Kiedy wydaje się, że wszystko odeszło bezpowrotnie

tłum. Justyna Pikutin, 16 sierpnia 2020

Stworzony przez Boga świat przyrody nie tylko cieszy oko, ale także niesie w sobie nieco wskazówek dla uważnego człowieka. Przede wszystkim jest ciągłym przypomnieniem o tym, że nie należy upadać na duchu, kiedy wydaje się, że coś ważnego zniknęło z naszego życia i nigdy więcej nie wróci. Nadzieja zawsze pozostaje.
Podam przykład. W dzieciństwie dziewczynka lubiła zrywać z krzaczka owoce agrestu. Rósł on przy ogrodzeniu i był na tyle duży, że trudno było go obejść. Dziewczynka dorastała, ale i krzak nie przestawał rosnąć. Pewnego razu, przy głównej ulicy rozpoczęto prace mające na celu przeprowadzenie gazociągu. Agrest przeszkadzał robotnikom, więc go wycieli. Trudno powiedzieć dlaczego, jednak kiedy ścinali te kłujące gałązki, lekki smutek ogarnął serce dziewczynki. Niejednokrotnie sama kalecząc o nie swoje rączki złościła się, a teraz zrobiło się jej żal tego krzaczka, tak jakby razem z nim odeszły jakieś ważne dni jej życia.

Minęło wiele, wiele lat, dziewczynka dorosła, przebudowała taras, posadziła wokół niego lilie, piwonie, pnącą różę. Widocznie zainteresowanie roślinami zostało w niej z dzieciństwa. Cieszyła się, że nowa odmiana tulipanów tak wcześnie rozkwitła, długo zachwycała się kwitnącą wiśnią, opowiadała sąsiadom, że wzeszła jej petunia.

Pewnego dnia kobieta pieliła chwasty w głębi klombu przy samym ogrodzeniu i wnet odkryła tam cienki, młody pęd agrestu. Początkowo pomyślała, że się pomyliła i że to inna roślina. Jednak nie, to rzeczywiście był agrest. Skąd on się tu wziął? Po drugiej stronie ogrodzenia już od 12 lat leży asfalt. U sąsiadów krzewy rosną w innej części sadu. Skąd się wzięła ta gałązka? Dlaczego wcześniej jej nie zauważyła?

W pamięci odrodził się widok z dzieciństwa: rozłożysty, stary agrest. Oczywiście, nikt by teraz z całą pewnością nie powiedział, skąd na posesji wziął się młodziutki pęd. Czy był on kontynuacją tego wielkiego krzewu, czy też pojawił się jakoś inaczej, jednak obudził w kobiecie te wspomnienia, które wydawałoby się zginęły wiele lat temu razem z krzakiem agrestu. Przypomniała sobie jaki był wtedy dom, sad, przypomniała sobie starszych członków rodziny, którzy tak bardzo zestarzeli się przez te lata. Pojawiła się w niej nieodparta chęć, aby ich zobaczyć, odwiedzić i powiedzieć im, jak bardzo ich kocha.

Opowiem jeszcze jeden przypadek. Człowiek długo interesował się kwiatami. To zainteresowanie było niezmienne: każdego roku starał się on wyhodować jeszcze jedną odmianę roślin dekoracyjnych. Kiedy ktoś pytał, co dać mu w prezencie na święta, niejednokrotnie prosił bliskich o określoną odmianę kwiatów.

Pewnego razu u znajomych zobaczył dorodne, jasne piwonie - przyznał, że dawno marzył o takich i poprosił, by podzielili się z nim. Ucięli mu dwa pędy, ale bardzo malutkie i słabe. Hodowca kwiatów szybko udał się na swoją działkę i posadził je na różnych klombach. Nie zważając na szczególną dbałość, nie zechciały się one zaaklimatyzować w nowych warunkach: niby nie zaschły, ale też wydawało się - nie przyjęły się. Pewności, że roślinki przetrwają, praktycznie nie było. Następnej wiosny hodowca kwiatów nie znalazł piwonii na żadnym klombie. Jednak ciągle miał nadzieję i od czasu do czasu przychodził popatrzeć, czy z ziemi nie pojawiły się pędy. Ale te nie pojawiały się. Był rozczarowany, ale cóż poradzisz.

W ciepłym sezonie hodowca kwiatów zdobył jeszcze dwa rodzaje roślin, a o tych prawie zapomniał. Minął kolejny rok i wiosną w miejscu jednej z - jak się wydawało - obumarłych piwonii przebiły się młode pędy. Oczekiwanie kwitnienia tego roku byłoby zbyt optymistyczne, ale krzak był. Mimo wszystko przetrwał.

Podobnie jak troskliwy hodowca kwiatów regularnie odwiedza klomby, nawozi rośliny, tak też uważny chrześcijanin troszczy się o swoje życie duchowe. Jednak często zdarzają się chwile, kiedy człowieka nachodzi rozpacz. Wydaje się, że próżne są wszystkie jego trudy, staje się on coraz gorszy i nie zasługuje na wybaczenie. Grzeszna myśl! Przecież w ten sposób człowiek wątpi w Boże miłosierdzie. I tu pojawia się pytanie: “Czy powinienem rozpaczać nad swoim zbawieniem? Nie. Ponieważ na to tylko czeka przeciwnik.” - mówi św. Efrem Syryjczyk. Wróg wpędza człowieka w rozpacz, pragnąc go zniszczyć. Ale wystarczy przypomnieć sobie słowa Boga: “Ja nie pragnę śmierci występnego, ale jedynie tego, aby występny zawrócił ze swej drogi i żył” (Ez 33, 11) Nadzieja jest zawsze. Nawet łotr, który już umierał na krzyżu, nie wpadł w rozpacz, a zwrócił się ku Zbawicielowi.

Jak pisał św. Ignacy Branczaninow, nadzieja wszystkich zbawiających się skupia się w Bogu. Dlatego w trudnych sytuacjach należy postarać się bez wątpliwości zaufać woli Bożej. Wtedy trud, który wydawałoby się nie przynosi rezultatów, po pewnym czasie wyda dobry owoc.

Metropolita Kałuski i Borowski Klemens

za: pravoslavie.ru

fotografia: alik /orthphoto.net/