Zmusić się do modlitwy

tłum. Gabriel Szymczak, 23 sierpnia 2020

Proszę, nie chmurz się. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, jak ludzie w Kościele zwykle mówią o modlitwie. Wiem, że modlitwa jest dla duszy tym, czym pokarm lub powietrze dla ciała. Wiem też, że nie można kogoś kochać i jednocześnie nie chcieć z nim rozmawiać. Ale jednak...
Czy jest jakiś duchowny, który nie mógłby wymienić 5-10 swoich parafian, którzy powiedzieli mu podczas spowiedzi, że pomijają część modlitw lub całkowicie z modlitwy rezygnują?
Cóż, my, duchowni, też musimy przyznać, że nie zawsze jesteśmy przykładem nieustannej modlitwy, którym powinniśmy być, nieprawdaż? Podczas gdy tradycyjna reguła modlitewna przed liturgią jest mniej więcej stałym zjawiskiem w życiu kapłana, czy jesteśmy równie gorliwi, gdy modlimy się w domu po ciężkim dniu pracy? Lub, na przykład, kiedy w końcu położymy spać wszystkie nasze dzieci (zwłaszcza gdy są małe lub gdy jest ich więcej niż dwoje), jak długo możemy się modlić przed zaśnięciem?

Jeśli więc my, których działalność jest w pełni zależna od modlitwy, czasami jesteśmy zbyt zajęci lub wyczerpani i senni, to cóż powiedzieć o świeckich, z których wielu musi łączyć dwa lub więcej miejsc zatrudnienia, pracujących na długie zmiany, rozdartych między małymi dziećmi a starszymi rodzicami, którzy nie mogą złapać oddechu w niekończącym się wirze prac domowych, są obciążeni pracą, pracami domowymi i rozrywkami swoich dzieci, pracą na roli, chorobami i wieloma innymi problemami, które pojawiają się nagle? Czy każdy z tych biednych ludzi, którzy muszą wcześnie wstawać lub są całkowicie wyczerpani pod koniec dnia, naprawdę ma ochotę się modlić i cieszy się możliwością przeczytania wyznaczonej reguły modlitewnej? Z pewnością nie wszyscy i na pewno nie zawsze.

Nie ma w tym nic zaskakującego ani nagannego. Tak właśnie wygląda dzisiejsze życie. Chciałbym jednak wyznaczyć granicę, na której kończy się zmęczenie, a zaczyna lenistwo: granicę oddzielającą umiar od zaniedbania.

Przede wszystkim, choć może to zabrzmieć banalnie, reguła modlitewna, czyli wymagana modlitwa do Boga po przebudzeniu i przed zaśnięciem jest koniecznością. Jest to konieczne przede wszystkim dlatego, że jest to nasze doświadczenie obcowania z Bogiem. Bądźmy szczerzy: naszego życia modlitewnego nie wyróżnia obfitość ani płodność. Dlatego doświadczenie modlitwy, nawet jeśli trwa to dziesięć czy piętnaście minut, jest dla nas niezwykle cenne i nie jest to przesada. Po drugie, reguła modlitwy nas dyscyplinuje. Jest takie niemal magiczne słowo, które często powoduje pozytywne zmiany i czyni nas lepszymi ludźmi. To słowo to „muszę”. To słowo wymagające, motywujące i dyscyplinujące. Nasza mentalność prowadzi nas do otwarcia się na wszystko, co dobre i miłe. Jednocześnie jesteśmy jednak niewiarygodnie bierni i bezwładni. Gdy jednak pojawia się czynnik, który pobudza nas do działania, gdy tylko usłyszymy słowo „muszę” - zaczynamy działać. Częściej niż rzadziej zbieramy się w sobie i zmuszamy do tego. I prawie nigdy to nie zawodzi.

