Chciał zostać sam, gdyż nieświadomie wiedział, że jeśli zaprzeczy istnieniu jakiejś Ostatecznej Władzy, to sam będzie działał jako ten autorytet w swoim życiu. Mógłby wtedy żyć zgodnie z własnymi pragnieniami. To aroganckie samooszukiwanie się opisuje życie wielu ludzi, którzy chcą trzymać się swoich egocentrycznych sposobów postępowania. Jeśli wierzymy, że nie ma Boga ani absolutnej prawdy, to nie może istnieć żaden niezmienny standard dobra i zła; wszystko zależy ode mnie i od tego, co ja wyznaczam jako standard.

C.S. Lewis przyznał, że dopiero wtedy, gdy w końcu zdecydował się otworzyć swój umysł i zbadać dowody w sposób bezstronny, jego duma pozwoliła „Wielkiemu Wtrącającemu Się”, jak nazywał Boga, w pełni wejść w jego życie. I Bóg rzeczywiście ingerował w jego życie z mocą, ale w najpiękniejszy sposób. Życie Lewisa radykalnie zmieniło się na lepsze, jak sam opisał – pojawiła się radość, sens i cel. Lewis stał się jednym z największych pisarzy chrześcijańskich ubiegłego wieku i świadkiem wiary. Pozwolił Wielkiemu Wtrącającemu Się ingerować w jego życie, a potem już nigdy nie był taki sam!

A co z nami? Jak odpowiemy na Jezusa Chrystusa oraz Jego autorytet i moc w naszym życiu? Czy będziemy Mu posłuszni? Powitamy Go i zaprosimy do konfrontacji z demonami w naszym własnym życiu, i umożliwimy Mu uwolnienie nas od ich mocy? Czy też poprosimy Go, aby zostawił nas w spokoju, zażądamy, aby nie ingerował w nasze życie i po prostu pozostaniemy takimi, jakimi jesteśmy?

Bóg szanuje naszą wolność. To my musimy dokonać wyboru. A jednym z najważniejszych wyborów jest to, w jaki sposób odpowiemy na moc i autorytet Chrystusa.

o. Luke A. Veronis

za: Anchor

fotografia: palavos /orthphoto.net/