Rozterki translatorskie - cz. IV

o. Mariusz Synak, 20 sierpnia 2020



Zapraszam na czwartą część naszych rozterek translatorskich. Na dziś proponuję trzy utwory. Pierwsze z prezentowanych tłumaczeń to piosenka z repertuaru grupy DDT pod tytułem „Ето всё” czyli „Więcej nic”. Piosenka o przyjaźni, sensie życia i sensie odchodzenia. Autorem jest lider i wokalista wspomnianego zespołu – Jurij Szewczuk. Piosenka stara prawie jak świat, powstała w roku 1995, a więc ćwierć wieku temu. Czy temat poruszany w niej się zdezaktualizował? O nie, z pewnością w żaden sposób. Wręcz przeciwnie – dziś, w dobie życiowego pędu, skrótów i spłyceń intelektualnych nie mamy czasu na rozmyślania o rzeczach egzystencjalnych – przemijaniu, przyjaźni, sensie życia.

Sądzę, że prezentowany utwór z racji ciekawego ujęcia wspomnianych trudnych przecież kwestii, okraszonego dobrą i chwytliwą muzyką śmiało może być potraktowany jako niebanalny, mocno liryczny i osobisty traktat o odchodzeniu. Ale proszę się nie obawiać, nie jest ani żałosny, ani sentymentalny. Jest po prostu prawdziwy w swej prostocie i szczerości, w dodatku powodem, dla którego postanowiłem się nim zająć był fakt, iż należy do moich ulubionych utworów. Stąd też chęć podzielenia się nim z Wami, moi Drodzy.…

Tłumaczenie ma swoją historię. Pierwotnie przygotowałem je dla kilku swoich najbliższych przyjaciół i zaprezentowałem im, obiecując wykonać utwór - jeśli do tego dojdzie – na pożegnaniu któregoś z nich. Na razie - Bogu dzięki – mogę im od czasu do czasu prezentować ów utwór na żywo, w pełnym tego słowa znaczeniu. Tekst nie sprawiał większych trudności podczas tłumaczenia, może za wyjątkiem zwrotu: „Жизнь не сахар, а смерть нам не чай”, który przyjął brzmienie następujące: „gorzkie życie, nie osłodzi go śmierć”. Rozumiem, że tu można by polemizować, ale po pierwsze nie potrafiłem znaleźć lepszego wyrażenia, a po wtóre brzmi zupełnie nieźle. W wersji audio naszych rozterek translatorskich refren wykonuję w chórku z samym sobą, słyszalne lekkie różnice tempa i brzmienia, ale - parafrazując tytuł utworu – to wszystko, co mogłem w tej materii uczynić. Wyszło, jak wyszło. Zapraszam – „DDT, „Eto vse” czyli „Więcej nic”.

побледневшиe листья окна
Liście okna wyblakłe do cna
Заростаyut прозрачной водой
Mróz rozkwitnie na nich tuż tuż
У воды нет ни смерти, ни дна
Woda nie ma ni śmierci, ni dna
Я прощаюсь с тобой
Przyjacielu, żegnaj już

Горсть тепла после долгой зимы
Ciepła skrę po zimie długiej jak sen
Донесем в пять минут до утра
Przechowamy, chwilę do świtu masz -
Доживем, наше море вины
Dożyjemy, a bezkresny nasz grzech
Поглощает время-дыра
W czarnej dziurze pochłonie czas

Это все, что останется после меня
Więcej nic, ledwie to zostawię po sobie tu
Это все, что возьму я с собой
Więcej nic, ledwie to wezmę tam

С нами память сидит у стола
Pamięć za stół siadła nasz
А в руке ее пламя свечи
W dłoni świecy przyjazny blask
Ты такой хорошей была
Wspomnień dobrych moc w sobie masz
Посмотри на меня, не молчи
Popatrz na mnie, nie milcz tak

Крики чайки на белой стене
Krzyki mewy w niebie białym jak śnieg
Окольцованой черной луной
Zaręczonym z księżycem w czerń
Нарисуй что-нибудь на окне
Chodź, wymaluj na oknie swój cień
И шепни на прощанье рекой
Tchnieniem rzeki pożegnaj się

Это все, что останется после меня
Więcej nic, ledwie to zostawię po sobie tu
Это все, что возьму я с собой
Więcej nic, ledwie to wezmę tam

