Zmaganie z modlitwą

tłum. Gabriel Szymczak, 17 października 2020

Jeśli zapytasz kogokolwiek w cerkwi o modlitwę, najprawdopodobniej użyje określenia: przyjemne doświadczenie, rozmowa z Bogiem, kontakt z Absolutem - lub innych, ogólnikowych określeń, z natury samych pozytywnych.
Inaczej jest, gdy podczas spowiedzi ojciec spowiednik zadaje to samo pytanie. Najprawdopodobniej usłyszy więcej o braku czasu, utracie koncentracji, prokrastynacji (odkładaniu spraw na później) i walce w ogóle. Prawda jest taka, że o modlitwie łatwiej jest mówić niż ją praktykować.

Jednym z głównych powodów, dla których zmagamy się z modlitwą, jest to, że oczekujemy od niej innego doświadczenia niż to, które faktycznie w większości przypadków otrzymujemy. Czytając książki takie jak ‘Opowieści pielgrzyma’ czy Filokalia, możemy przynajmniej na początku odnieść mylne wrażenie co do tego, czym jest modlitwa, ponieważ zapominamy, że wspaniałe przeżycia opisane w tych książkach należą do osób, które dosłownie zmagały się z modlitwą przez całe życie. Wszyscy spodziewamy się porywającej radości w Panu i wzięcia naszych dusz do trzeciego nieba. Cóż, u większości z nas to się nie zdarza.

Sam Jezus Chrystus modlił się na ziemi i nie wszystkie Jego modlitwy były doświadczeniem typu „miły spacer po parku”. Weźmy na przykład modlitwę w ogrodzie Getsemani: „Pogrążony w udręce jeszcze usilniej się modlił, a Jego pot był jak gęste krople krwi, sączące się na ziemię." (Łk 22, 44). W Jego modlitwie był ból, ale gdy zmagał się tak w modlitwie, stawała się ona głębsza, wychodziła z głębi Jego ludzkiej natury, wołając o pomoc i wyzwolenie.

To samo dotyczy nas: w obliczu cierpienia modlimy się intensywniej i poważniej. W cierpieniu modlimy się szczerze, nie ma już zwyczajowej, nieformalnej modlitwy, kryje się za nią prawdziwy cel. Problem polega na tym, jak przenieść te rzadkie chwile szczerej modlitwy do naszej codziennej rutyny modlitewnej?

Powodem szczerej modlitwy w cierpieniu jest to, że mamy cel, konkretny cel, którego pragniemy całym sobą. Czy jednak nie powinniśmy mieć tego samego pragnienia w odniesieniu do słów recytowanych automatycznie podczas porannych lub wieczornych modlitw? Czy nie powinniśmy modlić się tak mocno o zbawienie naszych dusz, jak o zdrowie naszych ciał? Oczywiście, ale dla wielu z nas dusza jest czymś abstrakcyjnym, teoretycznym, a ciało - namacalne i konkretne. Bardziej wpływa na nas to, co odczuwamy zmysłami, niż to, co obiecuje nam Pismo Święte.

Modlitwa jest niewątpliwie jednym z najtrudniejszych ćwiczeń ascetycznych, ponieważ wymaga połączenia wiary, woli, wytrwałości i cierpliwości, które jest bardzo trudno osiągnąć. Modlitwa wymaga nauki, której nie można pominąć. Nie możemy dotrzeć do wizji Boga i uczestniczyć w niestworzonym świetle w naszej pierwszej godzinie modlitwy; osiąga się to raczej wraz z innymi cnotami chrześcijańskimi, gdy dusza jest oczyszczana z grzechu - staje się ona lekka i bardziej prawdopodobne jest, że podniesie się do Pana.

Jak więc uczyć się modlitwy? Ojciec z pustyni został zapytany przez nowicjusza „Abba, jak mam się modlić?” Ojciec odpowiedział: „Módl się, a modlitwa nauczy cię wszystkiego”.

Oczywiście ta głęboka odpowiedź nie zadowoli niektórych naszych współczesnych chrześcijańskich braci, więc oto kilka wskazówek dla początkujących.

