publicystyka: Historie z życia ojca Pawła
kuchnia muzyka sklep ogłoszenia wydarzenia fotogalerie

Historie z życia ojca Pawła

tłum. Nika Pawluczuk, 10 listopada 2020

Opublikowane historie to wspomnienia archimandryty Jana (Radosavljevića), duchowego przyjaciela, współtowarzysza rozmów i modlitw serbskiego patriarchy Pawła. Ojciec Jan opisał je w książce „Мемоари. Сећања”, wydanej w monasterze Racza w 2018 r.

Nasz łagodny „prorok Mitar” i podążanie za Chrystusem...

Pewnego dnia, kiedy razem z ojcem Pawłem odwiedzaliśmy wsie położone w Wąwozie Ovčarsko-Kablarskim, zatrzymał nas pewien leśniczy i spytał, z którego monasteru jesteśmy.
- Z monasteru Racza - odpowiedzieliśmy.
- Powiedzcie mi, proszę, prorok Mitar mieszka w waszym monasterze? - padło proste, ale bardzo nieoczekiwane dla nas pytanie.
- Jest u nas posłusznik Mitar, tego jestem pewien - odpowiedział ojciec Paweł. - Ale nie przypominam sobie, żeby został zaliczony do grona proroków.
- No tak, ale jeśli przysłał go do was władyka Bazyli, to musi być on!
Potwierdziliśmy, że posłusznik Mitar rzeczywiście przybył do naszego monasteru z błogosławieństwa biskupa Bazylego, ale poprosiliśmy także, aby leśniczy wyjaśnił, dlaczego nazwał go „prorokiem”. Ten odpowiedział prostodusznie:
- Mitar jest z Bośni, ja sam stamtąd pochodzę. Kiedy miał 1o lat, strasznie zachorował, nie był nawet w stanie podnieść się z łóżka. Chorował długo i nikt nie dawał żadnej nadziei na to, że wyzdrowieje. Pewnego razu matka zajrzała do jego pokoju i ku swojemu przerażeniu, czy też zdumieniu, zobaczyła chłopca... siedzącego na łóżku i gorąco modlącego się do Boga. Roztrzęsiona podbiegła do syna, chciała mu pomóc, a on wesoło mówi, że czuje się całkowicie zdrowy. Potem jej opowiedział, że kiedy tak jak zazwyczaj, w duchu modlił się do Chrystusa, objawił mu się sam Jezus Chrystus wraz z apostołami. Zajrzeli przez okno wychodzące na ulicę, a Chrystus rzekł: „Przyszliśmy, aby cię uzdrowić. Kiedy wydobrzejesz, głoś ludziom, by żałowali za grzechy i wystrzegali się nieprawości.”

Ów cud nie mógł pozostać niezauważonym we wsi i jej okolicy: ludzie zaczęli przychodzić do domu, w którym mieszkał Mitar i jego matka. I on sam, małe dziecko, tak jak umiał przywoływał wszystkich gości do tego, o czym powiedział mu Chrystus - do żałowania za grzechy i do wiary. Liczba odwiedzających go osób rosła z każdym dniem i w końcu o chłopcu dowiedziały się organy państwowe: natychmiast wtargnęli do jego domu i wysłali Mitara do Sarajewa do zakładu poprawczego dla nieletnich przestępców, aby kategorycznie uciąć wszelkie kontakty z wierzącymi, rozmowy o wierze, o Chrystusie.

Jednak wtedy, dzięki staraniom i wstawiennictwu biskupa Bazylego, Mitar odzyskał wolność i został odesłany do monasteru Racza. Po przeprowadzonej z nim poważnej rozmowie, ojciec Paweł utwierdził się w przekonaniu, że młodzieniec rzeczywiście posiada pewien cudowny dar Boży i prawdziwie pragnie zostać mnichem. Już wtedy Mitar znał wiele modlitw na pamięć, zwłaszcza tych do Przenajświętszej Bogurodzicy i zawsze można go było zobaczyć w świątyni podczas modlitw. Jego dusza była dziecięco czysta, nigdy nie widzieliśmy, żeby Mitar był rozdrażniony, gniewał się albo na kogoś się obraził.