Две мечты, да печали стакан
Szklankę łez i marzenia dwa
Мы, воскреснув, допили до дна
Zmartwychwstawszy, pijemy do dna
Я не знаю зачем тебе дан
Nie wiem sam, co mogłem ci dać
Правит мною дорога-луна
Księżycowy prowadzi mnie szlak

И не плачь, если можешь, прости
Nie płacz więc, proszę cię, wybacz mi
Жизнь не сахар, а смерть нам не чай
Gorzkie życie, nie osłodzi go śmierć
Мне свою дорогу нести
Sam swój los ponieść mam, muszę iść
До свидания друг, и прощай!
Przyjacielu, żegnam cię

Это все, что останется после меня
Więcej nic, ledwie to zostawię po sobie tu
Это все, что возьму я с собой
Więcej nic, ledwie to wezmę tam


Przejdźmy do kolejnego utworu - rozluźnijmy się nieco i cofnijmy do dobrych lat pięćdziesiątych, do samej ich końcówki. Rok 1959, 140 minut filmu, przeciekających – jak głosił plakat – przez otwory po kulach, pełnych ciekawej akcji; akcji, która przeszła do historii kina, nie tylko amerykańskiego. Rio Bravo i Wielka Trójka czyli John Wayne, Dean Martin i Ricky Nelson. Z tego też filmu, jak się domyślacie, pochodzi kolejny utwór. Śpiewana przez czuwających w biurze szeryfa dżentelmenów Martina i Nelsona ballada o zgranej paczce kumpli, składającej się z – „My rifle, pony and me”, czyli… No właśnie - dotykamy kwestii trudności przekładu. „Moja strzelba, koń i ja”, ale paczka składa się z „mojej strzelby, konia i mnie”. Kto pamięta (a pozostałym za chwilkę przypomni to sam utwór) smaczku piosence dodaje zakończenie każdej zwrotki, cyklicznie powtarzający się tytuł: „My rifle, pony and me”, występujący w tym brzmieniu niezależnie od przypadku - my, nas, nam, z nami, o nas...

Jak to oddać po polsku? Czy dziewczyna z Amarillo może czekać - wykazując się brakiem elementarnej poprawności gramatycznej - na „moja strzelba, koń i ja”? W sumie może, tylko że oryginalny tekst nie dopowiada, czy np. była świeżą emigrantką zza oceanu czy może została żywcem wzięta z „W pustyni i puszczy”, więc tłumacz nie ma prawa uszczegóławiać (co za dziwne, ale poprawne słowo) detali biograficznych, maskując tym własne braki warsztatowe. Tu na marginesie podam inny, podobny przykład kurczowego trzymania się brzmienia oryginalnego przez polskiego tłumacza. Grupa Lube i spopularyzowana przez nią kozacka pieśń o koniu o takim samym tytule. W tekście rosyjskim: „Мы пойдём с конём по по́лю вдвоём” jest poprawną formą (po uprzednim spersonifikowaniu zwierzaka, czyli nadaniu mu cech osobowych) ale kalkowanie na polski tej konstrukcji po to, by zachować brzmienie oryginału wypada mocno niezręcznie. W efekcie powstało: „Pójdziemy wraz z koniem po polu we dwoje”. To z kolei nasuwa kilka wariantów rozumienia przekładu: a. on, ona i koń, b. on i klacz c. ona i ogier. Podane na szybko przykłady nie wyczerpują możliwości zrozumienia tej frazy. Przecież rosyjskie „вдвоём” oznacza – w zależności od kontekstu zarówno „we dwóch”, jak i „we dwoje”. Rozważania na ten temat postaram się zaprezentować za jakiś czas. Zostawmy jednak to stado nieokreślonych rodzajowo koni i powróćmy do naszych wydarzeń nad Rio Bravo.

Nie powiem, aż prosi się przy takiej okazji wspomnieć o kolejnej ciekawostce – chyba mało kto wie, iż kompozytorem tej miłej sercu melodii jest artysta o jakże typowym, amerykańskim brzmieniu imienia i nazwiska – Dmitrij Tiemkin. Urodzony w rodzinie żydowskiej w Kremieńczuku w guberni Połtawskiej (za czasów carskiej Rosji), na terenie dzisiejszej Ukrainy, czterokrotny zdobywca Oscara, autor całej masy piosenek i ścieżek dźwiękowych zaprezentował widzom błyskotliwą skromność formy, która weszła do klasyki muzyki filmowej.

