Modlitwa i życie (część 5)

tłum. Joachim Jelisiejew, 10 sierpnia 2020

Kontynuujemy rozważania o modlitwie Pańskiej.

Między Egiptem a pustynią, między niewolnictwem a wolnością leży rozgraniczająca linia: to moment, gdy zdecydowanie działając stajemy się nowymi ludźmi z nowymi moralnymi punktami odniesienia. W terminologii geograficznej to Morze Czerwone, a w słowach Modlitwy Pańskiej to Przebacz nam nasze przewinienia, jak i my przebaczamy. Słowa „jak i my przebaczamy” wyznaczają moment, gdy bierzemy swoje zbawienie w swoje ręce, albowiem cokolwiek czyniłby Bóg, wszystko zależy od tego, co robimy my; ten fakt ma ogromne znaczenie w planowaniu naszego codziennego życia. Jeśli ludzie przechodzący z Egiptu do Ziemi Obiecanej wezmą ze sobą swoje strachy, urazy, nienawiść i żale, będą oni niewolnikami i w Ziemi Obiecanej. Oni nawet nie zaczną stawać się wolnymi.

Dlatego na granicy pomiędzy próbą ognia i pokusą starych przyzwyczajeń stoi niezmienny warunek, którego Bóg nigdy nie uchyla: jak wy wybaczacie. Miarą, którą mierzycie i wam się odmierzy. Jak wy wybaczycie, tak i wam się wybaczy. Nie znaczy to, że Bóg nie chce wybaczyć; ale jeśli my przychodzimy bez wybaczenia, niweczymy tajemnicę miłości, odrzucamy ją i nie ma dla nas miejsca w Królestwie. Nie możemy iść dalej, jeżeli nie otrzymamy wybaczenia, a nie otrzymamy go, dopóki sami nie wybaczymy każdemu, kto zgrzeszył przeciwko nam. To jest prawdą kategorycznie i rzeczywiście: nikt nie ma prawa myśleć, że jest w Królestwie Bożym, że przynależy do Królestwa, jeżeli w jego sercu nie ma pełnego wybaczenia. Wybaczenie wrogom to pierwsza, najbardziej elementarna i charakterystyczna cecha chrześcijanina; bez niego my jeszcze wcale nie jesteśmy chrześcijanami, lecz wciąż jeszcze błądzimy po palącej Pustyni Synajskiej.

Lecz wybaczenie to coś bardzo dla nas trudnego. Wybaczyć w emocjonalnym porywie serca jest względnie prosto; mało kto umie nie cofnąć swego wybaczenia. To, co nazywamy wybaczeniem, to często tylko wypróbowanie człowieka, któremu się wybacza i jego szczęście, jeżeli to tylko próba, a nie odrzucenie: niecierpliwie czekamy oznak skruchy, chcemy być przekonani, że przepraszający to już nie ten sam człowiek. Taka sytuacja może ciągnąć się całe życie. Tutaj nasze postępowanie jest dokładnie przeciwne wszystkiemu, czego naucza i jak każe postępować Ewangelia. Zatem przykazanie wybaczania to nie mała graniczna rzeczka pomiędzy niewolą a wolnością: ono ma szerokość i głębokość, to Morze Czerwone. Izraelici przeszli je nie o swoich siłach, nie w zbudowanych przez siebie łódkach; Morze Czerwone rozstąpiło się mocą Bożą i Bóg przeprowadził ludzi przez morze. Ale po to, by być prowadzonymi przez Boga, należy przyswoić sobie Bożą cechę: umiejętność przebaczania. Bóg „nie zapomina”, w tym sensie, że jeśli kiedykolwiek postąpiliśmy niedobrze, On zawsze, dopóki się nie zmienimy, będzie pamiętać, że jesteśmy w danym punkcie słabi i podatni; ale nigdy nie będzie pamiętać tego w kategoriach wyrzutu czy osądzenia; to nigdy nie będzie przypomniane przeciwko nam. Pan Sam poniesie nasze brzemię razem z nami, przyjdzie do naszego życia; i przyjdzie Mu nieść więcej, Jego krzyż będzie cięższy, On znowu pójdzie na Golgotę, jeśli my nie chcemy lub nie jesteśmy zdolni tego uczynić.

