Walizeczka pełna wdzięczności - cz. II

tłum. Justyna Pikutin, 21 czerwca 2020

Mijają dni twojego życia, a czy ty się zmieniasz, czy jednak pozostajesz ciągle tak samo konserwatywny - moralny, ale nie oddany wartościom, pobożny, ale nie łaskawy - jak wtedy, gdy zaczynałeś? Wtedy miałeś prawo tak postępować, ponieważ tego byłeś nauczony, o tym wiedziałeś i wtedy to nie było złe: wtedy było to najlepsze, co się w tobie zmieniło, ale jeśli teraz też nie zrzucasz z siebie tego “wtedy”, wyłącznie dla czci munduru, tylko po to, by nie zgodzić się z tym, że w pewnej chwili musisz się zmienić - w tej sytuacji co dzieje się z przelatującymi dniami twego życia? Nie pozwalasz Bogu by “wyszlifował” cię, zmiękczył, nieco przyciął twoje kanty, byś jak kłębek miękko toczył się pomiędzy ludzi i dotykał ich z miłością.

Co tu mówić? Dni naszego życia mijają, ale czy my się zmieniamy? W przeszłości myślałem inaczej, i cieszę się, i dziękuję Bogu, ponieważ 10-15 lat temu patrzyłem na wszystko zupełnie inaczej, a teraz patrzę inaczej i nie wstydzę się tego powiedzieć i przyznać, że w moim myśleniu, w moim sercu również zachodzą zmiany. Gdyby ktoś 15 lat temu powiedział mi, że chce zostać mnichem, powiedziałbym mu: “A co wniesiesz w monastycyzm?” On nie przyniesie nic - tak myślałem. Jednak z czasem, nawiązując kontakt z ludźmi, doszedłem do wniosku, że możesz być w świecie, mówić, nauczać, ale to wszystko wcale nie znaczy, że ludzie będą zmieniać się tak, jak mówisz ty, ponieważ ludzi zmienia Bóg. Dlatego, kiedy wejdziesz w bliski kontakt z Bogiem - niezależnie od tego czy jesteś mnichem, misjonarzem, pustelnikiem w górach, czy masz rodzinę, czy nie - zdołasz pomóc swoim bliskim wyłącznie wtedy, gdy sam znajdziesz Boga.

Wtedy tego nie rozumiałem. To znaczy, gdyby ktokolwiek powiedział mi: “Jedź na Górę Athos!” - odpowiedziałbym mu: “Ale tam przecież nie można pomóc ludziom!” O to mi chodzi i cieszę się, że zmieniłem się w tym podejściu.

Mówimy o zmianie w sposobie myślenia, a nie w samej istocie wiary, nie w tym, co dotyczy Chrystusa i Jego nauki. Powinieneś zmienić sposób, w jaki wyrażasz swoją wiarę, by był on nieco bardziej elastyczny, mądrzejszy, lecz nie po to, byś zmieniał prawdę, gdyż czasami jesteś gotowy popełnić również taki błąd. Mam nadzieję, że rozumiesz, że należy zmieniać nie prawdę - będącą istotą wiary, a sam sposób w jaki przedstawiasz tę prawdę światu, to znaczy sposób, w jaki będziesz podchodził do konkretnego człowieka. Takie jest moje zdanie.

Tymczasem bez względu na to, co robimy w naszym ziemskim życiu, to wszystko jest tak małe, płytkie i ograniczone. Nie oczekuj, że kiedykolwiek zaczniesz wykonywać doskonałe ruchy, doskonałe uczynki, ponieważ nastąpi chwila, kiedy te doskonałe uczynki, których dokonasz, znikną - tak jak my. Za 150 lat odejdziemy z tego życia... A ile lat chcesz? Mówię 150, ponieważ kiedy podaję mniejszy wiek, starsi ludzie mówią: - Co ty mówisz! Już teraz mam tyle lat. Te lata, o których mówisz minęły i nic takiego się nie wydarzyło.

I oto za tyle lat zrozumiesz, że zarówno to, co małe, jak i to, co wielkie - wszystko jest niewielkie. Starzec Jakub (Calikis) z Eubei ma pewne trafne określenie, na które natrafiłem czytając o nim książkę:
- Tutaj, moje dziecko, żyjemy po to, by mijały dni.

To znaczy znajdź cokolwiek, czym zajmiesz się, by mijały dni twojego życia. To, co zrobisz tutaj, nie będzie trwało wiecznie, prócz miłości, prawdy i modlitwy - one pozostaną. A z wszystkiego pozostałego, co robisz, pozostanie tylko jakość.