Z pewnością musisz chcieć się modlić, jeśli chcesz, aby twoja modlitwa była właściwa i dobra. Czy to pragnienie modlitwy może pojawić się samo w sobie? Cóż, może. Może pojawić się samodzielnie raz lub dwa razy w roku, na dziesięć minut. Nie sądzę, żebym musiał cię pytać, czy to doświadczenie modlitwy jest przydatne, czy nie, ponieważ jest to oczywiste. Dlatego jeśli lubisz się modlić, ale robisz to rzadko, przymus wobec siebie może uratować sytuację. Kiedy ktoś modli się regularnie, dzień po dniu, niezależnie od swojej woli, rozwija nawyk modlitwy, nawet tego nie zauważając. Oczywiście będzie się modlić bez entuzjazmu więcej niż raz lub dwa razy, ale będzie rozwijać ten nawyk. Będzie kuszony, by zrobić coś innego, zamiast ciągle się modlić. Będzie niejeden raz musiał przyznać przed sobą, ze wstydem lub dumą, że w ogóle nie chce się modlić.

Możecie zapytać, dlaczego ten rodzaj modlitwy ma znaczenie. Jest pełen nieuwagi, nieszczery i formalistyczny… Tak - jest. Jest też pełen pokonywania samego siebie: swojej niechęci, lenistwa i zaniedbania. Aż roi się od zdecydowanego zaprzeczenia chęci odpoczynku, lenistwu i słabościom. Tak, ten rodzaj modlitwy jest nieskończenie daleki od ideału. Brakuje mu szczerości, uwagi i wiary. Powodem tej modlitwy jest obowiązek, a nie miłość do Boga. W duszy modlącego się pojawia się słowo „muszę” zamiast „wierzę i wyznaję”.
To z jednej strony. Tymczasem tego rodzaju modlitwa jest też prawdziwym ascetycznym przedsięwzięciem. Wytrwałość w jej podejmowaniu stopniowo pozwala przejąć kontrolę. Modlitwy poranne i wieczorne stają się normą. Tak, jeszcze nie lubię się modlić. Nie mogę powiedzieć, że chcę się modlić, ale też nie mogę już żyć bez modlitwy. Potrzebuję tego. Wysiłki mające na celu przestrzeganie reguły są zastępowane przez wysiłki mające na celu zapobieganie utracie skupienia oraz trwanie w świadomej i uważnej modlitwie bez żadnych obcych myśli. Minie więcej czasu i nadejdzie chęć modlitwy. Nie będzie to impulsywne, chwilowe „chcę się modlić”, ale ciągła potrzeba modlitwy, oparta na postawie modlitwy jako konieczności, bez której nie można żyć, ani oddychać. Oczywiście nasza krzątanina, nasze niekończące się problemy, choroby, źle wychowane dzieci i ogrody warzywne nigdzie się nie wybierają - nigdy nie uwolnimy się od zmęczenia, wyczerpania i zgiełku życia. Ale reguła modlitewna ma być zarówno użyteczna, jak i wykonalna. Oczywiste jest, że mała reguła, która jest regularnie przestrzegana, jest lepsza i skuteczniejsza niż duża, którą realizuje się jedynie od czasu do czasu.

Niemniej jednak, nawet przy możliwej do zrealizowania regule, niezbędne jest ustalenie pewnej krytycznej granicy, poniżej której poziom życia modlitewnego nie spadnie - niezależnie od tego, czy jest się zmęczonym, zajętym czy chorym. Niech to będą trzy, dwie lub nawet tylko jedna modlitwa, ale niech będzie ona odmawiana we właściwym czasie bez zaniedbań i pomimo wszystko. Przez resztę czasu zakres reguły będzie normalny i zwyczajowy, ale dostępna będzie również opcja na nietypowe okoliczności.
W tym przypadku reguła spełni swoją główną funkcję, jaką jest zapewnienie ciągłości życia modlitewnego. To jest podstawa do nabycia czystego, uważnego doświadczenia modlitewnego, napędzanego pragnieniem i wiarą.

 o. Włodzimierz Puczkow

za: Orthodox Life

fotografia: cristiangeorge /orthphoto.net/