Modlitwa codzienna

tłum. Joachim Jelisiejew, 26 października 2020

Gdy jesteśmy we właściwym nastroju, gdy serce pełne jest uwielbienia, gdy, jak mówi św. Łukasz, nasze usta mówią z przepełnionego serca, nie ma problemu z modlitwą; rozmawiamy z Bogiem swobodnie słowami, które są nam znane. Ale gdybyśmy pozostawili życie modlitewne na łasce naszych nastrojów, prawdopodobnie modlilibyśmy się od czasu do czasu gorąco i szczerze, ale tracilibyśmy na długie okresy kontakt z Bogiem. Jest wielką pokusą odłożyć modlitwę na czas, gdy budzi się w nas uczucie do Boga i uważać, że każda modlitwa lub krok w stronę Boga w pozostałym czasie są nieszczere.

Wiemy wszyscy z doświadczenia, że mamy wiele uczuć, które nie uwidoczniają się w każdej chwili życia; choroba czy rozpacz mogą wymazać je z naszej świadomości. Nawet gdy głęboko kochamy, są chwile, gdy nie jesteśmy tego świadomi, choć wiemy, że miłość żyje w nas. Tak samo w stosunku do Boga; są wewnętrzne i zewnętrzne przyczyny, które utrudniają nam zrozumienie, że wierzymy, żywimy nadzieję i kochamy Go. W takich chwilach musimy oprzeć się nie na tym, co czujemy, a na tym, co wiemy. Musimy mieć wiarę w to, co jest w nas, nawet jeżeli nie odczuwamy tego w danej chwili. Musimy pamiętać, że miłość żyje, nawet gdy nie wypełnia ona naszych serc radością czy natchnieniem. Musimy trwać przed Bogiem pamiętając, że On zawsze kocha, jest zawsze obecny, pomimo że nie odczuwamy tego.

Gdy jesteśmy zimni i obojętni, gdy wydaje się, że nasza modlitwa jest fałszywa, pozorna, rutynowa, co powinniśmy zrobić? Czy byłoby lepiej przestać się modlić aż modlitwa znów ożyje? Ale skąd będziemy wiedzieć, że ten czas nadszedł? Poważną i niebezpieczną pokusą jest pragnienie doskonałości w modlitwie wtedy, gdy jesteśmy dalecy od niej. Gdy modlitwa jest sucha, zamiast dać za wygraną powinniśmy zawierzyć jeszcze bardziej i kontynuować. Powinniśmy powiedzieć Bogu: „Jestem wyczerpany, nie mogę się modlić prawdziwie, zaakceptuj Panie, ten znużony głos i słowa modlitwy, i pomóż mi.” Gdy nie możemy wznieść modlitwy dobrej jakości, wznieśmy ją choć w dużej ilości. Oczywiście jest lepiej wypowiedzieć Ojcze nasz z całą głębią zrozumienia tych słów, niż powtórzyć Modlitwę Pańską dwanaście razy; ale czasem nie jesteśmy do tego zdolni. Modlitwa „obliczona na ilość” nie znaczy wypowiadania większej liczby słów niż zwykle; znaczy ona utrzymanie zwykłej reguły modlitewnej ustalonej dla siebie i przyjęcie faktu, że jest to jedynie powtórzenie określonej liczby słów. Jak mówią Ojcowie, Duch Święty jest zawsze tam, gdzie modlitwa i wedle św. Pawła: Nikt bez pomocy Ducha Świętego nie może mówić, że Jezus jest Panem. We właściwym czasie Duch Święty napełni wierną i cierpliwą modlitwę znaczeniem i głębią nowego życia. Gdy stoimy przed Bogiem w chwilach przygnębienia, musimy użyć siły woli i modlić się wedle naszego przekonania, jeśli nie według uczucia; modlić się według wiary, którą poznaliśmy, umysłem, skoro nie płonącym sercem.

W takich momentach modlitwy brzmią zupełnie inaczej według nas, ale nie według Boga. Jak pisze autor traktatu „Chmura niewiedzy”: „Módl się wewnętrznie nawet jeżeli myślisz, że Ciebie to nie zbawi, gdyż jest to pożyteczne, choć tego nie czujesz, nie widzisz i wyobrażasz sobie nawet, że nie umiesz się modlić. Albowiem sucha i jałowa, w chorobie i słabości, Twoja modlitwa jest miła dla Mnie, nawet jeśli myślisz, że ona ciebie nie zbawi; taka jest w Moich oczach wszelka Twoja modlitwa przynoszona z wiarą”.

W okresie suszy duchowej, gdy modlitwa staje się wysiłkiem, naszym głównym oparciem są wierność i zdecydowanie. Aktem woli z nich zrodzonym zmuszamy się, nie zwracając uwagi na uczucia, do stania przed Bogiem i rozmawiania z Nim po prostu dlatego, że Bóg jest Bogiem, a my jesteśmy Jego stworzeniem. Czegokolwiek byśmy nie czuli w danym momencie, nasze położenie pozostaje niezmienne; Bóg jest naszym Twórcą, Zbawcą, Panem i Tym, do Kogo dążymy, Kto jest obiektem naszej tęsknoty i Jedyny może nas wypełnić.

Niekiedy myślimy, że jesteśmy niegodni, by się modlić, i że nawet nie mamy prawa się modlić. To także jest pokusa. Każda kropla wody, skądkolwiek by nie pochodziła, jest oczyszczana przez parowanie; tak samo jest z każdą modlitwą wznoszącą się do Boga. Im bardziej przygnębieni jesteśmy, tym bardziej należy się modlić i niewątpliwie to poczuł św. Jan z Kronsztadu pewnego dnia, gdy się modlił, obserwowany przez diabła, który mamrotał „Hipokryto, jak śmiesz się modlić z twoim obrzydliwie brudnym umysłem, pełnym myśli, które w nim czytam”. Święty odpowiedział: „Właśnie dlatego, że mój umysł jest pełen myśli, których nie lubię i z którymi walczę, modlę się do Boga”.

