Reakcja na Ewangelię

tłum. Gabriel Szymczak, 14 października 2020

Czytanie ze Świętej Ewangelii według św. Marka. (8, 34 – 9, 1)

Moi drodzy bracia i siostry, głoszenie jest radosnym, ale i poważnym przedsięwzięciem. Nauczanie Ewangelii Pana Jezusa Chrystusa nie jest czymś nudnym ani przyziemnym. To coś potężnego i życiodajnego. Powinniśmy reagować na jej słowa, gdyż jest ona dynamiczna, wypełniona duchem i potężna. Nasza reakcja powinna być negatywna w stosunku do nas samych i pozytywna w stosunku do nauczania Pana Jezusa Chrystusa.
Dlaczego miałaby być negatywne wobec nas? To wydaje się dziwne. Żyjemy w społeczeństwie, które rozpieszcza każdego człowieka i kładzie nacisk na poczucie własnej wartości jako cel rozwoju. Problem polega na tym, że prowadzi to nas do pychy i samowystarczalności, a jeśli jesteśmy dumni i samowystarczalni, ulegamy złudzeniom, że nie potrzebujemy w naszym życiu Boga. Mamy wrażenie, że nie mamy czego się uczyć i na pewno nie musimy tracić czasu na rozwijanie relacji z Jezusem Chrystusem i Jego świętymi. Zaczynamy wierzyć w siebie i ufamy, że nasze opinie są dobre, godne zaufania lub ważne. Dlatego właśnie mówię wam, że powinniśmy mieć wobec siebie negatywną reakcję, która doprowadzi nas do skruchy i pokornego ducha, który może uczyć się u stóp naszego Pana Jezusa Chrystusa.

Jednak dzisiejsze społeczeństwo jest bezpośrednim wynikiem tego, o czym właśnie wspomniałem. Jest to społeczeństwo, które wyrosło na poczuciu własnej wartości i dumie. To zainfekowało prawie każdy aspekt życia. Czyny i działania, które powinny wywoływać wstyd, są powodem do dumy, a społeczeństwo posunęło się nawet do tego, że toleruje i świętuje te okropne i haniebne rzeczy.

I w tym naszym społeczeństwie wydarza się także coś przeciwnego – tematem ukrytym, tematem - tabu staje się największa mądrość, jaką kiedykolwiek dano światu, nauka naszego Pana. Wstydzimy się Jego słów. Boimy się stanąć w obronie naszej wiary i naszych przekonań. Więc świat stoi do góry nogami. To, co powinno dać nam pewność siebie i radość, przynosi nam wstyd i milczymy pośród tych, którzy nienawidzą naszego Boga i naszego stylu życia. Jednak nie wstydzimy się rzeczy tego świata, jego zepsucia i fałszywych nauk oraz dróg, które prowadzą do duchowej śmierci. Nasz Pan mówi: „Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę?

Zacząłem od tego, że głoszenie jest radosnym, a zarazem poważnym przedsięwzięciem, a to dlatego, że zostanę osądzony na podstawie tego, czy nauczyłem i ostrzegłem swego bliźniego. Jestem za to odpowiedzialny. Głoszenie jest również radosnym, a jednocześnie poważnym przedsięwzięciem, ponieważ Ewangelia zmusza nas do wybrania strony i zmiany sposobu życia. Nigdy nie pozwala pozostać statycznym w życiu. Albo żyjesz wiernie, albo niewiernie, chociaż istnieje spektrum wierności. Dlatego mówię wam, że powinniśmy mieć negatywny stosunek do siebie i pozytywny pogląd na Chrystusa i Jego słowa życia. Jeśli więc usłyszysz coś, co ci się nie podoba, zrozum, że jednym z celów homilii lub kazania jest ożywienie Ewangelii i jej uaktywnienie w twoim sercu. Zrozum, że nie można jej aktywować, dopóki nasze serce i umysł nie zostaną ukłute i nie zaczniemy zdawać sobie sprawy, że musimy zmienić nasz sposób życia. Tak więc celem kazania nigdy nie jest zaczepienie kogokolwiek. Ono nie jest przeznaczone do ataku. Ma na celu wystawienie naszej ciemności (twojej i mojej) na światło chrześcijańskiej prawdy.

