Kazanie metropolity Antoniego na Wejście Chrystusa do Jerozolimy

tłum. Katarzyna R., 24 kwietnia 2016

Święta bywają różne. Obecnie obchodzimy święto Wejścia Chrystusa do Jerozolimy, to jedno z najbardziej tragicznych świąt roku cerkiewnego. Mogłoby się wydawać świętem radosnym: Chrystus wchodzi do Świętego miasta, tłumy mieszkańców radując się witają Go, gotowi by przyjąć Chrystusa jako politycznego lidera, który zwycięży wroga. Gdzie można dopatrzeć się tragizmu?

A jednak! Dlatego, że to świętowanie, ta radość, wszystkie nadzieje wzniesione zostały na nieporozumieniu, niezrozumieniu, a ten sam tłum, który dzisiaj krzyczał: „Hosanna synowi Dawidowemu! O przepiękny synu Dawida, królu Izraela!”, za kilka dni zwróci się ku Niemu z wrogością, nienawiścią, żądając ukrzyżowania.

Cóż się stało? Naród Izraela oczekiwał od Niego, że wstępując do Jerozolimy, weźmie w swe ręce władzę ziemską, że będzie oczekiwanym Mesjaszem, który uwolni narób Izraela od wroga i przeciwnicy zostaną pokonani.

Zamiast tego Chrystus wchodzi do świętego miasta cicho, idąc ku Swej śmierci… Wszyscy, którzy pokładali w nim nadzieję, odwracają się przeciw Niemu, zostali rozczarowani: On – niespełniający oczekiwań, On – nie ten, na którego mieli nadzieję. A Chrystus podąża ku śmierci…

Ale co z tego, że został sam, co przekazuje nam Chrystus Swoją śmiercią?

W przeciągu tych właśnie dni, przemawiając do narodu o tym, jaka będzie ich przyszłość, gdy przejdą obok Niego, nie poznając Go, nie podążając za Nim, Zbawca Chrystus mówi: teraz, wasz dom pozostaje pustym, od teraz niech pustą będzie wasza świątynia, pustą będzie dusza, pustymi nadzieje, wszystko będzie pustynią…

Dlatego, że jedynym, co może przeobrazić pustynię człowieka w kwitnący sad, co może dać życie temu, co jest popiołem, co może pomóc stać się społeczeństwu pełnocennym, co może pomóc życiu człowieka osiągać swoje cele – to obecność Żywego Boga, dającego utrzymanie wszystkiemu, co czasowe: Tego Boga Który jest na tyle wielki, że przed Nim nie ma znaczenia, czy coś jest wielkie, czy małe, aby było Mu miłe – jak z miłością: najmniej znaczące i zauważalne słowa, są najbardziej cenione i znaczące, a wielkie wydarzenia bywają nieznaczące w miłości.

Pozostaje wam wasz pusty dom… Naród szukał ziemskiej wolności, zwycięstwa, władzy, władze chciały rządzić i zwyciężać. I co pozostało po tym pokoleniu? Co pozostało po Imperium Rzymskim? Co ogólnie pozostało po tych wszystkich, którzy mieli w rękach władzę i myśleli, że ona nigdy nie zostanie im odebrana? Nic. Czasami – nagrobki, częściej – czyste pole…

A Chrystus? Chrystus nie okazał żadnej siły, żadnej władzy. Naród nie mógł Go zrozumieć. On mógł wszystko, mógł cały ten tłum, który z wielkim zachwytem Go witał, zebrać razem i utworzyć siłę, dzięki której mógł przejąć władzę. Zrezygnował z tego. Pozostał bezsilnym, bez pomocnym, wrażliwym, zakończył jakby pokonanym, na krzyżu, po upokarzającej śmierci, podczas naśmiewania się tych, których grobów teraz nie odnajdziemy, których kości są popiołem, rozwianym przez wiatry pustyni.

Dla nas Chrystus obiecał życie. On nas nauczył tego, że dostojność człowieka jest tak wielka, że Bóg może zostać Człowiekiem, nie poznając Siebie. Nauczył nas, że nie ma nędznych ludzi, że cierpienie nie może pokonać człowieka, jeżeli tylko on potrafi kochać. Chrystus nauczył nas, że w odwecie na pustkę w życiu można odpowiedzieć tylko modlitwą do Boga: Przyjdź Jezu, przyjdź szybko!...

Tylko Bóg może wypełnić Sobą te wnętrze ludzkie, które świeci pustką, którą ciężko wypełnić. Tylko Bóg może wprowadzić harmonię w społeczeństwie, tylko Bóg może przemienić straszną pustynię w kwitnący sad.

I właśnie dzisiaj, wspominjąc wejście Chrystusa do Jerozolimy, przerażające jest patrzeć jak cały naród witał Żywego Boga, który przyszedł tylko z przesłaniem wiecznej miłości, a oni [ludzie] odwrócili się od Niego, bo nie zależało im na miłości, gdyż nie miłości szukali. Przerażała ich miłość o której mówił Chrystus - chęć życia dla miłości i śmierci za miłość. Oni woleli, chcieli, czekali na to, co ziemskie. Pozostała pustynia, pustka, nicość…

A ci nieliczni, ci którzy usłyszeli głos Chrystusa, którzy wybrali miłość i upokorzenie, którzy zechcieli pokochać ceną swego życia i ceną swojej śmierci, ci otrzymali - jak Chrystus obiecał – życie, życie obfite, zwycięskie, świąteczne… To święto, które wspominamy, to dzień straszliwego nieporozumienia: u jednych dom pozostaje pustym, drudzy wchodzą do domu Bożego i stanowią się świątynią Świętego Ducha, domem Życia. Amen.

Antoni, metropolita surożski

Żródło: Czytania na każdy dzień Wielkiego Postu, Dementiew D. W.-M., Monaster Spotkania Włodzimierskiej Ikony Matki Bożej, 2009.