Kontemplacja Boga a modlitwa

tłum. Joachim Jelisiejew, 07 września 2020

W praktyce kontemplację i modlitwę często miesza się, ale nie jest to groźne, jeżeli kontemplacja przechodzi w modlitwę. Zagrożenie rodzi się, gdy modlitwa przekształca się w rozmyślania. Kontemplacja oznacza przede wszystkim rozmyślania, których przedmiotem jest Bóg. Jeżeli rozmyślając o Bogu coraz głębiej i głębiej napełniamy się duchem modlitewnym, jeżeli obecność Boga staje się autentyczna i widzimy, że naprawdę przebywamy z Nim, jeśli od rozmyślań stopniowo przechodzimy do modlitwy, to wszystko jest w porządku; ale nigdy nie powinniśmy dopuszczać do odwrotnego procesu. W tym względzie modlitwę i myślenie o Bogu należy ściśle rozgraniczyć.

Główna różnica pomiędzy kontemplacją a codziennym nieuporządkowanym myśleniem zamyka się w jasności i uporządkowaniu: kontemplacja jest ascetycznym ćwiczeniem w trzeźwości umysłu. Teofan Rekluz mówi, że gdy ludzie myślą, myśli biegają po naszej głowie jak stado much, jednostajnie, nieuporządkowanie i bezpłodnie.

Pierwszą rzeczą, której trzeba się nauczyć, jakiegokolwiek przedmiotu rozmyślań nie wybralibyśmy sobie, jest postępowanie według wyznaczonej drogi. Gdy tylko zaczynamy myśleć o Bogu, o rzeczach Bożych, o wszystkim, co tworzy życie duszy, to pojawiają się poboczne myśli; ze wszystkich stron widzimy tyle możliwości, tyle interesujących i treściwych rzeczy. Mimo to powinniśmy, wybrawszy przedmiot rozmyślań, odrzucać wszystko prócz wybranego tematu. To jedyny sposób, by utrzymać ruch myśli w jednym kierunku, tak by mogły się pogłębić.

Celem kontemplacji nie jest też samo ćwiczenie myśli, nie powinna ona być czysto intelektualnym zajęciem, lub pięknym, lecz nieowocnym lotem myśli. Powinna natomiast być ukierunkowanym myśleniem, czynionym pod wpływem Boga i nastawionym ku Bogu. Jej skutkiem powinno być ustalenie, jak należy żyć. Należy od początku rozumieć, że korzystnym jest to ćwiczenie w kontemplacji, które pomaga nam żyć w większej zgodności z Ewangelią.

Każdy z nas jest odporny na jedne problemy i podatny na inne. Jeśli nie przywykliśmy do rozmyślań, lepiej zaczynać od czegoś, co jest dla nas żywe, od tych stwierdzeń, które interesują nas, od których nasze serce płonie, czy też przeciwnie, od stwierdzeń, przeciw którym buntujemy się, których nie możemy przyjąć. W Ewangelii spotykamy i jedne, i drugie.

Gdy coś wybierzemy: werset, przykazanie czy zdarzenie z życia Chrystusa, powinniśmy przede wszystkim ustalić właściwą i obiektywną jego treść. To bardzo ważne, gdyż celem rozmyślań nie jest zbudowanie konstrukcji myślowej, a zrozumienie określonej prawdy. Prawda jest już tutaj, dana przez Boga i kontemplacja powinna stać się mostem pomiędzy naszym niezrozumieniem a objawioną prawdą. Tym sposobem możemy wychowywać swój umysł i stopniowo nauczyć się mieć, wedle słów apostoła Pawła, rozum Chrystusa.

Są rzeczy, które możemy zrozumieć tylko w świetle nauki Cerkwi: Pismo Święte należy rozumieć poprzez rozum Cerkwi, rozum Chrystusa, gdyż Cerkiew nie zmienia się; ona w swoim wewnętrznym doświadczeniu kontynuuje to samo życie, którym żyła w pierwszym wieku. Słowa wypowiedziane przez św. Pawła, Piotra, Bazylego czy innych na zawsze zachowują swoje znaczenie. Zatem, po zrozumieniu powszedniego znaczenia słowa, powinniśmy sprawdzić, co rozumie przez to słowo Cerkiew. Dopiero potem możemy być pewni znaczenia tekstu i mamy prawo rozpocząć rozmyślania nad nim. Gdy zrozumiemy znaczenie tekstu, należy od razu sprawdzić, czy daje on nam bezpośrednio rozumiany jakąś radę lub przykazanie. Celem kontemplacji i zrozumienia znaczenia Pisma Świętego jest wypełnienie woli Bożej: powinniśmy rozumować praktycznie i postępować zgodnie z tym, co zrozumieliśmy. Gdy zrozumiemy sens, gdy Bóg powie nam coś poprzez tekst, powinniśmy wniknąć w jego istotę i sprawdzić, co możemy zrobić. Podobnie robimy, gdy przyjdzie nam do głowy dobry pomysł: stwierdzamy, że jest on słuszny i natychmiast zaczynamy zastanawiać się, jak wprowadzić go w życie: w jakich okolicznościach i jakim sposobem. Nie wystarczy zrozumieć, co można uczynić i z zachwytem opowiadać o tym swoim przyjaciołom; trzeba działać. Egipski święty Paweł Prosty usłyszał pewnego razu, jak Antoni Wielki czyta pierwszy werset pierwszego psalmu: Błogosławiony mąż, które nie idzie za radą występną — i w tym samym momencie Paweł odszedł na pustynię. Dopiero po trzydziestu latach, gdy Antoni znowu go spotkał, święty Paweł z głęboką pokorą rzekł: „Spędziłem ten czas, próbując stać się człowiekiem, który nigdy nie idzie za radą występną”. Do doskonałości nie potrzeba zrozumieć wiele, natomiast trzeba spędzić trzydzieści lat w cierpieniach, zrozumieć czym jest nowy człowiek i stać się nim.