Wróćmy zatem do tematu. Tłumaczenie na polski jest determinowane przez światową popularność tekstu angielskiego i zawarte w nim słowa pochodzenia hiszpańskiego (wszak rzecz dzieje się w pohiszpańskim Teksasie): kanion (oryginalne brzmienie cañadón), sombrerro i Amarillo. Rzetelne tłumaczenie musi zatem zawierać wspomniane wyrazy-hasła. Słowa te zachowały się w wersji, którą za chwilkę zaprezentuję, w dodatku pozostały na swoich pierwotnych miejscach, co nie zawsze może okazać się możliwe. „Gdzieś w kanionie” czy (jak w oryginale – kanionach) zrymowało się z „kompanionów” (również słowo z kręgu kultury łacińskiej) a sombrerro z prerią (tu akurat wyrażenie francuskie, oznaczające łąkę – prairie, ale jakże jednoznacznie kojarzone z Dzikim Zachodem). A co z Amarillo? To hiszpańska nazwa własna jakiegoś miasteczka, będącego celem wędrówki naszej zgranej paczki. Pierwszym słowem, o jakie chciałem wzbogacić tłumaczenie, była jakaś whisky. Wszak Martin wykonuje tę piosenkę, leżąc na pryczy i paląc papierosa, więc szklanka whisky byłaby bardzo na miejscu i z racji klimatu filmu, i z racji charakteru bohatera (czującego słabość do alkoholu), którego gra Dean. Nie udało się wcisnąć tego słowa w tekst polski, natomiast hiszpańsko brzmiące „Amareno” wydawało się na pierwszy rzut oka jak najbardziej na miejscu. Akurat nie mam doświadczenia z tego rodzaju trunkami, ale na szczęście uzmysłowiłem sobie, że to całe lata świetlne do przodu w rozwoju smaków i smaczków koneserów i entuzjastów tego typu produktu, więc automatycznie ten fakt dyskwalifikuje powyższe rozwiązanie; zresztą sam wielki Dean Martin popijający Amareno trąciłby co najmniej... anachronizmem. Poza tym nie było wówczas potrzeby sięgania po ten niskobudżetowy produkt, ponieważ Wielki Kryzys w Stanach przyjdzie dopiero kilkadziesiąt lat po wydarzeniach w Rio Bravo. Pozostało wytężyć głowę i jakoś złożyć Amarillo do całości z... „moją miłą”. Brzmi – jak za chwilkę mam nadzieję się przekonamy – zupełnie strawnie.

Gatunkowe nazwy występujących w tekście angielskim ptaków pominąłem jako niewiele wnoszące do omawianej historii. Lelek i droździk rdzawoboczny pozostały po prostu ptakami, choć w przypadku tego pierwszego jego obecność w tekście niesie pewną informację. Lelki są ptakami nocnymi, więc jeśli kowboj słyszał śpiew lelka ukrytego w wierzbie w drodze do Amareno, przepraszam, Amarillo, oznacza to, że podróżował nocą. Mówiąc bardziej popularnie, dla lepszego zrozumienia kontekstu – po drodze mógł słyszeć pohukiwanie sowy bądź puchacza. Widocznie albo mu się spieszyło (co zostało oddane w ostatniej zwrotce: „już nie mogę się doczekać”) lub też było po prostu chłodniej. Poprzednia zwrotka: „obok śpi me sombrerro, wstawaj (polecenie skierowane jest do spersonifikowanego sombrerra), w drogę ruszać czas” sugeruje, iż pobudka nastąpiła o godzinie dużo wcześniejszej niż zwykle, inaczej kapelusz sam by się obudził. Późno w nocy lub przed brzaskiem – sugerowany wariant interpretacyjny.

Na tym proponuję zakończyć nasze rozważania na temat tłumaczenia tego tekstu. Praca sprawiła tyle samo trudu co radości, zmusiła do szperania, analizowania, kombinowania. Purystów językowych pragnę przeprosić za skrótowe potraktowanie opisu pracy kowboja w ostatniej zwrotce: „już nie trzeba pętać krów i błąkać się po szlakach” - skróciłem do jednego wersu: „pot i znój są daleko”, po to, by uzyskać przestrzeń dla wyrażenia, w którym to trzech kompanionów, czyli „strzelba, mój koń i ja” nie może się doczekać ślicznej swej... Amarillanki? Pewnie tak... Nie wiem, czy mogę jeszcze podrążyć temat – zwrócę uwagę na jeden malutki szczegół. Końcowe: „strzelba, mój koń i ja” dla większej frajdy mogłaby uzyskać brzmienie nieco inne: „strzelba, mój koń iii-jaaa”, co zabawnie sugerowałoby w poincie albo fakt, iż szlachetny rumak był w gruncie rzeczy kłapouchem lub jeszcze gorzej – że ów zakochany „ja”, śpiewający z dużą dawką autoironii sam mógłby się nim okazać. Wszystkiego inna wymowa, ale jakże zabawnie i zaskakująco zaimek osobowy zmienia się w onomatopeję. Ale pozostawmy trochę humoru na ostatnią piosenkę.