Zwykle kiedy ojciec Paweł widział, że młodzi posłusznicy czymś zawinili, pouczał ich, karcił, radził jak się poprawić, ale w stosunku do pogodnego Mitara był zawsze łaskawy i dobroduszny. Nawet wtedy, gdy ojciec Paweł po monastersku go „prowokował”, winił go za coś, on zawsze patrzył na surowego nauczyciela z dziecięcym uśmiechem, czym absolutnie wszystkich rozbrajał - Mitar nigdy nie miał wrogów lub choćby kogoś, kto by się na niego złościł. Później, kiedy ojciec Paweł został Patriarchą, wspaniale pamiętając tego łagodnego człowieka, wysłał Mitara, wówczas już ihumena Awwakuma, do Sarajewa podczas wojny z Bośnią, na pomoc prawosławnym Serbom. Wtedy, w latach 90-tych, w Bośni nie został praktycznie żaden kapłan, a Serbowie, którzy pozostali przy życiu, cierpieli dodatkowo z powodu braku opieki duchowej. Należy zaznaczyć, że wielu, delikatnie mówiąc, dziwił wybór Patriarchy Pawła: uważali, że wysłał mnicha na pewną śmierć - czym na wojnie może pomóc człowiek, który „oczy ma zwrócone wyłącznie ku niebu”? Jednak łagodność ojca Awwakuma oraz jego dziecięco czysta i szczera dusza pomogły mu w ten straszny, wojenny czas nieść wszystkim bez wyjątku ewangeliczne słowo i miłość Bożą. Absolutnie wszystkim. Myślę, że te cechy oraz Boża pomoc uratowały naszego „proroka Mitara”, naszego ihumena Awwakuma, a oprócz tego przekonaliśmy się o mądrości i wierze naszego Patriarchy Pawła.

... i wyrzeczenie się Chrystusa

Smutnym przykładem odwrotnego zachowania - odrzucenia chrześcijaństwa i mniszego życia - jest historia naszego byłego posłusznika Gruio. Pewnego dnia podczas posiłku ktoś wtargnął do monasterskiej kuchni. Młody człowiek, ciemnowłosy, dobrze zbudowany, rzucił na wejściu:
- Boh w pomoszcz, czcigodni ojcowie, przyjmiecie mnie do swojego monasteru?
Ojcowie odpowiedzieli:
- Przyjmiemy, ale najpierw powiedz, kim jesteś i skąd przychodzisz?
Przybysz nieco o sobie opowiedział i udał się na rozmowę z ihumenem i ojcem Pawłem. Kiedy ta dobiegła końca, ojciec Paweł powiedział:
- Gruio, posłuchaj: wróć do domu i zastanów się raz jeszcze nad życiem w monasterze. Pomyśl miesiąc, dwa, a później przyjdź.
Po miesiącu znów zawitał u nas Gruio. Został przyjęty jako posłusznik. Podczas pierwszych dni chłopak był bardzo gorliwy - nie opuszczał żadnej służby ani żadnego posłuszanija. Kończył jedną pracę, już dopytywał się o następną.
- Gruio, usiądź, odpocznij, nie pali się - powtarza ihumen. Gruio usiądzie na minutę, ale od razu się zrywa, jak tylko usłyszy dźwięk dzwonu - zawsze jako jeden z pierwszych przychodził na nabożeństwo.

Bracia z monasteru brali udział w pracach społecznych - remontowali pobliską drogę. Było tam pełno ludzi i młodzieży. Młody posłusznik był odpowiedzialny za noszenie wody i pojenie robotników. Każdemu nalewał do kubka, ale kiedy po wodę przychodziły dziewczęta, specjalnie się odwracał, ukradkiem się uśmiechał. To zachowanie nas zastanowiło.

Pewnego razu do monasteru przyjechał dyplomata, pracownik indyjskiego poselstwa. Urodził mu się syn, więc zaprosił prawosławnego duchownego z Indii, aby ten ochrzcił chłopca w naszym monasterze. Po chrzcie, wysocy rangą goście zwiedzili monaster, zapoznali się z jego historią i na koniec poprosili o wspólne zdjęcie z ihumenem, ojcem Pawłem i wszystkimi braćmi. Ojciec Paweł posłał po Gruio, który pracował w polu, na co ten odpowiedział posłusznikom, którzy po niego przyszli:
- Przekażcie ojcu, że nie służy to mojemu zbawieniu.
Zrobili więc zdjęcie bez niego, ale ojciec Paweł, będący wychowawcą monasterskich uczniów, był oburzony takim zuchwalstwem i ostentacyjnym nieposłuszeństwem. Wyczuwając nieporządek w duszy posłusznika zaproponował, aby ten opuścił monaster. Jednak ihumen wyznaczył mu pewną pokutę i na tym się skończyło.

