Modlitwa nieusłyszana

tłum. Joachim Jelisiejew, 05 października 2020

W opowieści o Kananejce widzimy, że Chrystus, przynajmniej z początku, odmawia odpowiedzi na modlitwę, mocno testując ją. Kobieta prosi o coś jak najbardziej właściwego, przychodzi z pełną wiarą i nawet nie mówi jeżeli możesz, a po prostu przychodzi pewna, że Chrystus może i chce, i że jej dziecko będzie uleczone. Odpowiedzią na tę modlitwę jest „Nie”. Nie dlatego, że modlitwa jest niegodna lub niewystarczająca, ale po prostu ona jest niewłaściwą osobą. Chrystus przyszedł do Żydów, a ona jest poganką; On nie przyszedł do niej. Mimo to, ona nalega „Tak, jestem niewłaściwą osobą, ale nawet pies zjada okruchy padające ze stołu pana”. I czeka, pełna wiary w miłość Boga, pomimo tego, co Bóg powiedział, wierząc tak pokornie pomimo powodu, który jej podał. Nawet nie powołuje się na miłość Bożą, odwołuje się po prostu do jej wyrażenia w codziennym życiu: nie mam prawa do bochenka, daj mi tylko okruchy. Początkowo odmawiając jej, Chrystus testuje jej wiarę i jej modlitwa wypełnia się.

Tak często błagamy Boga mówiąc „Boże, jeśli … jeżeli chcesz … jeżeli możesz” zupełnie jak ojciec, który powiedział do Chrystusa Twoi uczniowie nie mogli wyleczyć mojego syna, ale jeżeli Ty coś możesz zrobić, zrób to. Chrystus odpowiada również słowem „jeśli”: jeśli wierzysz, wszystko jest możliwe dla wierzącego. Wtedy mężczyzna mówi: Wierzę, pomóż mojemu niedowiarstwu. Te dwa jeśli są powiązane, gdyż jeżeli nie ma wiary, to Bóg nie ma możliwości, by wejść w daną sytuację.

Zwrócenie się do Boga jest dowodem wiary, ale tylko do pewnego stopnia; wierzymy i nie wierzymy jednocześnie. Wiara ukazuje swoją głębię przełamując nasze zwątpienie. Gdy mówimy: „Wątpię, ale wierzę w Bożą miłość bardziej niż we własne wątpliwości”, staje się możliwym działanie Boga. Ale jeżeli wierzymy w prawo, a nie w łaskę, jeżeli wierzymy, że świat jest mechanizmem, bo Bóg stworzył go tylko jako mechanizm, to nie ma miejsca dla Boga. A jednak doświadczenia wewnętrzne, a razem z nimi nowoczesna nauka, uczą nas, że nie ma absolutnych praw, w które wierzyli ludzie XIX wieku. Zawsze, gdy poprzez wiarę buduje się Królestwo Boże, wtedy tworzy się pole do działania praw Królestwa, do wejścia Boga w daną sytuację z Jego mądrością, zdolnością do przeistaczania zła w dobro, jakkolwiek bez rozregulowywania całego świata. Nasze jeśli nie tyle wątpi w moc Boga, co w Jego miłość i troskę o nas. Boża odpowiedź brzmiąca jeżeli możesz uwierzyć w Moją miłość, wszystko jest możliwe znaczy, że cud nie może się zdarzyć, o ile choćby w małym stopniu, w zadatku,  nie jest obecne Królestwo Boże.

Cud to nie złamanie praw upadłego świata, to raczej ustanowienie praw Królestwa Bożego; cud dzieje się tylko gdy wierzymy, że prawo opiera się nie na władzy, a na miłości Bożej. Wiemy, że Bóg jest wszechmocny, jednak dopóki myślimy, że jest On obojętny, cud nie jest możliwy; by go przeprowadzić Bóg musiałby wymusić swoją wolę, a tego On nie czyni, bowiem samym rdzeniem Jego stosunku do świata, nawet upadłego, jest absolutny szacunek dla ludzkiej wolności i praw. W momencie, gdy mówimy: „wierzę i dlatego zwracam się do Ciebie”, mówimy także „wierzę, że chcesz, że jest w Tobie miłość, że troszczysz się naprawdę o sytuację każdego”. Gdy jest to ziarno wiary, prawidłowe stosunki są nawiązane i cud staje się możliwy.