Sun is sinking in the west
Złote słońce niknie już
The cattle go down to the stream
bydło chłodzi w rzece się
The redwing settles in the nest
w gnieździe ptaszek usiadł tuż
It's time for a cowboy to dream
i kowboj może śnić swój sen

Purple light in the canyon
Słońca brzask gdzieś w kanionie
that is where I long to be
w miejscach, które kocha tak
With my three good companions
stara paczka kompanionów
just my rifle pony and me
tj. strzelba, mój koń i ja

Gonna hang my sombrero
Obok śpi me sombrerro
on the limb of a tree
wstawaj, w drogę ruszać czas
Coming home sweet my darling
do mej ślicznej pędzę prerią
just my rifle pony and me
tj. strzelba, mój koń i ja

Whippoorwill in the willow
Wkrótce swą spotkam miłą
sings a sweet melody
słodko o tym śpiewa ptak
Riding to Amarillo
jadę do Amarillo
just my rifle pony and me
tj. strzelba, mój koń i ja

No more cows to be ropin'
Pot i znój są daleko
No more strays will I see
coraz bliżej miła ma
'round the bend shell be waitin
już nie mogę się doczekać
For my rifle pony and me
tj. strzelba, mój koń i ja

Ostatni utwór, którym chciałbym zakończyć nasze spotkanie, przy słuchaniu powinien wywołać co najmniej uśmiech na naszych twarzach. Z drugiej strony przy czytaniu tekstu oryginalnego do śmiechu raczej nie jest. Wręcz przeciwnie, to wyraz życiowego dramatu, odtrąconej miłości, pewnej zdrady i wielokrotnie powtarzającej się prośby o to, by ukochana osoba mimo wszystko nie odrzucała swego ukochanego, a przynajmniej kogoś, kto ją darzy szczerym uczuciem. Diametralna rozbieżność treści i formy. Nie powiem, że taka sytuacja była mi obca – w czasach licealnych, w moim kochanym kołobrzeskim Koperniku czytaliśmy na przerwach z kolegami Hamleta, pokładając się ze śmiechu. To tylko kwestia odpowiedniej intonacji, wymowy, akcentów logicznych… Ale jak ma zachować się w tej sytuacji tłumacz, którego zadaniem jest przybliżenie sensu słuchaczowi polskojęzycznemu i umiejscowienie zachodzących wydarzeń w sferze dlań zrozumiałej? Pomocą z pewnością mógł okazać się teledysk, przygotowany i oficjalnie firmowany przez wykonawców (tak było np. w przypadku Basty i jego „Зажигай” „Zapal mnie”, gdzie dopiero klip wyjaśnił sporo niedopowiedzeń, brzmiących w samym tekście). Dręczony ciekawością sięgnąłem po tę wskazówkę. Wywołała (lekko powiedziawszy) zdumienie. Trzech mołdawskich młodzieńców, śpiewających po rumuńsku o w/w kłopotach i zawiedzionych uczuciach, w przerwach w pogoni za kołującym na start samolotem pląsających radośnie zbójnickiego na skrzydle owego transportowca produkcji byłego ZSRR. Jak to oddać? Jak odnaleźć i przenieść naczelne, główne przesłanie utworu? W tym przypadku mam swoją teorię.