• Pierwszym i niezbędnym krokiem jest stworzenie minimalnej, codziennej rutyny. Zwykła wymówka, że jestem zbyt zajęty, by się modlić, nie wystarczy, skoro Amerykanie oglądają telewizję średnio przez 4-5 godzin dziennie. Najważniejszym celem jest osiągnięcie spójności.

Duchowa „rozgrzewka”: czytanie z Pisma Świętego i pism Ojców Świętych o modlitwie, cnotach i skrusze jest budulcem zwiększonego apetytu na modlitwę.

• Tworzenie atmosfery modlitwy: ikony, światło świec, kadzidło, czotki, wszystko to przyczynia się do skupienia się na wewnętrznym królestwie.

• W wierze prawosławnej modlitwa powinna obejmować zarówno ducha, jak i ciało. Klękanie lub stanie, pochylanie głowy, podnoszenie rąk, wykonywanie pokłonów - to sposoby, za pomocą których nasze ciało aktywnie uczestniczy w akcie modlitwy.

Ustalenie rozsądnych oczekiwań. W społeczeństwie, które na co dzień pragnie natychmiastowego zaspokojenia, można łatwo dać się zwieść odpowiedziom, które wydają się być dane podczas modlitwy. Większość ludzi nie ma już cierpliwości, aby czekać na Bożą odpowiedź i porzuca modlitwę po kilku „nieudanych” próbach. Odpowiedzią na ten problem jest nauczenie się akceptowania woli Bożej. Ten temat jest obecny w typowych modlitwach prawosławnych, jak na przykład w następującej modlitwie skierowanej do Bogurodzicy (cs - Caryce moja prebłagaja):

„Królowo moja najłaskawsza, nadziejo moja, Bogurodzico, ucieczko sierot i orędowniczko wędrowców, radości cierpiących, opiekunko znieważanych! Zobacz moją nędzę, zobacz mój ból, pomóż mi słabemu, nakarm mnie jako tułacza. Znasz moje krzywdy i rozwiąż je, jak zechcesz, albowiem nie mamy innej pomocy poza Tobą, ani innej Orędowniczki, ani łaskawej Pocieszycielki, tylko Ciebie, o Matko Boża; zachowaj mnie i otocz opieką na wieki wieków, amen." 

Odrzucenie poszukiwania mistycznego doświadczenia. Większość Ojców ostrzega nowicjuszy przed niezwykłymi wizjami i doświadczeniami, które mogą mieć wątpliwe pochodzenie. Zbiory ojców pustyni są bogate w opowieści o młodych mnichach oszukanych przez diabła, który zwabia ich na fałszywe mistyczne spotkania. Ich akceptacja przyciąga jedynie dumę i fałszywe poczucie osiągnięcia. Modlitwa to nie zawody, to poważna sprawa między nami a Bogiem.

Modlitwa nie może istnieć w próżni, odcięta od innych rzeczy niezbędnych do pobożnego życia. Modlitwa musi łączyć się z nawróceniem, pokorą, miłością i postem. Tylko w tym świętym towarzystwie modlitwa rozkwitnie i napełni nasze życie słodkim aromatem Ducha Świętego. „Cokolwiek przetrzymałeś z miłości do mądrości, przyniesie ci owoc w czasie modlitwy”. (Z wypowiedzi ojców świętych)

W końcu modlitwa jest spotkaniem z Bogiem‚ to budowanie osobistej relacji, która wymaga troski i wytrwałości. Im więcej się komunikujemy, tym bardziej zbliżamy się do drugiej Osoby, a rozmowa za każdym razem staje się bardziej satysfakcjonująca.

Modlitwa to bezpośrednia rozmowa z Bogiem „bycie zawsze z Bogiem”, zjednoczenie z Nim duszy i umysłu. Człowiek staje się jednym z aniołami i jednoczy się z nimi w nieustannej chwale i tęsknocie za Bogiem. - św. Symeon z Salonik.

o. Vasile Tudora

za: Gladsome Light Dialogues - An Orthodox Blog

fotografia: alik /orthphoto.net/