Pies pasterski czy stróżujący?

tłum. Gabriel Szymczak, 04 października 2020

W wydawnictwie „Road to Emaus” przeczytałem wspaniały wywiad z ks. Artemiuszem Władimirowem, duchownym z Moskwy, w którym obszernie mówił on o sakramencie spowiedzi. Mówił w nim o dobrej intencji, ale ostatecznie fałszywej i przeszkadzającej gorliwości niektórych spowiedników, którzy czuli się „jak archanioł z płonącym mieczem, strzegący wejścia do raju. Jeśli któryś z potomków Adama i Ewy odważy się podejść [do Kielicha], natychmiast podnosi swój miecz, aby ich unicestwić. Albo czasem widuję młodego kapłana"0 - kontynuował ks. Artemiusz - „stojącego blisko krzyża i Ewangelii jak pies stróżujący: „Kto odważy się przystąpić do Komunii Świętej?”… Dla niego jedynym celem jest niedopuszczenie ludzi, jak gdyby był sędzią z powieści Dickensa, albo oficerem KGB”.

Ks. Artemiusz oczywiście mówi o swoim doświadczeniu w Kościele w Rosji, które pod wieloma względami różni się od doświadczenia Kościoła tutaj, w Ameryce Północnej. Ale jego obawa, czy duchowieństwo darzy swoje stado współczuciem, ma z pewnością powszechne zastosowanie. Duchowni muszą być jak psy pasterskie, a nie psy stróżujące.

Prawdą jest, że jeden aspekt urzędu duchownego dotyczy udzielania sakramentów, czego nie można czynić bezkrytycznie. W prawosławiu Eucharystia powinna być udzielana tylko prawosławnym. Nie wolno udzielać komunii osobom spoza wspólnoty Kościoła i żyjącym w jawnym i wyzywającym grzechu, jakkolwiek może to ranić ich uczucia. W przypadku tych drugich, zranione uczucia są jednym z celów ich wykluczenia z udziału w Kielichu: św. Paweł mówi o „smutku, który jest z Boga, dokonującym nawrócenia ku zbawieniu” (2 Kor 7: 9-11). Część szafarstwa duszpasterskiego obejmuje rozeznanie odnośnie sprawowania Eucharystii.

Problem pojawia się, gdy to niezbędne szafarstwo prowadzi u szafarza do bezbożnego poczucia mocy i panowania nad wiernymi, i wywołuje uczucie zadowolenia. Wtedy nie jest on już psem pasterskim chroniącym owce, ale psem stróżującym - i do tego niebezpiecznym i kłapiącym zębami psem stróżującym. Czasami trzeba kogoś wyłączyć za jego winę, albo w celu wywołania skruchy u buntownika, albo w celu terapeutycznego rozprawienia się z sumieniem zasmuconego. Ale w każdym przypadku kapłan działa dla zbawienia wiernych i nigdy nie wolno mu zapomnieć, że jego rolą jest służyć im. Nigdy nie może rozkoszować się wykluczeniem, jakby jego zadaniem było ograniczenie liczby przystępujących do Eucharystii do absolutnego minimum. Jego radość musi brać się z włączenia wiernych i ich radości ze zbawczego Kielicha.

Istnieje oczywiście niebezpieczeństwo zbyt przypadkowego przyjmowania Eucharystii. Ale odpowiedzią nie jest mnożenie warunków i naleganie, aby wszyscy przystępujący najpierw przeskoczyli przez liczne obręcze spowiedzi, wypowiadanie licznych kanonów i modlitw oraz rygorystyczny post. Wszystko to jest dobre, ale nie są to warunki przyjęcia Eucharystii, a zadaniem kapłana nie jest działanie policjanta, sędziego i dozorcy sumienia jego stada.

Przypomnijmy sobie, że we wczesnym Kościele nikt nie chodził do spowiedzi i nie otrzymywał rozgrzeszenia, jeśli nie został formalnie ekskomunikowany i nie powracał w pokucie do wspólnoty Kościoła, więc jest po prostu nieprawdą, że nasza Tradycja wymaga spowiedzi jako absolutnego warunku wstępnego, zanim będzie można uczestniczyć w Eucharystii. Jeśli ktoś jest pobożny, skruszony i prowadzi życie chrześcijańskie, to chrzest jest jedynym absolutnym warunkiem uczestniczenia w Eucharystii. (Oczywiście jedynie nominalni lub upadli chrześcijanie wymagają innego podejścia duszpasterskiego i to tutaj spowiedź powinna być wymagana). Spowiedź, modlitwa i post są pomocnymi narzędziami i nigdy nie należy z nich rezygnować ze względu na niechęć do nich. Ale są to narzędzie, a nie warunki wstępne - a tym bardziej broń w rękach duchownego, której może używać do kontrolowania swojego stada. W związku z tym o. Artemiusz wspomniał o radach udzielonych przez starszego księdza z czasów radzieckich, które zawierają ponadczasową mądrość: „Bój się tego, że nie pozwolisz komuś na przystępowanie do Eucharystii”.

Zadaniem kapłana nie jest zatem przede wszystkim ochrona Eucharystii przed wiernymi, ale uświęcanie wiernych przez Eucharystię. Jak dobry pies pasterski, powinien prowadzić swoje stado na zielone pastwiska owczarni eucharystycznej Pana, chroniąc Eucharystię nie przed stadem, ale przed wilkami. Z pewnością nasze społeczeństwo obfituje w wilki, które chciwie pożerają racjonalne owce Chrystusa poprzez swoje kłamstwa, pokusy i prześladowania. Nauczając, pasterz - kapłan musi ostrzec swoje stado i uzbroić je przed podstępami świata. Podobnie jak Pan, musi umyć nogi swojemu ludowi, radując się z jego zwycięstw i smucąc się z powodu jego grzechów - jak ktoś, kto osobiście zainwestował w ich zbawienie. I podobnie jak św. Jan, apostoł miłości, musi powiedzieć: „Nie znam większej radości nad tę, kiedy słyszę, że dzieci moje postępują zgodnie z prawdą” (3 J 4). W Dniu Ostatnim będzie musiał zdać z tego sprawę Panu, Głównemu Pasterzowi. On oddał Swoje życie za tę trzodę, a Jego podwładni, pasterze – kapłani, nie mniej powinni czynić.

o. Lawrence Farley

za: No Other Foundation

fotografia: szolucha.w /orthphoto.net/