Zacznijmy od początku. Część z was, moi Drodzy, zapewne domyśla się już, o jakiej piosence mowa. Oczywiście, „Dragostea din tei”, „Miłość pod lipą” czyli popularne „Numa iei”. Utwór pojawił się w sierpniu 2003 roku. W ciągu kilku miesięcy (a w dobie raczkujących multimediów i portali społecznościowych to było tempo zawrotne) zdobył pierwsze miejsca list przebojów nie tylko Europy, ale i sporej pozostałej części świata. Przyczyna? Według mnie autor piosenki, Dan Balan wyciągnął wnioski z sukcesu, jaki osiągnęła w roku poprzedzającym wydanie rzeczonego singla grupy O-zone hiszpańskiego szlagieru Asereje grupy Las Ketchup. Refren tej piosenki był absolutnie niezrozumiały dla Europejczyka. Nie tylko zresztą dla niego, był w ogóle niezrozumiały, ponieważ został napisany w niby-języku. To nic osobliwego, zabieg znany i stosowany przez wielu uznanych twórców, pierwszy z brzegu przykład- irlandzka wokalistka i kompozytorka Enya. Refren Las Ketchup był niezrozumiały, ale miał jeden ogromny atut, który słuchacze wycenili na 12 milionów sprzedanych egzemplarzy debiutanckiego albumu hiszpańskiego „girslbandu dla żartu”, jak same się określiły siostry Munioz w jednym z wywiadów. Melodyjny, rytmiczny, dziwnie i zarazem niesłychanie atrakcyjnie brzmiący ciąg słów, pieszczący ucho i po kilku próbach powtórzenia dający ogromną satysfakcję słuchaczom, mogącym śpiewać w chórku z siostrami. Oczywiście, jak byśmy to dziś powiedzieli – on line. Do tego letni klimat słonecznego południa…

Z całym szacunkiem do języka rumuńskiego, jego brzmienie dla Europejczyka jest podobne – mocno egzotyczne, intrygujące i zarazem wręcz uwodzicielskie. Ten sam trik - powtórzenie niezrozumiałej przyśpiewki – "Ma-ia-hii , ma-ia-huu, ma-ia-haa, ma-ia-haha" – i słów refrenu "numa numa iei" nie wymaga specjalnych przygotowań lingwistycznych. Wielki szacunek dla Dana Balana, który po pierwsze – odrobił lekcję z Asereje na piątkę z plusem, po wtóre zrobił dla propagowania języka rumuńskiego prawdopodobnie więcej niż cała reszta narodowych twórców razem wzięta. Europa nauczyła się tekstu w oryginalnym języku. Atuty piosenki – świetna, łatwa do powtórzenia, charakterystyczna i rozpoznawalna melodia oraz dziwnie, ale i ciekawie brzmiący język z wieloma sz, r i ae i um wciągał od pierwszego z nim kontaktu i pozwolił na sukces w języku oryginalnym, bez sięgania po wersję anglojęzyczną, do czego ucieka się wielu twórców, pragnących dotrzeć do szerokiego kręgu odbiorców europejskich.

Do rzeczy. Otóż panowie z grupy O-zone ewidentnie tańczą z radości. W teledysku występują tak naturalnie, że nie ma podstaw wątpić w szczerość tych emocji. Radość, młodzieńczy entuzjazm, przyjaźń w zespole przekazują odbiorcy moc pozytywnych wrażeń. Wróćmy w takim razie do pytania o sens utworu. Tekst, jak powiedziałem wcześniej, jest smutny i wywołuje nastrój wręcz lekkiego przygnębienia. Do swej ukochanej czy swych ukochanych dzwoni kolejno dwóch zalotników, skrywających się pod pseudonimami „Hajduk” i „Picasso”. Oferują dziewczynie swą miłość, prezentują swe zalety. Między Hajdukiem a dziewczyną musiało w dodatku coś zaiskrzyć, albowiem chłopak nawiązuje do miłosnych wydarzeń „pod lipą”, co staje się tytułem utworu. Dziewczyna jednak chce iść, odejść, nie chcąc wiązać się z adoratorem. Ten wobec perspektywy pozostania sam na sam ze swoją odrzuconą miłością nieustannie prosi, by dziewczyna tego nie robiła, by nie odchodziła bez niego, jest mu źle, że nie chce go ze sobą zabrać - „numa iei”. Według mnie przede wszystkim ten projekt był dla chłopaków świetną zabawą, okraszoną gwałtownie i namacalnie rysującymi się perspektywami uzyskania rozgłosu, i to w stopniu niespotykanym dotychczas na rumuńskojęzycznym rynku muzycznym. To jedno.