Gdy chodzi o Modlitwę Jezusową czy inną gotową modlitwę, ludzie często mówią: jakie mam prawo użyć jej? Jak mam wypowiedzieć te słowa jako moje własne? Gdy używamy modlitw napisanych przez świętych, przez ludzi modlitwy, wynikających z ich doświadczeń, możemy być pewni, że przy odpowiedniej uwadze ich słowa staną się naszymi, zrozumiemy ich znaczenie i przemienią nas one Łaską Boga, który odpowie na nasz wysiłek. Z Modlitwą Jezusową sytuacja jest w pewien sposób prostsza, gdyż im gorsze jest nasze położenie, tym łatwiej jest uświadomić sobie, stanąwszy przed Bogiem, że możemy jedynie powiedzieć Kyrie Eleison, Zmiłuj się.

Częściej niż przyznajemy, modlimy się z nadzieją na tajemnicze objawienie, z nadzieją, że coś się z nami wydarzy, że przeżyjemy wstrząsające doświadczenie. To błąd. Taki sam błąd, jaki popełniamy czasem w relacjach z ludźmi, a który może całkowicie zniszczyć relację: zwracając się do osoby oczekujemy określonej odpowiedzi, a gdy odpowiedzi nie ma lub jest inna, niż myśleliśmy, jesteśmy rozczarowani i odrzucamy daną nam odpowiedź. Gdy modlimy się, musimy pamiętać, że Pan Bóg, który pozwala nam swobodnie stanąć w Jego obecności, jest również wolny względem nas. To nie znaczy, że Jego wolny wybór jest arbitralny, jak nasz: łaskawość lub niegrzeczność w zależności od nastroju. Znaczy to raczej, że nie jest On zobowiązany ujawnić się nam tylko dlatego, że przyszliśmy i patrzymy w Jego kierunku. Bardzo ważne by pamiętać, że zarówno Bóg, jak i my możemy swobodnie przyjść i odejść; wolność jest ogromnie ważna, gdyż charakteryzuje prawdziwy związek.

Kiedyś młoda kobieta, po okresie modlitewnego życia, w którym Bóg zdawał się być niezmiernie bliski i znany, nagle zupełnie straciła kontakt z Nim. Ale bardziej niż smutek z powodu straty przeżywała ona strach przed pokusą zastąpienia nieobecności Boga przez wyobrażenie fałszywej Jego obecności. Prawdziwa nieobecność i prawdziwa obecność Boga są równie dobrymi dowodami Jego autentyczności i konkretności związku wynikającego z modlitwy.

Musimy być przygotowani, by ofiarować naszą modlitwę i być gotowym na cokolwiek, co Bóg może dać. Jest to podstawowa zasada życia ascetycznego. W zmaganiach o zachowanie dążenia do Boga i walki przeciw wszystkiemu, co jest w nas ciemne, co uniemożliwia nam patrzenie w stronę Boga, nigdy nie możemy być całkowicie pasywni czy aktywni. Nie możemy być aktywni w tym sensie, że niezależnie jak bardzo miotalibyśmy się, nie możemy wspiąć się do nieba czy sprowadzić stamtąd Boga. Ale nie możemy również być pasywni, siedzieć i nic nie robić, bo Bóg nie traktuje nas jako obiekty; nie byłoby prawdziwego związku, gdybyśmy byli tylko przedmiotami Jego działania. Ascetyczne podejście to czujność, czujność żołnierza, który stoi w nocy sam, w maksymalnym bezruchu, i jest świadomy wszystkiego, co dzieje się wokół niego, gotowy odpowiedzieć właściwie i prędko na cokolwiek, co może się stać. Jest on z pozoru bierny, stoi i nic nie robi, ale z drugiej strony jest bardzo aktywny w swojej czujności i całkowitym skupieniu: słucha i patrzy z podwyższoną percepcją, gotowy na wszystko.

Życie wewnętrzne jest dokładnie takie samo. Musimy stać przed Bogiem w kompletnej ciszy, skupieniu i bezruchu. Możemy czekać godzinami lub przez dłuższe odcinki czasu, ale nadejdzie chwila, gdy nasza czujność będzie nagrodzona, bo coś będzie się dziać. Jeżeli jesteśmy czujni i skupieni, jesteśmy gotowi na wszystko, co może się przydarzyć, a nie na coś konkretnego. Musimy być gotowi, by otrzymać od Boga dowolne doświadczenie, które nam zsyła. Gdy modlimy się przez pewien czas i czujemy jakieś ciepło, łatwo wpadamy w pokusę przyjścia następnego dnia i oczekiwania tego samego. Jeśli w przeszłości modliliśmy się gorąco, ze łzami, ze skruchą, czy z radością, przychodzimy do Boga czekając na to samo. Często przeoczamy nowy kontakt z Bogiem, gdyż czekaliśmy na stary.

Bliskość Boga może być wyrażona na wiele sposobów; może to być radość, strach, skrucha czy cokolwiek innego. Musimy pamiętać, że to, co poczujemy dzisiaj jest nieznane, gdyż Bóg takim, jak Go znaliśmy wczoraj, nie jest Bogiem takim, jakim może objawić się On nam jutro.

metropolita Antoni (Bloom)

Na podstawie: mitras.ru

fotografia: MichalD /orthphoto.net/