Strach przed spowiedzią

tłum. Gabriel Szymczak, 22 sierpnia 2020

Maria, siedząca na ławce obok Jana, jest też głęboko zamyślona. „Hmm… myślę, że zaczynam rozumieć, dlaczego powinnam iść do spowiedzi. Ale co mam powiedzieć, kiedy tam dotrę? Wiem, że zrobiłam kilka rzeczy, z których nie jestem dumna, ale oto przerażająca myśl: jak mam to wszystko opowiedzieć innej osobie, zwłaszcza mężczyźnie? Będzie mnie oceniał i prawdopodobnie już nigdy nie spojrzy na mnie tymi samymi oczami. Poza tym skąd mam wiedzieć, że nic nikomu nie powie? Nie sądzę, żebym mogła przezwyciężyć ten wstyd”.

Wstyd jest powszechnym uczuciem u każdego, kto przygotowuje się do spowiedzi, zwłaszcza na początku. Ważne jest jednak, abyśmy go przezwyciężyli, jak radzi św. Jan Chryzostom: „Nie wstydźcie się wejść do cerkwi (aby się spowiadać). Wstydźcie się, kiedy zgrzeszycie, a nie, kiedy się nawracacie”.
Grzech to choroba duszy, którą trzeba leczyć jak każdą chorobę ciała. Tak jak lekarz zadaje pytania o szczegóły dotyczące stanu organizmu, tak duchowny pyta o stan duszy. Obaj próbują osiągnąć ten sam cel: znaleźć chorobę i ją wyleczyć.

Aby pomóc przezwyciężyć naszą winę, „zgodnie z tradycją grecką” rola kapłana zmienia się podczas sakramentu spowiedzi. Na początku jest bratem w bólu, który może odnieść się do rzeczywistości grzechu poprzez osobiste doświadczenie. Przed wysłuchaniem wyznania mówi: Mój bracie / siostro nie wstydź się opowiedzieć Bogu przede mną wszystkiego, co przyszedłeś powiedzieć, ponieważ nie mówisz tego do mnie, ale do Boga, przed którym stoisz.
Zaczyna jako najbliższy krewny, jak ten, którego ukąsił ten sam ból, dzięki czemu penitentowi o wiele łatwiej jest otworzyć przed nim swoją duszę. Jednak po wysłuchaniu spowiedzi zmienia się z brata w kochającego Ojca, dając nam przebaczenie, którego szukamy przez moc Chrystusa. Moje duchowe dziecko, któreś przestąpiło do spowiedzi przed moją pokorną osobą, nie mam mocy odpuszczać grzechów - tylko Bóg może to uczynić.

To znowu nic nowego. Chrystus zrobił to pierwszy. Przyszedł na świat jako jeden z nas, dobrowolnie odarty ze Swojej niebiańskiej chwały i przeszedł przez te same trudności życiowe, co każdy człowiek. Ale kiedy nadszedł czas, objawił Swoją prawdziwą Boską naturę, uwalniając cały świat z więzów grzechu. To samo dzieje się podczas spowiedzi na poziomie osobistym, za pośrednictwem kapłana.

Większość ludzi wstydzi się, ponieważ traktuje sakrament spowiedzi jako niedoskonałą interakcję z drugim człowiekiem. W tym przypadku łatwo do sprawy dodaje się wstyd, podejrzliwość i nieufność. Prawda jest taka, że kapłan niczego nie czyni z własnej władzy i we własnym imieniu, lecz leczy w imię Chrystusa, którego reprezentuje podczas sakramentu. Jest to bardzo wyraźnie stwierdzone w modlitwach sakramentalnych: Jestem tylko świadkiem, składającym przed Nim świadectwo o wszystkim, co masz mi do powiedzenia. Kapłan nie jest po to, by osądzać, ale po to, by stworzyć więź między penitentem a Chrystusem poprzez tajemnicę nawrócenia. Wyznanie wykracza poza ludzkie interakcje i staje się aktem synergii między Bogiem a człowiekiem.

Ostatecznie spowiedź należy rozumieć jako dzieło Boga, a nie dzieło ojca spowiednika, bez względu na to, jak bardzo byłby zdolny. Kapłan uznaje nawet swoją pokorną rolę w modlitwie o przebaczenie: Nie mam mocy odpuszczać grzechów, tylko Bóg może to uczynić. „Kapłan - jak zauważa biskup Kallistos Ware - jest tylko Bożym odźwiernym‚ wprowadzającym nas w Boską obecność”. Wszystkie inne fizyczne znaki, które nas otaczają: ikona Chrystusa, Krzyż, epitrachelion, podkreślają obecność Chrystusa w sakramencie.

Strach przed spowiedzią zaczyna zanikać dopiero wtedy, gdy miniemy już punkt zrozumienia spowiedzi jako interakcji międzyludzkiej i uznamy ją za działanie Chrystusa. Nadal możemy odczuwać wyrzuty sumienia i uronić łzy skruchy za nasze grzechy, jednak wiemy również, że spotkanie nie dotyczy tylko niedoskonałej istoty ludzkiej, ale przede wszystkim jest to przyjście na spotkanie z kochającym Bogiem, który czeka na nas jak Ojciec na syna marnotrawnego, znając nie tylko jego wygląd zewnętrzny, ale także intymne sedno naszych problemów. Nie ma tutaj wstydu, jest jedynie wieczna miłość.

o. Vasile Tudora

za: Gladsome Light Gialogues - An Orthodox Blog

fotografia: mmilenovakovic /orthphoto.net/