Najważniejsze, pierwsze i ostatnie pytanie

tłum. Justyna Pikutin, 08 lipca 2020

Czy jest ktoś, kto przeżył na ziemi choć trochę i nie wie, co znaczy znaleźć się w sytuacji bez wyjścia? Ktoś, kogo sytuacje, ludzie, stan zdrowia czy też to, co dzieje się na świecie, nie wpędziły w poczucie bezradności? Zapewne jest, jednak większość z nas była w podobnych sytuacjach niejednokrotnie. I z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że zawsze jest to dla człowieka próba. Co robić? Postąpisz tak, a doprowadzi to do pewnych negatywnych skutków, postąpisz inaczej i znów tylko pogorszysz swoją sytuację, a może nawet kogoś jeszcze. Tak należałoby postąpić, ale nie ma ku temu odpowiednich środków. Jednak nie można też nic nie robić, ponieważ czas ucieka nieubłaganie. W efekcie zupełnie nie wiadomo, co robić. Nerwy są na wyczerpaniu, a sumienie nie milczy tylko męczy. Właśnie to wszystko nazywane jest - sytuacją bez wyjścia. Naprzód nie ma jak, z każdej strony blokady, a wstecz - też nie ma możliwości.

Jak żyć? Czekać, aż przyjedzie ekipa ratowników i wyciągnie cię z tej przepaści? Nie, ekipa ratowników nie pomoże. To może zwyczajnie zakończyć walkę i czekać z założonymi rękoma? A może modlić się? Ale przecież, na pewno się modliłeś - jednak wydaje się, że niebo zamknęło się i Bóg cię nie słyszy. I jest to dla ciebie największy ból, największy problem.

Jednak nie, nie największy. Największy problem polega na tym, że ty nie słyszysz Jego. Gdybyś słyszał - nie znalazłbyś się w tym ślepym zaułku. Ten, kto Go słucha, chodzi w blasku promieni i nie błądzi. Błądzimy, gubimy się, okazujemy się w sytuacji bez wyjścia tylko wtedy, gdy przestajemy słyszeć. Dlatego też zaryzykuję i podzielę się z wami tym jedynym - moim zdaniem - działającym, zbawiennym i wielokrotnie sprawdzonym wyjściem z sytuacji “bez wyjścia”. Kiedy znajdziesz się w ślepym zaułku, będziesz zmagać się z trudnościami przez pewien czas, przeżyjesz cierpienia i zwątpisz w swoje siły, zatrzymaj się, pozbądź się wszystkiego i zastanów się nad pytaniem: a czego tak właściwie chce od ciebie Bóg? Nie nad tym czego CHCESZ ty, czego POTRZEBUJESZ, co będzie dla ciebie WYGODNE, a nawet nie nad tym, czego OCZEKUJĄ od ciebie inni, a właśnie nad tym: czego CHCE od ciebie BÓG? A jeszcze lepiej - zapytaj Go: “Boże, jaka jest Twoja wola? Daj mi rozum i pomóż zrozumieć oraz wypełnić to. A cała reszta jest nieważna!”

Jeśli z głębi serca i szczerze zapytasz, jeśli będziesz gotowy wypełnić Jego wolę, to odpowiedź na pewno przyjdzie. Odkryje się ona za pośrednictwem ludzi lub samych okoliczności, albo w postaci bardzo jasnej myśli, dającej wewnętrzne określenie i wskazującej drogę. Bez względu na formę na pewno zrozumiesz, że to właśnie jest odpowiedź. I wszystko się ułoży, i nie będziesz miał więcej poczucia, że jeszcze chwila i się udusisz, a w miejsce mroku nieoczekiwanie ujrzysz światłość.

Dlaczego tak? Jak działa ten “mechanizm”, dlaczego jest on uniwersalny i nigdy nie zawodzi? Dlatego, że w rzeczy samej bardzo mało jest tych, dla których ważne jest by wiedzieć, jaka jest wola Boża dla nich i którzy byliby gotowi zaakceptować ją i wypełnić, i dlatego Bóg ich nie opuszcza? To też. Jednak w pierwszej kolejności - dlatego, że właśnie po to Bóg zsyła nam sytuacje bez wyjścia, byśmy choć w ten sposób zrezygnowali, porzucili tą bezsensowną i niebezpieczną myśl - budowania swojego życia tak, jak zechcemy, zapominając o Nim, nie uwzględniając tego, że nie ma żadnego solidniejszego fundamentu w całym naszym istnieniu, poza Nim.

