Modlitwa nieusłyszana, część II

tłum. Joachim Jelisiejew, 12 października 2020

Modlitwa chrześcijańska charakteryzuje się tym, że to modlitwa Chrystusa, przynoszona Ojcu, poprzez pokolenia w ciągle nowych sytuacjach, przez tych, którzy przez łaskę i usynowienie są obecnością Chrystusa w tym świecie. Jest to ciągła, niemilknąca modlitwa do Boga o wykonanie woli Bożej, wedle Jego mądrości i pełnego miłości planu. To oznacza, że nasze modlitewne życie jest jednocześnie walką przeciwko wszystkiemu, co nie jest Chrystusowe. Przygotowujemy grunt pod modlitwę za każdym razem, gdy odrzucamy coś, co nie jest Chrystusowe, co jest niegodne Go. Tylko modlitwa tego, kto może za św. Pawłem powiedzieć Już nie ja żyję, a żyje we mnie Chrystus jest rzeczywistą chrześcijańską modlitwą.

Mimo to, zamiast modlić się o wypełnienie woli Bożej, często usiłujemy Go przekonać do zrobienia tego, co chcemy. Jak takie modlitwy mogą nie być odrzucone?

Niezależnie od tego, jak dobrze się modlimy, musimy być świadomi w każdej chwili, że nasz najlepszy pomysł może być błędny. Niezależnie jak szczere, prawdziwe są nasze zamiary, jak doskonałe są w naszych oczach, każda modlitwa może w pewnym miejscu zboczyć z prawidłowej drogi i dlatego, gdy już powiedzieliśmy wszystko, co mieliśmy do powiedzenia Bogu, musimy dodać, jak Chrystus w Getsemani Ale nie jak Ja chcę, lecz jak Ty. W ten sam sposób możemy użyć wstawiennictwa świętych: przynosimy im swoje dobre intencje, ale pozwalamy im uformować je w zgodzie z wolą Bożą, którą znają.

Proście, a będzie Wam dane. Te słowa są cierniem w chrześcijańskiej świadomości, nigdy nie mogą ani być zaakceptowane, ani odrzucone. Odrzucenie ich oznaczałoby odmowę przyjęcia nieskończonej łaski Bożej, a z drugiej strony nie jesteśmy jeszcze na tyle chrześcijanami, by je zaakceptować. Wiemy, że ojciec nie da kamienia zamiast chleba, ale nie myślimy o sobie jako o dzieciach, które nie rozumieją swoich właściwych potrzeb i tego, co jest dla nich dobre czy złe. Tu leży wytłumaczenie tak wielu nieusłyszanych modlitw. Można je też znaleźć w słowach św. Jana Chryzostoma „Nie niepokój się, jeżeli nie otrzymujesz natychmiast tego, o co prosiłeś: Bóg chce dla Ciebie większego dobra poprzez Twoją stałość w modlitwie”.

Czy milczenie Boga nie jest tragicznym skutkiem naszej głuchoty?

Powtarzam wam: jeżeli dwóch spośród Was zgodzi się prosić wspólnie o coś, mój Ojciec Niebiański wypełni ich prośbę. Ten cytat jest niekiedy wykorzystywany by bić chrześcijan, gdyż nierzadko kilka osób szczerze prosi o coś i nie otrzymuje tego. Te zastrzeżenia kruszą się w chwili, gdy okazuje się, że wspólnota modlących się była koalicją, a nie jednością i że wiara we wszechmoc Bożą jest interpretowana w ten sam sposób, w jaki robili to przyjaciele Hioba.

Co do rzekomej nieprawdy w słowach Wszystkie rzeczy, o które prosicie w modlitwie z wiarą, otrzymacie, odpowiedzią jest modlitwa Chrystusa w Getsemani i częściowo również u św. Pawła:

Jeszcze inni doświadczyli szyderstw, chłosty, kajdan i więzienia. Kamieniowano ich, przerzynano piłą, ścinano mieczem. Tułali się w skórach owczych i kozich, cierpieli niedostatek, ucisk i poniewierkę. Ci, których świat nie był godny, błądzili po miejscach pustynnych, po górach, jaskiniach i rozpadlinach ziemi. A jednak ci wszyscy, choć przez wiarę otrzymali świadectwo, nie doczekali spełnienia obietnicy. Bóg bowiem ze względu na nas przygotował coś wspanialszego, ażeby bez nas nie osiągnęli oni celu.

Niewątpliwie we wszystkich tych sytuacjach było wiele modlitw. Ci, którzy byli gotowi oddać życie za Boga, nie modlili się zapewne o wybawienie, ale o pomoc, a jednak nie otrzymali oni wszystkiego, czego mogli oczekiwać.

Gdy Bóg widzi, że masz dostatecznie wiele wiary, by stać w milczeniu lub akceptować cierpienie, moralne lub fizyczne, dla większego wypełnienia Jego królestwa, może pozostawać milczący, ale w końcu nadejdzie odpowiedź na modlitwę, w nieco inny sposób niż oczekiwałeś.

Św. Paweł mówi (Heb.5:7), omawiając modlitwę Chrystusa w Getsemani, że Jego modlitwa była usłyszana i że Bóg wskrzesił Go z grobu. Św. Paweł nie mówi tu o natychmiastowej odpowiedzi od Boga, Który mógłby oddalić czaszę, o co prosił Chrystus, lecz Bóg dał Chrystusowi siłę do zgody na Bożą wolę, do cierpienia, do wypełnienia Swej misji i to właśnie absolutna wiara Chrystusa pozwoliła Bogu powiedzieć „Nie”. Ale ta sama absolutna wiara Chrystusa pozwoliła na zbawienie świata.

Wiele z naszych modlitw to modlitwy proszalne i ludzie zdają się myśleć, że prośba jest najniższym poziomem modlitwy, potem idzie dziękczynienie, wreszcie wychwalanie. A jednak dziękczynienie i wychwalanie są wyrazem niższej więzi. Na naszym poziomie pół-wiary łatwiej jest śpiewać hymny chwały czy dziękować Bogu, niż uwierzyć Mu wystarczająco, by prosić o coś z wiarą. Nawet ludzie na wpół wierzący mogą dziękować Bogu, gdy spotka ich coś miłego i są momenty euforii, gdy wszyscy mogą śpiewać Bogu. Jest o wiele trudniej mieć tak niezachwianą wiarę, by prosić o coś całym sercem i całym umysłem z pełnym zaufaniem. Nikt nie powinien patrzeć krzywo na prośby, gdyż zdolność do modlitwy proszalnej jest testem realności naszej wiary.

Gdy matka synów Zebedeusza przyszła, by prosić Chrystusa o dwa najlepsze miejsca w raju dla swoich synów, przyszła z pełną wiarą, że Pan może to uczynić, ale myślała, że Chrystus wypełni jej prośbę wedle Jego prawa do działania zgodnie ze swoją wolą, co było niezgodne z nauczaniem: Nie szukam Mojej woli, ale woli Ojca, który mnie posłał. Matka synów Zebedeusza oczekiwała, że Pan arbitralnie wypełni jej prośbę, jako przysługę, bo jako pierwsza przyszła prosić o to. Odmowa Chrystusa podkreśliła, że matka prosiła o dumną pozycję w królestwie Boga, podczas gdy całe Królestwo jest zbudowane na pokorze. Modlitwa matki była uwarunkowana starotestamentowym stosunkiem do przyjścia Mesjasza.

metropolita Antoni (Bloom)
 
na podstawie: mitras.ru

fotografia: MichalD /orthphoto.net/