Często rozważamy przez chwilę lub dwie i przechodzimy dalej. To niewłaściwe podejście. Jak już widzieliśmy, potrzeba dość długiego czasu, by nauczyć się skupienia, by stać się, jak mówią ojcowie, uważnym człowiekiem; tym, który jest w stanie wnikać w jakąś myśl tak długo i głęboko, żeby niczego z niej nie uronić. Wszyscy duchowi autorzy dawni i teraźniejsi powiedzą wam: weź tekst, rozmyślaj nad nim, godzina po godzinie, dzień po dniu, dopóki nie wyczerpiesz wszystkich swoich możliwości umysłowych i emocjonalnych, i dopóki - czytając wielokrotnie tekst - nie dojdziesz do nowego podejścia do życia. Bardzo często kontemplacja zawiera się w tym, żeby wnikać w tekst, powtarzając raz po raz słowa Boga skierowane do nas, aby tak zjednoczyć się z nimi, na tyle je wpoić w siebie, że stopniowo my i słowa staniemy się jednością. W tym procesie, nawet jeżeli wydaje nam się, że umysłowo nie wzbogaciliśmy się, jednak zmieniamy się.

Często zdarza nam się chwila, którą możemy poświęcić na rozmyślania. W codziennym życiu jest tyle sytuacji, w których nie mamy nic do roboty prócz czekania i jeżeli jesteśmy zdyscyplinowani (co także jest częścią duchowego wychowania), zdołamy się szybko skupić na przedmiocie rozmyślań. Powinniśmy uczyć się, zmuszając myśli do skupienia w jednym punkcie, wyłączenia się ze wszystkiego innego. Z początku będą nieustannie przerywać nam poboczne myśli, ale jeżeli niezmiennie będziemy je odrzucać, koniec końców zostawią nas one w spokoju. I dopiero gdy dzięki treningowi, ćwiczeniom i nawykowi będziemy w stanie skupiać się głęboko i szybko, będziemy mogli żyć w stanie skupienia niezależnie od tego, co czynimy.

Zauważać obecność pobocznych myśli to już oznacza pewien stan skupienia. Możemy znajdować się w tłumie, wśród ludzi i jednocześnie być całkowicie sami. Otoczenie nas nie porusza, to od nas samych zależy dopuszczenie bądź niedopuszczenie, żeby to, co zachodzi na zewnątrz, stało się wydarzeniem w naszym wewnętrznym życiu. Jeśli dopuścimy do tego, nasze wewnętrzne skupienie rozproszy się; jeżeli zaś nie dopuścimy, możemy w całkowitym zjednoczeniu i skupieniu przebywać w obecności Bożej, cokolwiek by nie zachodziło wokół nas. Przypomina mi się opowiadanie: domownicy pewnego muzułmanina powinni byli milczeć, gdy przychodził gość, ale wszyscy wiedzieli, że można hałasować w czasie, gdy głowa rodziny się modli, gdyż w tym czasie on niczego nie słyszy; pewnego razu stało się tak, że nie przeszkodził mu nawet pożar, który wybuchł w jego domu.

Zdarza się, że znajdujemy się wśród ludzi pogrążonych w gorącym i nierozwiązywalnym sporze. Nie możemy wyjść, nie wywołując jeszcze większego nieporządku, ale możemy myślami wyłączyć się, zwrócić się do Chrystusa i powiedzieć: „Wiem, że jesteś tutaj - pomóż!”. I po prostu pozostać z Chrystusem. Gdyby nie brzmiało to absurdalnie, można byłoby poradzić: sprawcie, by Chrystus był obecny przy sporze. Obiektywnie jest On obecny zawsze, ale jest różnica pomiędzy obiektywną obecnością, a taką, gdy aktem wiary wprowadzamy Go w określoną sytuację. Nie trzeba czynić niczego, prócz siedzenia z boku i przebywania z Chrystusem, pozwalając innym mówić. Jego obecność uczyni więcej niż wszystko, co moglibyśmy powiedzieć. W spokoju i ciszy pozostając z Chrystusem nieoczekiwanie zobaczymy, że możemy od czasu do czasu powiedzieć coś istotnego, czego nie powiedzielibyśmy w zawierusze sporu.

metropolita Antoni (Bloom)
 
na podstawie: mitras.ru

fotografia: palavos /orthphoto.net/