Po jakimś czasie Gruio poszedł do wojska, gdzie zapoznał się z zielonoświątkowcami, chodził na ich zebrania i nabożeństwa. Zaczął również utrzymywać bliskie kontakty z muzułmanami. Kiedy wrócił do monasteru, zauważyliśmy, że całkowicie się zmienił: na liturgie praktycznie nie chodził, cały czas przesiadywał w kawiarni, słuchając wiadomości i muzyki. Zaczął krytykować prawosławie: "Pryczastije - nie jest prawdziwym ciałem i krwią Chrystusa. Chrystus nie jest Bogiem, a człowiekiem. Maria nie powinna być nazywana Bogurodzicą, tylko tą, która urodziła człowieka. Nie należy czcić Krzyża, ikon, relikwii." Zrozumieliśmy, że kontakt z zielonoświątkowcami w wojsku zmienił duszę tego człowieka nie do poznania.

Później Gruio udał się do mieszkającego w mieście sekretarza organizacji partyjnej z prośbą o pomoc w znalezieniu pracy. Ten z radością się zgodził i wysłał go do Belgradu, aby tam pracował jako palacz na kolei. Były posłusznik przepracował tam kilka dni, po czym stwierdził, że „to nie dla niego”. Od tamtej pory nie mógł znaleźć sobie miejsca - to przebywał w różnych monasterach jako kajający się grzesznik, to znowu wracał do pracy w fabrykach. Ojciec Paweł już nie mógł trzymać nad nim pieczy, gdyż przebywał na naukach w Grecji, a później został biskupem. Kiedy spotkaliśmy byłego posłusznika w Kosowie, w monasterze Wysokie Deczany, był już baptystą - uraczył nas typowym i dobrze nam znanym bluźnierczym „kazaniem”. Ponieważ pamiętaliśmy go jeszcze takim, jakim był za dawnych czasów, zaczęliśmy z nim rozmawiać po przyjacielsku. Staraliśmy się wyjaśnić mu błędy w jego rozumowaniu, odnosząc się do tej samej Biblii, której fragmentami, tak gorliwie cytowanymi, chciał obalić nasze argumenty. Jednak nic do niego nie docierało - powtarzał w kółko jak nakręcony swoje „wywody”, prowadzenie normalnego i rozsądnego dialogu nie było możliwe. W końcu stary i ślepy ojciec Makary nie wytrzymał i rzekł: ”Ech, mój drogi Gruio! Wierz mi, gdyby rozpętała się burza, nie schowałbym się z tobą pod jednym drzewem, bo piorun, którego w gniewie posłałby Bóg, zabiłby nas obu!” Nie mogliśmy się nie roześmiać. I tak nasz gorzki śmiech zakończył tę „dyskusję”. Powiadają, że później biedny Gruio przeszedł na islam.

Kiedy po swoim powrocie biskup Paweł dowiedział się o wszystkim, w listach kilka razy próbował przywołać do porządku tego człowieka, prosił go, nawet błagał, aby był szczery z samym sobą i Bogiem. Ten jednak odpowiadał mu bardzo grubiańsko. I właśnie tak przekonaliśmy się, że nie mamy już do czynienia z prawosławnym chrześcijaninem, a Judaszem. Władyka nie miał innego wyjścia i musiał odłączyć nieszczęśnika od Cerkwi.

...Trzeba być świadomym, że w każdym plonie znajduje się nie tylko pszenica, ale i plewy. Tak też może być i w cerkwi, i w monasterach. Niektórzy ludzie tracą wiarę, przestają się zachowywać jak prawdziwi chrześcijanie. Stykając się z kimś takim będziecie musieli przyznać, że nie widzicie już przed sobą brata w Chrystusie. Ewangelia mówi o tym: „Jeśli zaś i cerkwi nie posłucha, niech będzie dla ciebie jak poganin i celnik” (Mt 18,17).

archimandryta Jan (Radosavljević)

za: https://pravoslavie.ru/133111.html

fotografia: vlasler /orthphoto.net/