Bądźmy światłem Chrystusa

tłum. Gabriel Szymczak, 05 sierpnia 2020

Jednym z najbardziej ukochanych filmów, jakie kiedykolwiek nakręcono, był film Franka Capry „To wspaniałe życie” (It’s a Wonderful Life). Film, w którym Jimmy Stewart wciela się w George'a Baileya, opowiada historię wiecznego optymisty, który w obliczu trudności życiowych odkłada na bok swoje marzenia, aby tylko pomóc innym, a sam wpada w problemy finansowe. Czując, że zawiódł swoją rodzinę, przyjaciół i klientów swojego banku, i że prawie wszystko straci, George zmaga się z pomysłem popełnienia samobójstwa w Wigilię Bożego Narodzenia.

W chwili, w której George wypowiada słowa: „Byłoby lepiej, gdybym się nigdy nie urodził”, jego anioł stróż Clarence (grany przez Henry'ego Traversa) pokazuje mu wszystkich ludzi, dla których coś uczynił i jak odmienne byłoby życie społeczność Bedford Falls (w którym dzieje się akcja filmu), gdyby George się nigdy nie urodził. George otrzymuje dar zobaczenia na własne oczy życia tych, których spotkał na swej drodze, w wyniku czego uczy się rozumieć cud rodziny i przyjaźni.

„To wspaniałe życie” stało się ulubionym świątecznym filmem niezliczonych Amerykanów, ponieważ przesłanie jest ponadczasowe. Każdy z nas miał chwile, w których czuliśmy, że po prostu już nie dajemy rady, a samobójstwo wydawało się jedynym logicznym rozwiązaniem. Ja sam jako młody człowiek przeżyłem straszny okres depresji i rozpaczy, i próbowałem popełnić samobójstwo. Jednak kiedy teraz słyszę od innych, jak mój codzienny blog i podcast Ancient Faith Radio, oba pod hasłem „The Morning Offering” (Poranna ofiara), pomogły tak wielu ludziom, to wydaje mi się nie do pojęcia, że byłem kiedykolwiek tak zrozpaczonym młodym człowiekiem. Ale może właśnie dlatego, że byłem tym młodym mężczyzną, jestem w stanie współczuć cierpiącym i pomóc im dostrzec, że ten mroczny czas może być katalizatorem świetlanej przyszłości.

Wzrost liczby samobójstw w całym kraju i rosnąca przemoc z użyciem broni to wyraźny sygnał, że nasz naród przeżywa poważny upadek. To nie polityka czy rasizm stoją za masowymi morderstwami, które mają miejsce na naszych ulicach i w naszych centrach handlowych, ponieważ sprawcy używają tylko lewicowej lub prawicowej polityki lub rasizmu jako wymówki. To, co naprawdę się dzieje, to utrata przez nasze społeczeństwo duchowego i moralnego kompasu, który w przeszłości trzymał nas na właściwym kursie.

Nihilizm, który wkradł się do naszych domów, szkół i uczelni, pozbawił nasze społeczeństwo zasad duchowych i moralnych, które w przeszłości ugruntowały nas jako naród i opierały się na zasadach moralnych i duchowych, na których żyjąc w większych społecznościach wszyscy byliśmy skupieni. W międzyczasie nasi młodzi stracili nadzieję i trwając w stanie nienawiści i rozpaczy, i bez nadziei na przyszłość wielu z nich chce zaistnieć z rozgłosem, dobrym czy złym, byle tylko ich zauważono.

Z mojego doświadczenia wynika, że wszyscy jesteśmy w pewnym momencie powołani, by być Clarence’m, tym zabawnym aniołem stróżem, który zwraca uwagę na wartość drugiego człowieka i wyciąga rękę z miłującym uściskiem, oferując kojące słowa pocieszenia i wsparcia. Jeśli, jak Clarence, zwrócimy uwagę na to, że wysokie oczekiwania wielu ludzi co do szczęścia nie spełnią się, a oni pozostaną samotni i zrozpaczeni, nasze własne akty dobroci, słowa zachęty i uśmiech akceptacji będą mieć znaczenie dla świata i staniemy się drogowskazem wskazującym drogę do świetlanej i szczęśliwej przyszłości. W tym wieku niewiary powinniśmy otwarcie prowadzić życie, które jest skoncentrowane na Chrystusie, stając się światłem w ciemności dla tych, którzy zgubili drogę.

Bądźmy światłem Chrystusa pośród świata w ciemności.

Z miłością w Chrystusie,

Igumen Tryfon

za: The Morning Offerings

fotografia: bogdan /orthophoto.net/