Oprócz wyżej wspomnianych jeśli, zrodzonych z naszej niewiary w miłość Bożą i przez to błędnych, jest jeszcze kategoria całkiem prawidłowych jeśli. Możemy powiedzieć: „proszę o to, jeżeli jest to zgodne z Twoją wolą i jeżeli prowadzi do dobra, i jeżeli nie ma we mnie ukrytej złej intencji, gdy to mówię” itd. Wszystkie te jeśli są bardzo właściwe, gdyż pokazują, że nie pokładamy pełnego zaufania w sobie. Każda modlitwa proszalna powinna być nimi obwarowana.

Jak Cerkiew jest przedłużeniem obecności Chrystusa w przestrzeni i czasie, tak każda modlitwa powinna być modlitwą Chrystusa, choć to wymaga czystości serca, której nie posiadamy. Modlitwy Cerkwi są modlitwami Chrystusa, szczególnie podczas kanonu eucharystycznego liturgii, który cały jest modlitwą Chrystusa. Każda inna modlitwa, w której prosimy o coś w konkretnej sytuacji, jest zawsze jeśli. W większości wypadków nie wiemy, o co modliłby się Chrystus w danej sytuacji i dlatego wprowadzamy jeśli, które mówi, że na tyle na ile rozumiemy i znamy wolę Bożą, chcielibyśmy, by właśnie to się stało, aby wypełnić Jego wolę. Ale to jeśli również znaczy: wkładam w te słowa pragnienie, by stało się najlepsze i dlatego możesz zmienić tę konkretną prośbę na cokolwiek, co wybierzesz, przyjmując mój zamiar i pragnienie, by wypełniła się Twoja wola, nawet jeżeli chciałbym, żeby się ona dokonała niewłaściwym sposobem.

Gdy, na przykład, modlimy się, by ktoś wyzdrowiał albo powrócił z wyjazdu w określonym czasie, naszym właściwym życzeniem jest dobro tej osoby, ale nie jest dla nas jasne, jak je osiągnąć i nasze kalkulacje mogą być błędne. Jeśli oznacza, że wedle mojej wiedzy, powinno się to dokonać w ten sposób, ale jeżeli mylę się, proszę Boga, by przyjął moją intencję, a nie moje słowa. Starzec Ambroży z Optiny miał dar widzenia właściwego dobra danego człowieka. Klasztorny pisarz ikon otrzymał dużą sumę pieniędzy i zamierzał wyruszyć do domu. Zapewne modlił się, aby wyruszyć niezwłocznie, lecz starzec z rozmysłem przez trzy dni przeciągał jego wyjazd i w ten sposób ustrzegł go, bowiem jeden z robotników planował go zamordować i ograbić. Gdy ikonopisarz wreszcie wyruszył, rozbójnik opuścił już swą zasadzkę i dopiero po latach ikonopisarz odkrył, przed jakim niebezpieczeństwem uchronił go starzec.

Czasami modlimy się za kogoś, kogo kochamy, kto jest w potrzebie i komu nie możemy pomóc. Bardzo często nie wiemy, co jest właściwe, nie znajdujemy słów, by pomóc nawet najukochańszym. Niekiedy wiemy, że nic nie można zrobić poza milczeniem, choć oddalibyśmy życie, by pomóc. W tym duchu możemy zwrócić się do Boga, złożyć całą sytuację w Jego ręce i powiedzieć: „Boże, Ty wiesz wszystko i Twoja miłość jest doskonała. Weź to życie w swoje ręce, uczyń to, co ja staram się uczynić, ale nie mogę”. Modlitwa to zobowiązanie: nie możemy modlić się prawdziwie za tych, którym nie jesteśmy gotowi sami pomóc. Wraz z Izajaszem musimy być przygotowani, że usłyszymy Kogo mam posłać? Kto pójdzie dla Nas? i odpowiedzieć Oto ja, poślij mnie.

metropolita Antoni (Bloom) 

na podstawie: mitras.ru

fotografia: palavos /orthphoto.net/