By być w stanie wymówić słowa Zbaw nas od złego, potrzebne jest takie przewartościowanie i tak nowy stosunek do wszystkiego, że z początku ledwo możemy je wymawiać inaczej, niż krzykiem, któremu jeszcze nie odpowiada wewnętrzna zmiana naszej istoty. Łakniemy, ale nasz głód nie może jeszcze zostać zaspokojony; prosić Boga o obronę w czasie próby to prosić o gruntowną przemianę naszej istoty. Umieć powiedzieć Wybacz, jak i ja wybaczam jest jeszcze trudniej, to jeden z wielkich problemów życiowych. Zatem, jeśli nie jesteśmy gotowi odrzucić wszelkiego uczucia urazy przeciwko tym, kto był nam panem lub nadzorcą w Egipcie, nie możemy przejść na drugą stronę. Jeżeli możemy wybaczyć, pozostawić w ziemi niewoli całą swoją niewolniczą psychologię, całą swoją chciwość, zachłanność i gorycz, możemy przejść na drugi brzeg. Znajdziemy się wtedy w palącej pustyni, gdyż przeobrażenie niewolnika w wolnego człowieka wymaga czasu.

Na pustyni jesteśmy pozbawieni wszystkiego, co posiadaliśmy, gdy byliśmy niewolnikami w Ziemi Egipskiej: dachu, schronienia, jedzenia; nie mamy niczego prócz pustyni i Boga. Ziemia nie może nas już karmić; nie możemy już liczyć na naturalną strawę, więc modlimy się: Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj. Bóg daje go, nawet gdy schodzimy z drogi, gdyż gdyby go nie dał, to umarlibyśmy nie doszedłszy do Ziemi Obiecanej. Zachowaj nasze życie, Boże, daj nam czas, poczekaj, dopóki błądzimy, aż odnajdziemy prawidłową drogę!

Chleb powszedni to jeden z możliwych przekładów greckiego tekstu. Ten chleb, po grecku zwany ἐπιούσιον (epioysion), może być powszednim, ale może być także nadnaturalnym. Ojcowie i nauczyciele Cerkwi, poczynając od Orygenesa i Tertuliana, zawsze odnosili te słowa nie tylko do naszych ziemskich potrzeb, ale i do mistycznego chleba eucharystycznego. Jeśli nie nasycimy się w nowy sposób: mistycznym Chlebem Bożym — gdyż teraz nasze istnienie zależy tylko od Boga — nie przeżyjemy (J.6:53). Bóg zsyłał swemu narodowi mannę i dawał mu wodę ze skały, w którą uderzył laską Mojżesz. Oba dary to obraz Chrystusa: Nie tylko chlebem żyje człowiek, ale wszelkim słowem, pochodzącym z ust Bożych to zdanie ze Starego Testamentu, które Chrystus przytoczył, by zawstydzić diabła. To słowo to nie po prostu słowo, ale przede wszystkim Słowo, wiecznie i zawsze brzmiące, Słowo, na którym opiera się całe stworzenie, a potem również Słowo wcielone, Jezus z Nazaretu; dalej to chleb otrzymywany przez nas w eucharystii, którego praobrazem była manna. Woda, płynąca i wypełniająca potoki i rzeki wedle słowa Mojżesza, to praobraz tej wody, która była obiecana Samarytance i Krwi Chrystusa, która jest naszym życiem.

Wyjście, gdy je rozważać w słowach Modlitwy Pańskiej, to złożony obraz; w Przykazaniach Błogosławieństw znajdujemy to samo posuwanie się naprzód: Błogosławieni łaknący i spragnieni, gdyż nasycą się; Błogosławieni miłosierni, albowiem dostąpią miłosierdzia. Z początku jest zwykły głód i pragnienie, brak wszystkiego, co posiadaliśmy i co było darem nieprawdy, darem ziemskim, pieczęcią niewoli, a potem, tak samo jak płacz drugiego przykazania rośnie aż do momentu gdy zwrócimy się do Boga, tak pragnienie i głód stają się pragnieniem prawdy. Otwiera się nowy wymiar głodu, nieprzepartego dążenia do tego, co w jednej z modlitw Liturgii określa się jako „nadchodzące Królestwo” — stan, w którym jesteśmy wdzięczni Bogu za to, że darował nam swoje Królestwo, ku któremu tęsknimy. Podczas Liturgii Królestwo jest już tutaj, ale w drodze przez pustynię jest ono przed nami, jeszcze poza naszym zasięgiem; to dopiero początek. Jest ono wewnątrz nas jako pewna wytyczna, kompas, ale bezwzględnie nie jak coś, co już jest życiem, którym możemy karmić się i które może zachować nas przy życiu. Jest głód cielesny, wynikający z naszej przeszłości i teraźniejszości, jest i głód duchowny, zrodzony przez przyszłość i nasze powołanie.

metropolita Antoni (Bloom)
 
Na podstawie: mitras.ru

Poprzednie części:
Część 4
Część 3
Część 2
Część 1

fotografia: Sheep1389 /orthphoto.net/