Czyń dobro, które możesz czynić

tłum. Gabriel Szymczak, 27 sierpnia 2020

Św. Jan Chrzciciel stanął przed trudnym pytaniem. Przyszli do niego jacyś żołnierze – i czytamy w Ewangelii:
Pytali go też i żołnierze: „A my, co mamy czynić?” On im odpowiadał: „Nad nikim się nie znęcajcie i nikogo nie uciskajcie, lecz poprzestawajcie na swoim żołdzie” (Łk 3, 14).

Z jego odpowiedzi można wnioskować, że najwyraźniej wymuszenia i brutalność były powszechną praktyką. Z pewnością powszechne było plądrowanie miejscowości i dokonywanie okropnych aktów brutalności podczas bitew. Odpowiedź św. Jana jest dość prosta. Niezadane i dlatego bez odpowiedzi pozostają ważniejsze pytania - co z rolą żołnierzy i imperium? Co z właściwymi relacjami ludzi i władzy okupacyjnej? Cisza…

Chrystus zdaje się pomijać implikacje takich pytań, gdy zostaje postawiony wobec kwestii podatków. Dominacja Rzymu nad światem miała swoją cenę – podatki, wiele podatków. Nie były one wykorzystywane dla dobra publicznego, budowy dróg, ochrony „policyjnej” i tym podobnych celów. Wzbogacały Cezara i wspierały stale rozwijający się projekt militarny. Chrystus, trzymając monetę z podobizną Cezara, mówi znamienne słowa: „Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga”. Jest to odpowiedź, która na 20 wieków zrodziła pytania bez odpowiedzi.

Wspólną płaszczyzną odpowiedzi św. Jana i Chrystusa jest to, jak ograniczone są one w swoim zakresie. Żaden z nich nie prezentuje obszernej teorii historii czy praw obywatelskich. Ograniczają się do spraw będących „w zasięgu ręki”.

Myślowe nawyki współczesnej kultury pielęgnowane są w abstrakcyjnych teoriach. Nawet w prostej sprawie niedostatecznej opieki medycznej słyszymy wielość wyjaśnień – z sektora publicznego, prywatnego, a nawet naukowego - w teoriach ekonomicznych. Wydaje się zresztą, że, takie pytania najprawdopodobniej dotyczą kogoś z odległej części kraju, a nie sąsiada z ulicy.

Wyabstrahowane życie jest udręką dla duszy.

Zostaliśmy stworzeni jako istoty wcielone - ciała, w które tchnięto smak i dotyk. Bóg oddaje się nam w bardzo bezpośredni sposób: przez chleb, wino, wodę, oliwę. Prawosławie uczy nas, że ikona jest lepsza niż wyobraźnia. Nie możemy całować wyobraźni. Nasze abstrakcyjne myśli, z pewnością dotyczące rzeczy, które wydają się mieć znaczenie, są odpowiednikiem snów. Wędrujemy po nich, wyrabiamy sobie pełne żaru opinie, które starają się przywiązać nas do tych eterycznych pojęć. Pełni złości i zazdrości, stajemy się rozkojarzeni. Mija dzień, a my nie uczyniliśmy nic poza oddaniem temu naszych dusz.

Zwracamy się do Chrystusa i zastanawiamy się: „Co powinniśmy zrobić?”

Myślę, że odpowiedź jest prosta i szybka: czyń dobro, które masz w zasięgu ręki.

Bóg nieustannie daje nam możliwość czynienia dobra. Czy to w kontemplacji, pracy czy zabawie, akcie miłosierdzia czy modlitwie, dobro jest zawsze możliwe. Zwracanie uwagi na dobro, które jest blisko, pozwala nam uniknąć rozkojarzenia i złagodzić udrękę naszych dusz.

Ostatnio wielokrotnie pytano mnie, czy moim zdaniem chrześcijanie powinni głosować. Nie mam przemyśleń na temat „powinności”. Uważam jednak, że głosowanie może być dobrem, które mamy „pod ręką”. Ale jeśli jest to dobro będące „pod ręką”, to należy je uczynić, gdy jest „pod ręką”. To średnio raz w roku. Kropka. Kiedy ludzie wpadają w wir politycznych namiętności, „głosują” wiele razy dziennie, bez skutku. To nic innego jak fantazja i rozrywka, rozmowa będąca ćwiczeniem jałowości.

Kiedy po raz pierwszy pojawiło się 55 maksym ojca Thomasa Hopko, uderzyło mnie jak konsekwentnie wskazywały na to, co bezpośrednie, małe, ukryte. Czytając je ponownie, znalazłem kilka z nich wartych rozważenia w tym zakresie:
Bądź zwyczajną osobą, jednym spośród ludzkiego rodu.
Bądź uprzejmy dla wszystkich, przede wszystkim dla członków rodziny.
Bądź wierny w małych rzeczach
Wykonaj swoją pracę, a potem zapomnij o niej.
Bądź prosty, ukryty, cichy i mały.
Myśl i mów o rzeczach nie więcej, niż jest to konieczne.
Uciekaj przed wyobraźnią, fantazjowaniem, analizowaniem, znajdowaniem rozwiązań problemów.
Nie próbuj nikogo przekonywać do czegokolwiek.
Nie miej żadnych oczekiwań, z wyjątkiem tego, że będziesz podlegać gwałtownym pokusom aż do ostatniego swego oddechu.


Ostatnią z tych rad zawarłem na dowód, że takie „proste” istnienie jest w naszych czasach szalenie trudne. Podejrzewam, że nasze rozproszone życie i egzystencja oparta na mrzonkach i marzeniach, są nie tylko wypełnione pasjami, ale także demonami. Jak mogłyby nie być? Zawsze mądrą radą jest stwierdzenie, aby unikać nawiedzeń przez demony. Jeśli w danym dniu trudno ci oderwać się od rozpraszających spraw i wrócić do dobra, które jest w zasięgu twojej ręki, to znaczy, że właśnie prowadzisz duchową walkę, jesteś na pierwszej linii frontu i w tym miejscu, w którym twoja obecność i twoje modlitwy są najbardziej potrzebne.

To tu spotkają się z tobą aniołowie i święci.

o. Stephen Freeman

za: Glory to God for All Things

fotografia:  MichalD /orthphoto.net/