Kiedy długo przebywamy w ciemności i ktoś oświetli nam twarz światłem, będziemy mrużyć oczy i uciekać przed światłem. Będziemy mieć wrażenie, że światło jest okropne, straszne i bolesne. Jednak tak naprawdę nie jest, a taka jest jedynie nasza percepcja, ponieważ tak długo przebywaliśmy w ciemności. Przyzwyczailiśmy się do niej, nie byliśmy bowiem regularnie wystawiani na działanie światła. Tak właśnie jest, kiedy czytamy i studiujemy Pismo Święte oraz słuchamy Ewangelii i homilii, które są oparte na Ewangeliach. Kiedy przyzwyczajamy się do słowa Bożego, podlegamy przemianie pod wpływem światła.

Obecnie prowadzimy dość wygodne życie. Mamy to, czego potrzebujemy. Jesteśmy zabawiani i informowani przez prawie 24 godziny na dobę. Musimy wręcz być czujni – chronić własne zmysły i dzieci przed mediami i zbyt długim czasem spędzanym przed ekranem. To nie tylko wpływa na psychikę i rozwój, ale także odciska piętno na naszych duszach. Konieczna jest równowaga i umiar. Wiem, że kochacie swoje dzieci, traktujecie to zadanie poważnie i w tym przypadku nie ufacie telewizorowi ani komputerowi.

Prowadzimy wygodne, bogate życie. Mamy tak wiele, a jednak według naszego Pana Jezusa Chrystusa, jeśli nie mamy Jego nauk w naszym życiu - jesteśmy naprawdę puści. Co więcej, już nawet nie żyjemy. Jako chrześcijanie jesteśmy wezwani do prowadzenia radykalnego życia, ale nie takiego, jak u radykałów, których widzisz w wiadomościach. Radykalna droga chrześcijanina jest drogą posłuszeństwa nauczaniu Chrystusa i radykalną drogą miłości. Żyjąc tą radykalną miłością narażamy się na prawdopodobny atak i brak zrozumienia. Ale to jest właśnie nasz krzyż na tym świecie. Posłuchajcie słów Pana: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je”.

Na jaki kompromis jesteśmy gotowi, aby czuć się komfortowo lub bezpiecznie na tym świecie? Z drugiej strony, co jesteśmy gotowi poświęcić na tym świecie, aby czuć się komfortowo w obecności Boga oraz Jego aniołów i świętych? Od tej rzeczywistości nie jesteśmy w stanie uciec. Pewnego dnia musimy spotkać Boga. Będziemy w Jego obecności. Czego jesteś gotów odmówić sobie, mając nadzieję na bliższe poznanie Boga? Czy odmówimy sobie części czasu spędzanego w mediach społecznościowych lub na Netflixie? Czy odmówimy sobie trochę czasu, który spędzamy w towarzystwie lub na grach? Czy odmówimy sobie trochę czasu, który spędzamy pracując nad naszymi projektami i podejmując dodatkową pracę? Czas i uwaga, które mamy, są ograniczone. Co by się z nami stało, gdybyśmy poświęcili część tych ograniczonych zasobów nieskończonemu Bogu? Dano ci czas i energię jako wielkie i cenne dary? Jak odpowiesz na te dary i jak je wykorzystasz?

W tym czytaniu Pan powiedział: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje”.
Chcę wam zostawić cytat ze św. Mikołaja Velimirovicia, który pisze: „Co to znaczy wziąć swój krzyż? Oznacza to dobrowolną akceptację każdego środka uzdrawiania, który jest oferowany przez Opatrzność, choćby gorzkiego. Czy spadają na ciebie wielkie katastrofy? Bądź posłuszny woli Bożej, tak jak Noe. Czy wymaga się od ciebie ofiary? Oddaj się w ręce Boga z taką samą wiarą, jaką miał Abram, kiedy poszedł złożyć w ofierze swego syna. Czy zrujnowane zostało to, co posiadasz? Czy twoje dzieci nagle umierają? Przeżyj to wszystko cierpliwie, tak jak Hiob, przylgnij do Boga w swoim sercu. Twoi przyjaciele cię opuszczają, a ty jesteś otoczony przez wrogów? Znieść to wszystko bez narzekania i z wiarą, że Boża pomoc jest w zasięgu ręki, tak jak czynili to apostołowie”.

Jeśli tak zrobimy, nasza radość będzie wielka, ponieważ będziemy prawdziwie podążać za Panem. AMEN.

o. James Guirguis

za: Out of Egypt

fotografia: Adrian Kazimiruk /orthphoto.net/