Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Grzech rani nas, nie Boga
arch. Teodozjusz (Martzoukhos) (tłum. Gabriel Szymczak), 14 marca 2025
Bardzo często myślimy, że życie religijne ma związek z Bogiem, więc grzech jest również z Nim związany. To błąd. Cerkiew jest szpitalem, a my jesteśmy chorzy, więc idziemy tam, aby się wyleczyć. Doktor natomiast ma się dobrze, więc nie wyświadczamy Mu przysługi, idąc do szpitala. Jego przykazania są naszymi lekami. Ale nawet jeśli weźmiemy te leki, uważamy, że robimy to dla Niego, aby był zadowolony.
Chrystus przyszedł na świat i pokazał nam tajemnicę Cerkwi, abyśmy mogli zostać uzdrowieni. Bardzo często myślimy, że to, co robimy – zachowywanie postu, praca, modlitwa czy cokolwiek innego – jest czynione dla Niego. Czasami myślimy, że On chce czegoś od nas dla siebie i że prosi o różne rzeczy. To nie tak. To podstawowy błąd. Doktor nie chce, abyśmy ja, ty lub jakikolwiek inny pacjent poddawali się leczeniu z powodu jego dziwactwa czy zachcianki; chce, żeby pacjent wyzdrowiał.
Tak samo jest w Cerkwi. Dopóki nie uporządkujemy swoich spraw, nie przejdziemy od winy do skruchy i od skruchy do powrotu do domu naszego Ojca. Musimy zdać sobie sprawę, że ten sposób życia, grzech, odcina nas od Życia. Życie religijne to nie myśli: czasem dobre, czasem nie tak dobre, czasem pełne winy, czasem pokutne. Może to być po prostu zwykły sentymentalizm. Idziecie na Liturgię Uprzednio Poświęconych Darów, podczas której oświetlenie jest przyćmione, jest bardzo piękne - i czujecie się zrelaksowani. Przychodzicie na wieczernię, jest cicho i poważnie - i znajdujecie spokój. Dzięki temu wchodzimy w sposób myślenia, który przynosi ulgę, ale - chociaż może czasem być przydatny - nie jest całkowicie zdrowy.
Ludzie często idą do spowiedzi obciążeni swoimi grzechami, a kiedy je już wyznają, mówią: „Co za ulga!”. Lub, jeśli zachęcają kogoś do spowiedzi, mówią: „Idź do spowiedzi, a potem poczujesz, że się unosisz. Poczujesz się naprawdę dobrze”.
Często tak jest, ale gdybyś poszedł do psychologa, też czułbyś, że lecisz i odczuwasz ulgę. Kwestia pokajania w Cerkwi nie jest sprawą psychologii, nie dotyczy tego, jak się czujesz. W życiu religijnym nie chodzi o emocjonalizm. To jest prawdziwe życie. To codzienna rutyna. To jest sposób życia. Dopóki tego nie zrozumiemy, tak naprawdę nigdy go nie pokochamy. My szukamy ulgi, ale ulga nie wiąże się z żadną zmianą. Pokajanie oznacza, że zmieniłem sposób, w jaki patrzę na wszystko. To, co postrzegałem jako zysk, teraz widzę jako stratę, więc się tego pozbywam.
Czasami zdarza się, że ludzie spowiadają się nawet z egotyzmu, aby uporządkować sprawy z Bogiem, ale się nie zmieniać. Kapłani często słyszą prośbę: „Ojcze, przeczytaj modlitwę za mnie”. Ale po co? Co to w ogóle oznacza: „Czytaj modlitwę za mnie”.? Za kogo? Mamy skomplikowany związek, a modlitwa sprawi, że wszystko stanie się prawidłowe i będziemy spać spokojnie? To nie jest skrucha. Lepsze samopoczucie nie jest powodem, dla którego ktoś powinien zostać chrześcijaninem i wejść do Cerkwi. Musimy zrozumieć, czym jest życie, a czym śmierć, i stopniowo nauczyć się wybierać życie.
archimandryta Teodozjusz (Martzoukhos) (tłum. Gabriel Szymczak)
za: Pemptousia
fotografia: levangabechava /orthphoto.net/
Chrystus przyszedł na świat i pokazał nam tajemnicę Cerkwi, abyśmy mogli zostać uzdrowieni. Bardzo często myślimy, że to, co robimy – zachowywanie postu, praca, modlitwa czy cokolwiek innego – jest czynione dla Niego. Czasami myślimy, że On chce czegoś od nas dla siebie i że prosi o różne rzeczy. To nie tak. To podstawowy błąd. Doktor nie chce, abyśmy ja, ty lub jakikolwiek inny pacjent poddawali się leczeniu z powodu jego dziwactwa czy zachcianki; chce, żeby pacjent wyzdrowiał.
Tak samo jest w Cerkwi. Dopóki nie uporządkujemy swoich spraw, nie przejdziemy od winy do skruchy i od skruchy do powrotu do domu naszego Ojca. Musimy zdać sobie sprawę, że ten sposób życia, grzech, odcina nas od Życia. Życie religijne to nie myśli: czasem dobre, czasem nie tak dobre, czasem pełne winy, czasem pokutne. Może to być po prostu zwykły sentymentalizm. Idziecie na Liturgię Uprzednio Poświęconych Darów, podczas której oświetlenie jest przyćmione, jest bardzo piękne - i czujecie się zrelaksowani. Przychodzicie na wieczernię, jest cicho i poważnie - i znajdujecie spokój. Dzięki temu wchodzimy w sposób myślenia, który przynosi ulgę, ale - chociaż może czasem być przydatny - nie jest całkowicie zdrowy.
Ludzie często idą do spowiedzi obciążeni swoimi grzechami, a kiedy je już wyznają, mówią: „Co za ulga!”. Lub, jeśli zachęcają kogoś do spowiedzi, mówią: „Idź do spowiedzi, a potem poczujesz, że się unosisz. Poczujesz się naprawdę dobrze”.
Często tak jest, ale gdybyś poszedł do psychologa, też czułbyś, że lecisz i odczuwasz ulgę. Kwestia pokajania w Cerkwi nie jest sprawą psychologii, nie dotyczy tego, jak się czujesz. W życiu religijnym nie chodzi o emocjonalizm. To jest prawdziwe życie. To codzienna rutyna. To jest sposób życia. Dopóki tego nie zrozumiemy, tak naprawdę nigdy go nie pokochamy. My szukamy ulgi, ale ulga nie wiąże się z żadną zmianą. Pokajanie oznacza, że zmieniłem sposób, w jaki patrzę na wszystko. To, co postrzegałem jako zysk, teraz widzę jako stratę, więc się tego pozbywam.
Czasami zdarza się, że ludzie spowiadają się nawet z egotyzmu, aby uporządkować sprawy z Bogiem, ale się nie zmieniać. Kapłani często słyszą prośbę: „Ojcze, przeczytaj modlitwę za mnie”. Ale po co? Co to w ogóle oznacza: „Czytaj modlitwę za mnie”.? Za kogo? Mamy skomplikowany związek, a modlitwa sprawi, że wszystko stanie się prawidłowe i będziemy spać spokojnie? To nie jest skrucha. Lepsze samopoczucie nie jest powodem, dla którego ktoś powinien zostać chrześcijaninem i wejść do Cerkwi. Musimy zrozumieć, czym jest życie, a czym śmierć, i stopniowo nauczyć się wybierać życie.
archimandryta Teodozjusz (Martzoukhos) (tłum. Gabriel Szymczak)
za: Pemptousia
fotografia: levangabechava /orthphoto.net/