Chcę jednak powiedzieć, że na przykład budujesz dom, wykańczasz go - i wszystko, czemu poświęciłeś swoje serce - a potem mówisz: “Ach, to coś wspaniałego!” Tak, ale tylko nie ma ono absolutnego charakteru, jest ono - małe. Nawet wielkie dzieła okazują się małe, kiedy pomyślisz o tym, że wszystko minie. Jednak jeśli włożysz Boga w te małe rzeczy, to wszystko zdobywa szczególne piękno, niezniszczalność, blask sławy, wielkość - jeśli tylko robisz to, co robisz, całym sercem, jak dla Boga (jest piękne wyrażenie: “Jak przed obliczem Boga”), przed Nim i przed swoim bliźnim.

Czy możesz robić tak małe rzeczy - przykładowo, wyjąć koperty ze skrzynki pocztowej w obecności swojego dziecka, ale tak, by sposób, w jaki otwierasz skrzynkę i patrzysz na koperty adresowane do kogoś innego, nie wyrażał zdenerwowania, ciekawości, zainteresowania cudzym życiem, czy też obojętności? Inaczej mówiąc, cechy naszej duszy przejawiają się nawet w najbardziej zwyczajnych momentach życia.

Jak miło jest mówić: “Dziś zrobiłem coś dobrego!” To znaczy nie zrobiłem nic znaczącego, ale robiąc te małe rzeczy - myślałem o Bogu, okazywałem miłość do ludzi, cieszyłem się kończąc swoje działania, wkładałem w nie całe serce i to obudziło we mnie przyjemne uczucia. Mój dzień był wspaniały - nawet jeśli nikt mnie nie zna, nikt o mnie nie słyszał, nie budziłem zachwytu wśród tłumu ludzi, ale nie zważając na to, w swoim domu, w swoim malutkim domku, ze swoją samotnością i książkami lub z rodziną i dziećmi, wypełniam swoje życie czymś dobrym i wszystko wypełniam Bogiem.

Te dni są wspaniałe - jeśli przeżyjesz je tak, to twoje życie będzie słodyczą! I kiedy przyjdzie czas śmierci, obejrzę się za siebie i z pokorą powiem: “Tak, odchodzę, ale okazuję skruchę i odchodzę, tak jak odchodzą wszyscy. Nie mogę być wyjątkiem, przecież to zbyt egoistyczne - mówić: “Ale dlaczego? Chcę jeszcze pożyć!” Wszyscy umierają i ja także dołączam do tego odchodzącego potoku ludzkości. Ale, odwracając się za siebie i oglądając się na upływające życie, jak na łódkę pozostawiającą ślad w morzu, patrzę i widzę to, co dobre”.

Zapewne, twoje działania są małe i nieznaczące, na przykład nie zostaniesz wynalazcą, bo przecież wszyscy nie mogą być wynalazcami, astronautami, znanymi osobistościami, bogaczami, czy też darczyńcami. No i dobrze, ale ty również udasz się w tę podróż i powiesz:
“Założyłem rodzinę, wychowałem dzieci, okazywałem cierpliwość, prowadziłem małą walkę, robiłem małe rzeczy: łuskałem fasolę, robiłem dziecku kanapki, dźwigałem zakupy żony. Ale to wszystko sprawiało mi przyjemność i za to wszystko dziękuję Bogu. Jestem Mu wdzięczny i oto zebrałem walizeczkę wypełnioną wdzięcznością - tym, za co mówię Bogu dziękuję! I nie boję się tej wyprawy. Jestem gotowy do odlotu, trzymam swoją walizeczkę, w której nie mam skarbów, ale czasami, kiedy nie wieziesz klejnotów, czujesz się pewniej i mówisz: mam mało rzeczy w bagażu, ale są one wypełnione Bogiem, jest ich niewiele, ale są one przepełnione wdzięcznością Chrystusowi, wychwalaniem, podziękowaniami, pokorną akceptacją i zadowoleniem duszy, bez narzekania, goryczy, skarg i oburzenia. Moje życie jest wspaniałe, chwała Bogu! Dziękuję Ci, Boże!”

Znajdź coś, czym będziesz się zajmował i co będzie ci się podobało. Niech będzie to coś małego i nieznaczącego, ale rób to od serca, rozkoszuj się tym, dziękuj Bogu i wiedz, że jesteś bliski Bogu w tych swoich prostych ruchach ciała. I byś nie miał żalu, kiedy mówisz mi: “Nie potrafię modlić się po sto godzin!”, módl się pół godziny - i te pół godziny, tych 15 minut jest piękne, jeśli tylko cały twój oddech i każda chwila są poświęcone wyłącznie Jemu!
 
archimandryta Andrzej (Konanos)

za: pravoslavie.ru

fotografia: cristiangeorge /orthphoto.net/