Co się z tym wiąże – wymierny znak popularności. W jednym z niedawnych wywiadów w telewizji rumuńskiej Dan na pytanie, czy to prawda, że „Numa iei” przyniósł jemu osobiście dochód w wysokości 10 mln euro, po chwili lekkiego zastanowienia odparł: „Wiesz, no nie do końca. Dużo więcej”. Jeśli panowie tańcząc na skrzydle transportowca mieli choć namiastkę owej perspektywy, trudno im się dziwić. Pozostało potraktować tę piosenkę jak żart słowno-muzyczny, który powstał w zamyśle autora jako bardzo chwytny przebój o zasięgu lokalnym, taki do letniego potańczenia. Miał nieść radość, rozluźnienie, łatwo wpadać w ucho. Tak też zdecydowałem się go przetłumaczyć i wykonać. Hajduk, ktoś w rodzaju Janosika i Picasso są tylko pseudonimami, więc nie niosą tu większej informacji o bohaterach. Dla potrzeb naszych odbiorców zastąpiłem je innymi – Romeo (stąd i Julia pojawi się na horyzoncie) oraz Di Caprio jako symbol wziętego ulubieńca i obiektu westchnień niejednego dziewczęcego serduszka. Ciekawostka – traktując tekst jako żart pokusiłem się o odwrócenie przesłania ostatniego refrenu za pomocą tych samych rymów; i tak „nie, nie odchodź, nie opuszczaj mnie, nie porzucaj mnie” zabrzmiało: „lepiej odejdź, lepiej zostaw mnie, w końcu porzuć mnie, z Tobą tylko gubię się”. Miłość pod lipą przekształca się ostatecznie w lipę, jaką okazał się duet ich serc. Ot, taki żarcik.

Miłym drobiazgiem jest też dźwięk smsa, który brzmi dwukrotnie w każdej ze zwrotek po słowach: „esa dałem Ci”. Starsi słuchacze z pewnością pamiętają popularny sygnał wiadomości tekstowej beep - beep, wgrane w telefony fińskiej marki, znanej z produkcji świetnych... kaloszy. Niezależnie od tego polecam serdecznie nowe wykonanie „Dragostea” w duecie z Kateriną Begu. Nostalgiczne, dużo wolniejsze, utrzymane w innej tonacji ukazuje rzeczywistą wartość i przesłanie utworu. Daje również możliwość Danowi wykazania się swym aksamitnym, ciepłym, z lekka mruczącym głosem, który pozwala mu na wykonywanie bardziej refleksyjnych piosenek. Ponieważ jest dobrym, pracowitym autorem tekstów i producentem, nie zostawimy go na długo. Trzy świetne utwory, przeznaczone do zaśpiewania w duetach, czekają na swoją kolej. Cóż, moi Drodzy, serdecznie dziękuję za uwagę i poświęcony czas, zapraszam na „Miłość pod lipą”, a po niej na któreś z kolejnych naszych spotkań.


Alo, Salut, sunt eu, un haiduc,
Cześć, halo! To ja, Romeo,
Și te rog, iubirea mea, primește fericirea.
bądź Julią, proszę Cię, westchnienia przyjmij me.
Alo, a alo, sunt eu Picasso,
Halo, a to Di Caprio, halo!
Ți-am dat beep, și sunt voinic, Esa
dałem Ci, uwierz mi,
Dar să știi nu-ți cer nimic.
choć ładny taki, jednak wierny będę Ci

Vrei să pleci dar nu mă, nu mă iei,
Nie, nie odchodź, nie zostawiaj mnie
Nu mă, nu mă iei, nu mă, nu mă, nu mă iei.
nie porzucaj mnie, bo bez Ciebie zgubię się!
Chipul tău și dragostea din tei,
Tamten dzień - pod lipą bicie serc
Mi-amintesc de ochii tăi.
Przypomina oczy Twe


Te sun, sa-ți spun, ce simt acum,
Cześć, wyznać chcę, że kocham Cię,
Alo, iubirea mea, sunt eu, fericirea.
halo, to ja, Julio ma.
Alo,a alo, sunt iarași eu, Picasso,
Halo, a to Di Caprio, halo!
Ți-am dat beep, și sunt voinic, Esa
dałem Ci, uwierz mi
Dar să știi nu-ți cer nimic.
choć ładny taki, jednak wierny będę Ci

Vrei să pleci dar nu mă, nu mă iei,
Nie, nie odchodź, nie zostawiaj mnie
Nu mă, nu mă iei, nu mă, nu mă, nu mă iei.
nie porzucaj mnie, bo bez Ciebie zgubię się!
Chipul tău și dragostea din tei,
Tamten dzień - pod lipą bicie serc
Mi-amintesc de ochii tăi.
Przypomina oczy Twe

Lepiej odejdź, lepiej zostaw mnie
w końcu porzuć mnie, z Tobą ciągle gubię się
Taką lipą był ten duet serc...
Chcę zapomnieć oczy Twe... 

o. Mariusz Synak

za: cerkiew.info

fotografia: A.Babiogorec /orthphoto.net/