Cała historia biblijna utkana jest przykładami potwierdzającymi tą prawdę i tę zasadę. Prorok Jonasz, niezgadzający się z Bożym rozkazem by szedł do Niniwy i nauczał żyjących tam ludzi skruchy, ucieka, jak mówi Pismo Święte: “do Tarszisz przed Panem” (Jon 1,3) i przeżywa cierpienie za cierpieniem, aż do tego stopnia, że zostaje połknięty przez wielką rybę. I dopiero tam dociera do niego bezmyślność jego zamiaru i wraz ze skruchą rodzi się w nim gotowość wypełnienia tego, co zostało mu przykazane przez Stwórcę. I w tej chwili w niepojęty sposób uwalnia się ze strasznej izolacji: “Pan nakazał rybie i wyrzuciła Jonasza na ląd” (Jon 2,11)

Jak skonstruowana jest sytuacja bez wyjścia i z czego się składa? Bardzo wiele uważamy za bezdyskusyjnie ważne w naszym życiu, opierając się wyłącznie na: pragnieniach, poglądach, przekonaniach swoich i otaczających nas ludzi. A kiedy to co uważamy za ważne, okazuje się być niemożliwym, kiedy nie możemy pogodzić swoich potrzeb i wyobrażeń z rzeczywistością, kiedy rzeczywistość staje się przeszkodą w naszym podążaniu naprzód - to właśnie odbieramy jako sytuację bez wyjścia, właśnie to budzi w nas poczucie beznadziejności sytuacji.

To błąd. Ważne może być wszystko, jednak PRAWDZIWIE WAŻNE jest tylko jedno, co setki raz zostało przeczytane, usłyszane, powtórzone i mocno - zdaje się - zapomniane: “Starajcie się naprzód o królestwo i o Jego sprawiedliwość...” (Mt 6,33) I nie jest to zwykłe przykazanie, niepodważalny rozkaz czy też surowe polecenie. To wskazówka mówiąca jaką drogą iść, by nie zabłądzić. To sposób na ułożenie swego życia tak, by nikt nie zdołał go zniszczyć. To przypomnienie o tym przeznaczeniu, którego realizacji nie może przeszkodzić zupełnie nic, poza samym człowiekiem.

Można zabrać nam wszystko: środki, zdrowie, status społeczny, pracę, bliskich, wolność fizyczną, ale nie można pozbawić nas najważniejszego - możliwości służenia Bogu. Ona zostaje zawsze, w każdych okolicznościach zewnętrznych, zarówno w bezgranicznym uprzywilejowaniu, jak też pod największym naciskiem. To służenie jest na tyle uniwersalne i wszechstronne, że nie ma okoliczności, które nie pozwoliłyby mu zaistnieć w taki czy inny sposób: “prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie, a takich to czcicieli chce mieć Ojciec” (J 4, 23), a dla ducha i prawdy nie istnieją żadne przeszkody i trudności. Nawet wtedy, gdy jesteś pozbawiony nie tylko swobody przemieszczania się, ale również możliwości wstania z łóżka z powodu choroby, możliwość służenia Chrystusowi pozostaje - znosząc próbę i dziękując Mu. Na głos - jeśli możesz mówić, albo w sercu - jeśli odjęło ci mowę. W duchu i prawdzie.

Zawsze szczerze żal mi ludzi, którzy stawiają przed sobą jakieś konkretne przyziemne cele i tylko w ich osiągnięciu dostrzegają swoje szczęście i szerzej - sens swego życia. I im większe ambicje i bardziej górnolotne cele, tym - powtórzę się - bardziej mi ich żal, gdyż cele i ambicje to dla nich wszystko.

Zbyt wiele wtedy może się zmienić w przeszkodę nie do pokonania, na ich drodze leży tyle kamieni, o które rozbijają się w proch ich nadzieje i oczekiwania na wielkie osiągnięcia i wspaniałe efekty! Jak później poradzisz sobie z rozczarowaniem, jeśli poza nadzieją i tymi oczekiwaniami nie masz nic, jeśli są one dla ciebie najważniejsze i najdroższe?

Tak, w rzeczywistości sami tworzymy swoje ślepe zaułki. Sami odcinamy sobie drogę do wyjścia. Jednak jak wielka jest miłość Boża, że nawet po tym, kiedy już wszystkie drogi są odcięte, wszystkie mosty zostały spalone, Bóg układa nam nową drogę - prowadzącą ku Niemu i buduje nowy most - łączący nas z Nim. I bez względu na beznadziejność sytuacji, nie zważając na nic, mamy szansę skorzystać z tej zadziwiającej możliwości. Pomimo tego, że wszystko straciliśmy, wszystkiego zostaliśmy pozbawieni - nie po raz pierwszy, a być może po raz kolejny lub nawet ostatni, w miejsce wszystkich innych pytań zadajmy to jedyne, najbardziej niezbędne: “Boże, czego Ty oczekujesz ode mnie? Co mam robić, by dogodzić Tobie?”

Pytanie, od którego należałoby wszystko zaczynać. I na które nigdy nie jest za późno.

ihumen Nektariusz (Morozow)

za: pravoslavie.ru

fotografia: cristiangeorge /orthphoto.net/