Dlaczego tak ważna jest regularna modlitwa

tłum. Justyna Pikutin, 02 października 2020

Modlitwa - jest podstawą duchowego życia i jej zaniedbywanie jest niebezpieczne. Dlaczego? Przecież kiedy człowiek się nie pomodli, nie popełnia od razu ciężkich grzechów. Więc o jakim niebezpieczeństwie mowa?

To zadziwiające, ale ludziom, którzy dopiero rozpoczynają swoje życie duchowe, św. Ignacy (Branczaninow) radzi zacząć je właśnie od modlitwy. Nie od czytania Pisma Świętego czy dzieł Świętych Ojców, nie od nauki “Katechizmu” św. Filareta (Drozdowa), w którym wykładane są podstawy wiary prawosławnej, a właśnie od modlitwy. Przecież to ona stanowi żywą więź z Bogiem.

Św.Ignacy mówi, że w świeckim życiu człowiek może być mądry, doświadczony, wiele potrafić, ale jego wiedza nie wpływa na wzrost duchowy w wierze, gdyż w tym celu niezbędne jest osobiste doświadczenie kontaktu z Bogiem. To znaczy, że można znać Pismo Święte, a jednak duchowo pozostawać dzieckiem.

By pomóc wierzącym, Cerkiew Prawosławna ustanowiła obowiązkową regułę modlitewną: modlitwy poranne i wieczorne, modlitwy przed posiłkiem oraz przed rozpoczęciem wszelkiego działania, modlitwy przygotowujące do Eucharystii i inne. Ich celem jest napełnienie duszy dobrymi myślami, podtrzymywanie w świadomości człowieka pamięci o tym, że bezustannie chodzimy przed obliczem Boga.

Czasami ludzie wstydzą się tego, że zwracają się do Boga nie swoimi słowami, a czytają gotową modlitwę. Wydawałoby się, że każdy wie, jakie są jego grzechy, jakie ma zmartwienia. Po co więc czytać modlitwy, nawet jeśli zostały one ułożone przez świętych, ale innych ludzi, którzy mieli swoje problemy i pytania do Boga? Po co czytać “Psalm 50” św. proroka i króla Dawida, jeśli wierzący nie dopuścił się tych grzechów, za które żałował król wypowiadając te pełne pokory słowa?

Odpowiedź jest prosta. Święci, którzy tworzyli modlitwy, byli bliżej Boga niż ludzie, którzy dopiero rozpoczynają drogę przezwyciężania własnych słabości. Korzeniem każdego zła, jakiego dopuszcza się człowiek, jest uszkodzenie grzechem. Król Dawid dokładniej widział siebie, a także słabości i Boże działania, miał właściwy nastrój i głębokie uczucie żalu za grzechy, które odzwierciedla się w jego psalmach. Tak samo jest z innymi modlitwami. Wystarczy się w nie zagłębić i zaczynasz rozumieć, że pasują one do każdej sytuacji. Weźmy na przykład sportowca. Nie mówi on trenerowi: “Dlaczego uczysz mnie jak kopać piłkę. Przecież sam umiem to robić!” Jednak uważnie słucha trenera i ćwiczy różne przyjęcia. Tak też my każdego dnia, czytając regułę modlitewną, w walce z grzechem nabieramy doświadczenia, które zostawili nam święci ojcowie.

Ważne jest, by reguła modlitewna była regularna, to znaczy powinna być ona dostosowana do możliwości człowieka. Niektórzy święci podkreślali, że podstawą reguły modlitewnej są modlitwy poranne i wieczorne. Pozostałe - czytanie Psałterza, kanonów, akatystów, troparionów i innych modlitw - powinno odbywać się w miarę możliwości. Warto poradzić się ojca duchowego, by nie prowadzić zbyt luźnego życia i przeciwnie, by nie wziąć na siebie zbyt uciążliwej reguły. Mało tego, regułę modlitewną można korygować w różnych życiowych sytuacjach i na różnych etapach życia, jednak nie należy zupełnie z niej rezygnować.

Święty Izaak Syryjczyk pisze, że Bóg rozliczy człowieka nie z zaniechania modlitwy, a “ze spowodowanego tym zaniechaniem wejścia w nas biesów”. “Wejdą i zamkną drzwi naszych oczu” - mówi święty. Wtedy biesy już kierują człowiekiem, zmuszając go do działań nieprzyjemnych Bogu. To duchowe prawo. Nie można ułożyć życia tak, by nie zwracać się do Boga i nie dopuszczać do siebie złych duchów. Dlatego św. Izaak Syryjczyk zauważa: “Ten, kto nie podporządkowuje swojej woli Bogu, podporządkowuje się swemu przeciwnikowi”. Oto dlaczego zapominanie o modlitwie jest niebezpieczne.

Złe duchy niekoniecznie od razu zmuszą do popełniania ciężkich grzechów: kradzieży, cudzołóstwa czy zabójstwa. Mogą one zrobić coś gorszego - uśpić czujność wierzącego i wzbudzić w nim dobre zdanie o sobie. Człowiek zacznie myśleć, że jest dobry, pobożny, że może poradzić sobie bez cerkwi i modlitwy, a w rzeczywistości będzie znajdował się w demonicznych zachwytach.

Przytoczę przykład. Pewien znajomy opowiadał mi, że pięć razy chorował na zapalenie płuc (jeszcze przed sytuacją z koronawirusem). Oto jaką zależność zauważył: kiedy dobrze się czujesz, to znaczy, że choroba postępuje. I przeciwnie, jeśli wydaje się, że czujesz się gorzej, to znaczy, że organizm prowadzi wzmożoną walkę z chorobą i twój stan się poprawia.

Tak też w tym przypadku: kiedy człowiek przestaje się modlić, myśli, że nic się nie zmieniło w jego życiu duchowym - tak jak wcześniej stara się przestrzegać przykazań, czynić dobro, pomagać innym, nie popełniać wielkich grzechów. Jeśli pojawiła się taka złudna myśl, że nie mam potrzeby by się modlić - to pierwszy sygnał niebezpiecznego stanu ducha.

Biesy boją się modlitwy, a bez niej człowiek staje się bezbronny, wpada w duchowe zaślepienie i ignorancję. Nie czuje, jak budzą się w nim grzeszne pokusy. Dlatego też, “zgodnie z objawieniem z Góry, dla orędownictwa nad naszym życiem”, Cerkiew zatwierdziła regułę modlitewną.

Bardzo rzadko zdarza się, że modlitwa przychodzi lekko. Najczęściej modlitwie towarzyszy wielki wysiłek, trud wewnętrzny, przymuszenie. W takich chwilach przychodzi myśl: “No dobrze, dzisiaj sobie odpuszczę, a jutro już na pewno się pomodlę”. Na takie założenie trzeba zdecydowanie odpowiedzieć sobie: “Nie, pomodlę się i dzisiaj, i jutro!” Tak jak boimy się chorób cielesnych, tak też powinniśmy obawiać się duchowych upadków, które pojawią się, jeśli człowiek będzie zaniedbywał modlitwę. Modlitwa - to ogromny trud, ale bez niej jesteśmy bezbronni i bezsilni w życiu duchowym.

Metropolita Kałuski i Borowski Klemens

za: pravoslavie.ru

fotografia: kcenia.belova /orthphoto.net/